Z ostatniej chwili: Eskalacja na Bliskim Wschodzie. Inflacja w USA przyspiesza. Panika na rynkach?

Z ostatniej chwili: Eskalacja na Bliskim Wschodzie. Inflacja w USA przyspiesza. Panika na rynkach?

Sytuacja na Bliskim Wschodzie gwałtownie się zaostrza i wchodzi w bardziej niepokojącą fazę. W środę izraelskie lotnictwo uderzyło w instalacje gazowe w rejonie South Pars oraz Asaluyeh, czyli w samym centrum irańskiego sektora energetycznego. Informacje te potwierdzają źródła regionalne, a irańska agencja Tasnim wskazuje, że celem były m.in. obiekty petrochemiczne. Skala zniszczeń pozostaje na razie nieznana.

South Pars to nie jest zwykłe złoże. To największy znany na świecie rezerwuar gazu ziemnego, współdzielony przez Iran i Katar, rozwijany po stronie irańskiej od końca lat 90. Co kluczowe, odpowiada za około 70 proc. krajowej produkcji gazu w Iranie. Uderzenie w tę infrastrukturę oznacza więc bezpośredni cios w fundament energetyczny państwa.

Według informacji przekazanych mediom, atak miał być skoordynowany ze Stanami Zjednoczonymi, a jednym z głównych celów była największa instalacja gazowa Iranu w prowincji Buszehr. To kolejny etap eskalacji, przypominający wydarzenia z ubiegłego roku, gdy podczas 12-dniowego konfliktu Izrael również atakował obiekty powiązane z tym złożem. W odpowiedzi na atak Izraela oraz wysoki odczyt inflacji cen producentów (PPI) z USA, rynki akcji i Bitcoin spadają, a ropa rośnie.

Ropa reaguje natychmiast, rynek wycenia scenariusz zakłóceń podaży

Reakcja rynku była niemal natychmiastowa. Ceny ropy rosną, a baryłka zbliża się do poziomu 108 dolarów. Od początku roku surowiec zdrożał już o blisko 70 proc., przy czym większość tego ruchu nastąpiła po pierwszych uderzeniach USA i Izraela pod koniec lutego.

Kluczowym punktem zapalnym pozostaje cieśnina Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa około jedna piąta globalnych dostaw ropy. Obecnie szlak ten jest w praktyce sparaliżowany. Ruch tankowców odbywa się w ograniczonym zakresie i ma charakter selektywny, zależny od decyzji politycznych Teheranu.

Sytuację dodatkowo komplikuje rosnąca presja militarna. Stany Zjednoczone poinformowały o użyciu amunicji penetrującej do uderzeń w irańskie instalacje rakiet przeciwokrętowych w pobliżu cieśniny. Z kolei Iran nasilił ataki w regionie, w tym na wschodnią prowincję Arabii Saudyjskiej, gdzie znajduje się kluczowa infrastruktura naftowa.

Inflacja wraca na radar banków centralnych

Efekty zaczynają być odczuwalne poza rynkiem surowców. W Stanach Zjednoczonych średnia cena diesla przekroczyła 5 dolarów za galon, co podnosi koszty transportu i zwiększa presję inflacyjną w całej gospodarce.

Dzieje się to w momencie, gdy Federal Reserve przygotowuje się do decyzji w sprawie stóp procentowych. Choć zmiana parametrów polityki monetarnej nie jest obecnie oczekiwana, gwałtowny wzrost cen energii może szybko skomplikować sytuację decydentów.

Na tle eskalacji pojawiają się także czynniki polityczne. Śmierć wysokiego rangą przedstawiciela irańskich struktur bezpieczeństwa zwiększa ryzyko działań odwetowych i prób dalszego zakłócania transportu ropy. W Waszyngtonie rośnie presja na administrację Donald Trump, by zapewnić eskortę tankowcom, choć wcześniejsze próby budowy międzynarodowej koalicji w tym celu nie przyniosły efektu.

Rynek przygotowuje się na dłuższy okres napięć

Na razie scenariusz bazowy zakłada utrzymanie cen ropy w przedziale 95–110 dolarów za baryłkę. Jednak w przypadku dalszej eskalacji, na przykład ataku na rafinerie lub dodatkowego zaminowania cieśniny Ormuz, możliwy jest wzrost o kolejne 10–20 dolarów.

W tle pojawiają się próby stabilizacji podaży. Irak osiągnął porozumienie z Kurdystanem w sprawie wznowienia eksportu ropy rurociągiem, co daje pewne wsparcie dla rynku. To jednak ruch o ograniczonym znaczeniu wobec ryzyka związanego z jednym z najważniejszych szlaków energetycznych świata.

Z perspektywy rynków finansowych wchodzimy w moment, w którym geopolityka znów dyktuje warunki gry. Uderzenie w South Pars to sygnał, że konflikt przekracza kolejne granice, a infrastruktura energetyczna staje się celem strategicznym. A to zwykle oznacza jedno: większą zmienność, wyższe ceny i znacznie mniej przewidywalny rynek.

Inflacja producentów przyspiesza

Jeśli ktoś jeszcze miał nadzieję, że presja inflacyjna w USA zaczyna wygasać, najnowsze dane skutecznie studzą ten optymizm. Ceny hurtowe, mierzone indeksem PPI, wzrosły w lutym o 0,7 proc. miesiąc do miesiąca, wyraźnie powyżej oczekiwań, które krążyły wokół 0,3 proc. To tempo szybsze niż w styczniu, gdy odczyt wyniósł 0,5 proc., i wyraźnie powyżej grudniowego poziomu 0,4 proc.

Jeszcze ciekawiej wygląda obraz po wyłączeniu najbardziej zmiennych kategorii. Inflacja bazowa PPI wyniosła 0,5 proc. wobec oczekiwań na poziomie 0,3 proc., choć była niższa niż 0,8 proc. miesiąc wcześniej. Na pierwszy rzut oka można by uznać to za lekkie uspokojenie, ale w praktyce to wciąż poziom, który nie daje decydentom komfortu.

W ujęciu rocznym inflacja producencka sięgnęła 3,4 proc., co jest najwyższym poziomem od lutego 2025 roku. Wskaźnik bazowy znalazł się jeszcze wyżej, na poziomie 3,9 proc. Dla przypomnienia, cel inflacyjny Federal Reserve to 2 proc. Różnica pozostaje więc znacząca.

Problem nie leży tylko w energii. Usługi zaczynają martwić Wall Street

Naturalnym odruchem jest zrzucenie winy na drożejącą energię, szczególnie w kontekście napięć geopolitycznych. Faktycznie, ceny energii wzrosły o 2,3 proc., a żywności o 2,4 proc. Ale to nie one są dziś największym problemem. Kluczowy sygnał płynie z sektora usług, gdzie ceny wzrosły o 0,5 proc. i odpowiadają za ponad połowę całego miesięcznego wzrostu PPI. To właśnie ta kategoria budzi największy niepokój w banku centralnym, bo trudniej ją „schłodzić” niż ceny surowców.

W środku tego segmentu widać konkretne ogniska presji. Opłaty za zarządzanie portfelami wzrosły o 1 proc., a ceny usług brokerskich, doradztwa inwestycyjnego i pokrewnych przyspieszyły aż o 4,2 proc. Równocześnie ceny usług zakwaterowania dla podróżnych skoczyły o 5,7 proc., odpowiadając za około 20 proc. wzrostu w całym koszyku usług. Nieco w cieniu pozostają towary, choć i tu dynamika była wyraźna. Ceny dóbr wzrosły o 1,1 proc., co jest największym miesięcznym wzrostem od sierpnia 2023 roku. Szczególnie rzuca się w oczy jeden detal: ceny świeżych i suszonych warzyw eksplodowały o 48,9 proc., odpowiadając za ponad jedną piątą wzrostu w tej kategorii.

Rynek zmienia narrację. Stopy procentowe zostaną z nami na dłużej

Reakcja rynku była szybka i dość jednoznaczna. Rentowności obligacji wzrosły, a inwestorzy przesunęli oczekiwania dotyczące pierwszej obniżki stóp procentowych co najmniej na grudzień. To zresztą wpisuje się w szerszy obraz. Inflacja konsumencka wyniosła w lutym 2,4 proc., a preferowany przez Fed wskaźnik PCE pokazał 2,8 proc. dla głównego indeksu i 3,1 proc. dla bazowego. Innymi słowy, problem nie pojawił się nagle wraz z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. On już tam był.

Tyle że teraz dochodzi nowy czynnik. Ropa utrzymuje się w okolicach 100 dolarów za baryłkę, po wzroście o ponad 70 proc. od początku roku, napędzanym konfliktem wokół Iranu. Te wzrosty nie są jeszcze w pełni widoczne w danych inflacyjnych, ale ich wpływ jest tylko kwestią czasu. Na tym tle dzisiejsza decyzja Federal Reserve wydaje się formalnością. Rynek zakłada utrzymanie stóp w przedziale 3,5–3,75 proc., gdzie znajdują się od ostatniej obniżki w grudniu 2025 roku.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!