Z ostatniej chwili: Trump oficjalnie wybrał nowego szefa Fed. Bitcoin krwawi, spadki na Wall Street. Co się dzieje?
Decyzja, na którą rynki czekały od miesięcy, wreszcie zapadła. Donald Trump oficjalnie ogłosił, że nominuje Kevina Warsha na nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Tym samym kończy się jeden z najbardziej burzliwych okresów w historii amerykańskiego banku centralnego… Naznaczony otwartym konfliktem między Białym Domem a Fedem oraz bezprecedensową presją polityczną na politykę pieniężną USA.
Trump nie krył entuzjazmu. W swoim stylu zapowiedział, że Warsh ma szansę przejść do historii jako jeden z najlepszych szefów Fed, a być może nawet najlepszy. Wybór 55-letniego ekonomisty nie jest jednak sensacją personalną. Warsh to postać doskonale znana zarówno w Waszyngtonie, jak i na Wall Street.
Były członek zarządu Fed, doświadczony obserwator rynków i ktoś, kto nie uchodzi za politycznego wykonawcę poleceń… Rynki 'obawiają się’ nieco niezależności Warsha, który w przeszłości krytykował m.in. 'luzowanie ilościowe’ Fed i nadmierne obniżki stóp po kryzysie 2008 roku. W efekcie zyskuje dolar, tracą metale i indeksy oraz Bitcoin, który przetestował dziś 80 tys. USD.
Koniec wojny nerwów wokół Fed
Nominacja zamyka pięciomiesięczny okres spekulacji, przecieków i politycznych napięć wokół banku centralnego. Choć formalny proces ruszył latem, faktycznie wszystko zaczęło się znacznie wcześniej, jeszcze w trakcie pierwszej kadencji Trumpa, kiedy prezydent niemal od początku publicznie krytykował Jerome’a Powella za zbyt restrykcyjną politykę pieniężną.
Paradoksalnie, nawet seria obniżek stóp procentowych pod koniec 2025 roku nie wystarczyła, by ostudzić ataki. Trump naciskał na szybsze i głębsze cięcia, a dodatkowo wykorzystywał temat kosztownej modernizacji siedziby Fed w Waszyngtonie jako argument przeciwko urzędującemu przewodniczącemu.
Warsh: człowiek z systemu, ale z wizją
Z punktu widzenia rynków wybór Warsha jest raczej sygnałem stabilizacji niż rewolucji. Inwestorzy postrzegają go jako osobę posiadającą autorytet i zrozumienie mechanizmów polityki monetarnej. Co istotne, nie ma powszechnego przekonania, że będzie bezrefleksyjnie realizował polityczne oczekiwania Białego Domu.
Sam Warsh dał się jednak poznać jako krytyk obecnego kierownictwa Fed. W ubiegłym roku mówił wprost o potrzebie „zmiany reżimu” w banku centralnym, wskazując na problem utraty wiarygodności przez obecne władze. To zapowiedź potencjalnie trudnych relacji wewnątrz instytucji, która tradycyjnie opiera się na konsensusie.
Fed w najtrudniejszym momencie od dekad
Moment nominacji nie jest przypadkowy, ale też wyjątkowo delikatny. Inflacja w USA wciąż nie wróciła trwale do celu 2%, zadłużenie publiczne rośnie w szybkim tempie, a polityka pieniężna znalazła się pod bezpośrednią presją polityczną, jakiej Fed nie doświadczał od dekad.
Sytuację dodatkowo zaogniło wezwanie Jerome’a Powella przed Departament Sprawiedliwości w związku z inwestycją budowlaną Fed. Powell otwarcie uznał ten ruch za pretekst do wywarcia presji na bank centralny, by dalej luzował politykę zgodnie z oczekiwaniami administracji.
Nie jest tajemnicą, że w otoczeniu Trumpa pojawiają się pomysły ograniczenia niezależności Fed, od większego nadzoru Białego Domu po obowiązek konsultowania decyzji o stopach procentowych z prezydentem. Jeszcze niedawno były to akademickie rozważania. Dziś stały się realnym źródłem niepokoju rynków.
Trudna droga przez Senat i znak zapytania przy nazwisku Powell
Przed Warshem niełatwa ścieżka legislacyjna. Część senatorów zapowiada blokowanie nominacji do czasu zakończenia śledztwa dotyczącego Fed. Do tego dochodzi szerszy problem: gospodarka USA balansuje między słabnącym rynkiem pracy a wciąż podwyższoną inflacją… To ogranicza pole manewru nowego przewodniczącego.
Rynki nie oczekują gwałtownych zmian w polityce monetarnej USA, choć Trump wskazywał ostatnio, że stopy powinny spaść drastycznie o nawet 2, lub 3 punkty procentowe. Kontrakty terminowe sugerują co najwyżej jeszcze dwie obniżki stóp w tym roku, zanim główna stopa Fed ustabilizuje się w okolicach 3%, poziomu uznawanego za neutralny dla gospodarki.
Otwartą kwestią pozostaje przyszłość samego Powella. Choć tradycyjnie przewodniczący ustępują z Fed po zakończeniu kadencji, Powell wciąż ma przed sobą dwa lata jako członek zarządu. Może zdecydować się pozostać, stając się symboliczną zaporą przeciwko dalszej politycznej ingerencji. Sprawa Lisy Cook, rozpatrywana obecnie przez Sąd Najwyższy, może w dłuższej perspektywie przesądzić o tym, jak daleko prezydent USA może sięgać po wpływ na skład Fed.
