Setki miliardów dolarów trafia do tego sektora. Inwestorzy ignorują ryzyko?
Sztuczna inteligencja wciąga kapitał jak czarna dziura. I nie chodzi już tylko o akcje modnych spółek technologicznych czy kolejne rekordy na Nasdaq. Prawdziwa eksplozja dzieje się dziś na rynku długu. W obligacjach, kredytach, finansowaniu projektowym. Skala jest taka, że nawet najbardziej doświadczeni gracze zaczynają mówić o niepokoju.
Biliony dolarów płyną w stronę AI. Rynek długu właśnie wchodzi na niebezpieczne terytorium
Według ostrożnych szacunków globalne nakłady na infrastrukturę AI i centra danych w najbliższych latach sięgną co najmniej trzech bilionów dolarów. Bardziej agresywne prognozy mówią nawet o ponad pięciu bilionach. Te pieniądze nie biorą się znikąd. W coraz większym stopniu pochodzą z rynku obligacji i kredytów, który jeszcze niedawno był utożsamiany z legendarną „bezpieczną przystanią”.
Jeszcze kilka lat temu portfel dłużny funduszu był skorelowany głównie ze stopami procentowymi i kondycją banków. Dziś coraz częściej jego los zależy od tego, czy boom na AI się utrzyma. Najwięksi gracze finansują rozbudowę centrów danych, mocy obliczeniowych i własnej energetyki na masową skalę, a inwestorzy chętnie im na to pożyczają. Dlaczego? Bo wierzą.
Prognozy mówią, że już w 2026 roku same „hiperskalery” – czyli giganci budujący globalną infrastrukturę AI – mogą wyemitować 250–300 miliardów dolarów nowego długu. To wystarczy, by cały rynek obligacji inwestycyjnych w USA pobił historyczne rekordy.
Ryzyka, które wszyscy widzą, ale odkładają je na później
Lista zagrożeń jest długa. Co jeśli adopcja AI okaże się wolniejsza, niż dziś zakłada rynek? Co jeśli przychody się pojawią, ale z opóźnieniem, a dług będzie trzeba refinansować szybciej? Albo jeśli dzisiejsze centra danych i GPU za kilka lat staną się technologicznie przestarzałe?
Do tego dochodzi ryzyko nadpodaży. Skoro wszyscy budują jednocześnie, to kto zagwarantuje, że za pięć–siedem lat nie będzie za dużo mocy obliczeniowej? Wtedy odnawianie umów najmu może okazać się znacznie trudniejsze, niż dziś zakładają modele finansowe.
Są też bardziej przyziemne problemy: brak wykwalifikowanych pracowników, opóźnienia w dostępie do energii, rosnące koszty budowy i wąskie gardła w sieciach energetycznych. Coraz częściej finansowanie AI zaczyna przypominać… zakład na elektrownie, a nie na algorytmy.
Jeśli AI nie spełni wygórowanych oczekiwań, skutki nie ograniczą się do notowań akcji. Uderzą w obligacje, fundusze emerytalne, banki i cały system. Na razie jednak pieniądz płynie szerokim strumieniem. Bo w czasie gorączki technologicznej ryzyko zawsze wydaje się problemem na później.
