Liga piłkarska chce blokady VPN-ów. Cały krajowy Internet trzymany „za mordę” przez działaczy sportowych

Liga piłkarska chce blokady VPN-ów. Cały krajowy Internet trzymany „za mordę” przez działaczy sportowych

Hiszpański sąd – uzurpując sobie władzę nad podmiotami, nad którymi, zgodnie z zasadą jurysdykcji terytorialnej, tej władzy nie ma – nakazał dwóm operatorom sieci VPN całkowicie zdruzgotać model techniczny i biznesowy oferowanych przez siebie usług. Powód? Słynąca z agresywnych zachowań prawnych liga piłkarska sobie tego zażyczyła. Bo jest to zgodne z jej interesem finansowym – a reszta jej nie interesuje. Sądu, jak widać też nie.

Ciężko stwierdzić, co w tej historii jest bardziej rażące, absurdalne i surrealistyczne – czy to, że pewna liga piłkarska w imię ochrony swoich przychodów z monopolu jest gotowa zniszczyć dosłownie całe sektory gospodarki, czy to, że w tym celu zachowuje się niczym internetowa bezpieka w realiach autorytarnej dyktatury, czy też to, że sądownictwo i organy państwa serwilistycznie i nie bacząc na przepisy rzucają się, by spełniać kaprysy jaśnie działaczy owej ligi. Ale po kolei.

Standardy „demokratycznego” sądownictwa

Hiszpański sąd (chodzi o Sąd Handlowy nr 1 w Kordobie) wydał w tym tygodniu orzeczenie – jeśli można w ten sposób określić decyzję pozbawioną podstaw prawnych innych niż te, które sąd sobie domniemał, że posiada. W owym orzeczeniu nakazał dwóm operatorom sieci VPN zasadnicze wykastrowanie tychże sieci. Konkretnie, sąd domaga się, aby operatorzy ci – NordVPN i ProtonVPN – wprowadzili zmiany do swojego oprogramowania, które uniemożliwią korzystanie z tychże sieci internautom z Hiszpanii.

Orzeczenie to wydał na wniosek hiszpańskiej ligi piłkarskiej La Liga. Powód? Hiszpanie, którzy jak wiadomo przejawiają niezdrowe entuzjastyczne zainteresowanie piłką nożną, nie żywią podobnie ciepłych uczuć wobec La Ligi – i powszechnie unikają płacenia jej za przywilej oglądania meczy. La Liga, która wściekle ściga naruszycieli swojego monopolu „praw audiowizualnych”, w swej przenikliwości zorientowała się, że ci czynią to za pośrednictwem Internetu. Konkretnie zaś – właśnie sieci VPN.

Sąd uczynił to w postępowaniu, które trudno nazwać inaczej niż farsą. Na posiedzenie sądowe nie tylko nie dopuszczono bowiem nikogo oprócz adwokatów La Ligi oraz współdziałającej z nią Telefónica Audiovisual Digital, ale też nawet nie poinformowano o jego zorganizowaniu! Ba, sąd miał stwierdził, że jego decyzja nie podlega zaskarżeniu ani odwołaniu. Sami zainteresowani zaś, ProtonVPN oraz Nord VPN, o orzeczeniu nawet nie poinformowano – firmy te miały dowiedzieć się tego z Internetu.

Problemem pozostaje też fakt, że nawet gdyby o czymkolwiek je powiadomiono, i tak nie miałyby one obowiązku się tym przejmować. Obydwie bowiem, jako podmioty zagraniczne (ProtonVPN ma siedzibę w Szwajcarii, NordVPN zarejestrowany jest w Panamie), znajdują się poza hiszpańską jurysdykcją. Sąd w Kordobie po prostu uznał, że ma nad nimi władzę, zasadzie, by tak sparafrazować, „bo ja tak mówię i już” – i bo La Liga sobie tego życzy. A jak nie, to zablokujemy VPN w Hiszpanii.

Za farsę można tym bardziej uznać konkretne żądania, jakie przedstawiono operatorom. Otóż mają oni otrzymać listę adresów IP do zablokowania (sporządzoną i aktualizowaną przez samą La Ligę – zupełnie jakby ta była organem państwowym), tak, aby owe adresy nie mogły prowadzić transmisji meczy przez VPN. Naturalnie to, ze są usługi wykorzystujące szyfrowanie end-to-end – w ramach którego z założenia nie mają one kontroli nad treściami przesyłanymi przez użytkowników – nie przyszło sądowi do głowy.

Zgnieść VPN-y prawnym butem

Sieci VPN cieszą się w Hiszpanii ogromnym powodzeniem – i to właśnie ze względu na La Ligę, która panoszy się w tamtejszym internecie niemal jak jego właściciel. Wprost trudne do uwierzenia, ale w ramach „partnerstwa” z państwowym molochem Telefónica S.A. oraz na skutek serwilizmu tamtejszych sądów, liga w praktyce decyduje dziś, które adresy IP w hiszpańskiej Sieci zablokować – zaś dostawcy usług internetowych na rynku, jak DIGI, Orange, Movistar czy Vodafone, jej decyzje posłusznie egzekwują.

Są to naturalnie te adresy IP, które mają być zaangażowane w zbrodnię nielegalnego transmitowania meczy online. Tyle, że skutki są wprost katastrofalne. La Liga blokuje bowiem nie tylko te adresy, w przypadku których udowodniono aktywność piracką, ale te, które jedynie o to podejrzewa. Co więcej, jej żądania cenzorskie obejmują całe pakiety adresów, nierzadko używane przez tysiące stron internetowych, nie mających nic wspólnego z meczami piłkarskimi ani ich streamingiem.

W efekcie, w wyniku agresywnych żądań cenzorskich ligi, blokadę napotykały już nawet takie usługi jak Cloudflare, z którego korzystają miliony stron w Sieci, czy portale takie jak GitHub czy Twitch. W przypadku tego pierwszego kilkakrotnie wywołało to narodowy blackout internetowy, miliony ludzi straciły dostęp do usług w sieci, ucierpiały dziesiątki tysięcy biznesów. Strat finansowych oficjalnie nie oszacowano. Ale La Liga z butą i samozadowoleniem ogłosiła „zwycięstwo” w walce z piratami.

Straty poniesione przez innych na skutek jej działań ligi naturalnie nie obchodziły. Oczywiście owo rzekome „zwycięstwo” okazało się palcem po wodzie pisane. W ciągu 2024 i 2025 roku obserwowano bowiem w Hiszpanii szalony wzrost popularności sieci VPN, umożliwiających Hiszpanom korzystanie z Internetu nieznajdującego się pod butem tamtejszych działaczy piłkarskich. Ci ostatni naturalnie ani myśleli z tym faktem się pogodzić. I postanowili zablokować w Hiszpanii same VPN-y.

Pozostaje zobaczyć, na ile prymitywne działania cenzorskie (do jakich niewątpliwie zalicza się blokowanie adresów IP) oraz jeszcze prymitywniejszy, hucpiarski dyktat sądowy okaże się skuteczny. I czy faktycznie uda się Hiszpanów zmusić, by słono płacili lidze, którą mają wszelkie powody nienawidzić – nawet, a może zwłaszcza, jeśli wcale nie są fanami futbolu.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!