Ta spółka jest najcenniejsza w Euripie, jej akcje triumfują na giełdzie. Wzrosną jeszcze o 50%?
ASML znów jest numerem jeden na europejskiej giełdzie. Kapitalizacja spółki przekroczyła 400 mld euro, a rynek po raz kolejny przypomniał sobie, kto naprawdę trzyma rękę na zaworze globalnego półprzewodnikowego ekosystemu. Impulsem był nie tylko ostatni, imponujący wynik biznesowy i pozytywne nastroje w branży technologicznej, ale świeży raport Bernsteina, który podniósł rekomendację do „outperform” i wywindował cenę docelową do 1528 euro.
To oznaczałoby potencjał do wzrostu o niemal kolejne 50% z obecnego poziomu. To naprawdę dość oczywisty sygnał, że kluczowy element modelu biznesowego ASML znów zaczyna pracować na wyższych obrotach. W dolarach amerykańskich firma wyceniana jest dziś na 450 miliardów dolarów. Na rynku w USA uplasowałaby się tuż za Johnson & Johnson, ale przed Bank of America, na 18 pozycji.
ASML jako wąskie gardło światowej technologii
Model biznesowy ASML jest brutalnie prosty i jednocześnie niepodrabialny. Spółka kontroluje krytyczny etap produkcji chipów: litografię. Bez jej maszyn, zwłaszcza systemów EUV, nie da się produkować nowoczesnych układów scalonych w skali przemysłowej. To klasyczny „choke point” w globalnym łańcuchu dostaw. ASML nie konkuruje ceną ani wolumene, właściwie sprzedaje technologiczną konieczność, a nie opcję.
Każda decyzja producentów pamięci i procesorów o nowym węźle technologicznym automatycznie przekłada się na popyt na coraz większą liczbę etapów litografii. I tu pojawia się kluczowe pojęcie, które Bernstein znów wyciągnął na pierwszy plan: rosnąca intensywność litografii. Tak mocny model biznesowy daje firmie niemal niezrównaną w Europie siłę cenową i pomaga marżom, praktycznie niezależnie od koniunktury.
DRAM wraca do gry, a z nim marże ASML
Bernstein wskazuje, że rynek nie doszacowuje skali inwestycji w pamięci DRAM w 2026 roku. Trzej najwięksi producenci planują budowę zupełnie nowych fabryk, co może oznaczać nawet 250 tys. wafli miesięcznie nowej mocy produkcyjnej. Przy nowym węźle 1c intensywność litografii ma sięgnąć około 28%, wyraźnie powyżej historycznych 20–24%.
Dla ASML to czyste paliwo wzrostowe. Więcej etapów oznacza więcej maszyn, dłuższe backlogi i większą widoczność przychodów na kilka kwartałów do przodu. To dlatego inwestorzy patrzą przede wszystkim na nowe zamówienia netto, a nie na same dostawy. Backlog ASML jest czymś w rodzaju mapy przyszłych nakładów całej branży półprzewodników. I ma rosnąć.
Ryzyka, buyback i długoterminowa dominacja
Oczywiście nie wszystko jest idealne. Spółka otwarcie mówi, że popyt z Chin na maszyny DUV w 2026 roku wyraźnie spadnie w porównaniu z latami 2024–2025. To efekt regulacji i geopolityki, a nie słabości modelu. Jednocześnie ASML sygnalizuje nowy program skupu akcji, co przy tej skali przepływów pieniężnych jest logicznym uzupełnieniem strategii kapitałowej.
W praktyce rynek znów dochodzi do tego samego wniosku: ASML nie jest spółką cykliczną w klasycznym sensie. Jest infrastrukturą nowoczesnej gospodarki cyfrowej. Gdy pamięci, AI i centra danych przyspieszają, ASML przyspiesza pierwsze. Gdy reszta branży się waha, jej przewaga technologiczna działa jak amortyzator. 400 mld euro kapitalizacji nie jest tu efektem euforii, tylko silnych fundamentów i rosnącej rentowności.
