Służby kupują magazyny handlowe do „wysyłki” nielegalnych imigrantów

Służby kupują magazyny handlowe do „wysyłki” nielegalnych imigrantów

Komercyjne magazyny do obsługi handlu internetowego i wysyłkowego znajdą „drugie życie” – w działaniach policyjnych i imigracyjnych. Jak się okazuje, amerykański rząd federalny przymierza się do zakupu dziesiątek ogromnych składów i hal, które mają zostać przekształcone w centra detencyjne, służące obsłudze coraz bardziej masowych operacji deportacyjnych.

Zakupione magazyny handlowe – chodzi na razie o 23 obiekty – zlokalizowane są głównie we wschodniej części kraju. Fundusze na ten cel (45 mld dolarów) zapewniła uchwalona w zeszłym roku ustawa One Big Beautiful Bill, zaś ich przeznaczeniem będzie umożliwienie radykalnego zwiększenia ilości dokonywanych w USA deportacji osób nielegalnie przebywających w Ameryce. Biały Dom i administracja federalna stawiają sobie za cel minimalną liczbę miliona odsyłanych osób rocznie.

Jak się oblicza, aby to osiągnąć, służby imigracyjne ICE (Immigration and Customs Enforcement) muszą zwiększyć liczbę osób, jaką są w stanie jednocześnie utrzymywać w ramach swojego systemu detencyjnego, do 100 tys. (obecnie mają ok. 73 tys.). Wedle szacunków, nowe magazyny, w większości zlokalizowane na odludziu (za to w pobliżu lotnisk) mają zostać przekształcone w ośrodki o pojemności od 1,5 do 10 tys. osób – naturalnie w założeniu przebywających w nich tymczasowo, w oczekiwaniu na odesłanie, i przede wszystkim po to, aby uniemożliwić im nagminne w praktyce ukrywanie się.

Plany ICE i administracji spotkały się z huraganową krytyką Demokratów, pro-imigracyjnych działaczy oraz lewicujących komentatorów. Magazyny zamieniane na ośrodki deportacyjne określano jako działania „nielegalne”, „zbrodnicze”, „niehumanitarne”, „obsceniczne” etc. Dla aktywistów i ulicznych bojówkarzy, którzy usiłują zakłócać i uniemożliwiać operacje deportacyjne (najgłośniejsza taka sytuacja ciągnie się w ostatnich tygodniach w Minneapolis) mogą one stać się nowym celem blokad i obstrukcji.

Magazyny jako twierdze systemu granicznego

Jak wiadomo, jednym z najmocniej forsowanych założeń ekipy Donalda Trumpa, i to nawet dość bezwzględnymi metodami, jest polityka wzmocnienia i zabezpieczenia granic, w celu (zwłaszcza, choć nie tylko), wyeliminowania problemu nielegalnej imigracji. Problem ten w przypadku Stanów Zjednoczonych na pierwszy rzut oka może nie wydawać się jakoś rażący – jednak w istocie ma ogromne znaczenie zarówno dla gospodarki, jak i w sferze społecznej oraz amerykańskim życiu politycznym. Dlaczego?

Przede wszystkim z uwagi na jego skalę. Ocenia się, że tylko w okresie kadencji Joe Bidena – kiedy na polecenie sekretarza bezpieczeństwa wewnętrznego, Alejandro Mayorkasa, doprowadzono w istocie do całkowitego rozszczelnienia granicy z Meksykiem, przez którą przejść mógł w istocie każdy, złożyć wniosek o „azyl” i de facto pozostać w USA bez końca (a co odwraca obecna sekretarz, Kristi Noem) – do kraju tego napłynęło około 10 milionów nielegalnych imigrantów. A już wcześniej były ich miliony.

Kwestia ta stała się dla wielu Amerykanów problemem absolutnie palącym, doszło bowiem do tego, że w niektórych stanach, i w określonych branżach (jak np. w budownictwie), rodzimi pracownicy zostali całkowicie usunięci z siły roboczej na rzecz nielegalnych imigrantów oraz tanich pracowników wizowych. Co więcej, jako jaskrawą niesprawiedliwość odbierano sytuację, w której miliony rzekomych „azylantów” mają dostęp do benefitów socjalnych niedostępnych dla obywateli amerykańskich, czy służby zdrowia na koszt podatników – podczas gdy ci sami podatnicy za swoje leczenie musieli sami (i słono) płacić.

Nieważne kto głosuje, ważne na kogo ten głos

W wymiarze politycznym, masowe deportacje mają stanowić środek ochrony tożsamości zbiorowej mieszkańców Stanów Zjednoczonych i zatrzymania już i tak dość zaawansowanego procesu formowania się gett etnicznych, tworzonych przez zupełnie niezintegrowanych obcych. Obecność takiej ilości imigrantów grozi też zupełnym zmanipulowaniem wyników wyborczych. Nielegalni imigranci nie mogą, rzecz jasna, głosować – ale i tak to robią, i to dość masowo.

Przede wszystkim zaś – z aktywnym wsparciem wielu polityków Partii Demokratycznej, którzy na poziomie lokalnym uchwalili wiele przepisów, które nie tylko umożliwiają głosowanie bez okazania dokumentów tożsamości, ale nawet wprost zakazują pytania, czy wyborca jest obywatelem. I dlatego też, zdaniem wielu krytyków, poprzednia administracja celowo kierowała znaczące transporty nielegalnych imigrantów do nawet niewielkich miasteczek – które jednak były położone w ważnych okręgach wyborczych.

Naturalnie, to własnie na Partie Demokratyczną w istocie bez wyjątku głosują nielegalni imigranci. Budzi to zapiekły sprzeciw wielu rodowitych mieszkańców, a także niektórych (bo nie wszystkich) polityków Partii Republikańskiej. Do grona tych najbardziej zdecydowanych rozprawić się z tym problemem należą jednak przedstawiciele zaplecza politycznego Donalda Trumpa, ten zaś obiecał w toku kampanii wyborczej przeprowadzenie masowych deportacji. Na potrzeby których właśnie kupowane są magazyny.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!