Ropa z Wenezueli: Chiny tracą zapał, USA go nabierają. Sankcje idą w odstawkę
fot. Chevron

Ropa z Wenezueli: Chiny tracą zapał, USA go nabierają. Sankcje idą w odstawkę

Stany Zjednoczone przymierzają się do zniesienia (częściowego, ale zawsze) sankcji obowiązujących wobec przemysłu naftowego Wenezueli. Krok ten, będący oczywistą ujęcia autorytarnego prezydenta Nicolása Maduro i zainstalowaniu w jego miejsce wiceprezydent Delcy Rodríguez, ma być bezpośrednio powiązany z umową zawartą przez Waszyngton z nowymi władzami w Caracas, a która dotyczy dostaw ropy wartej 3 mld dolarów. Wenezuela ma przy tym największe znane złoża ropy na świecie, jednak od dawna ich eksploatacja szorowała po dnie wydajności, a także planem rekonstrukcji tamtejszej infrastruktury naftowej, który może pochłonąć nawet 100 mld. dol.

Sankcje, nałożone w 2019 r., doprowadziły do blokady statków i spadku eksportu do 500 tys. baryłek dziennie w grudniu 2025 r., z średniej 850 tys. w całym roku. Przez pewien okres została nawet zupełnie wstrzymana – Wenezuela posiada bowiem wyjątkowo ciężką i gęstą ropę, która konsystencją przypomina asfalt. Aby umożliwić jej transport rurociągami, a następnie obróbkę, konieczne jest jej rozrzedzanie lżejszymi frakcjami nafty. Tę w okresie rządów Maduro sprowadzano gł. z Rosji i Iranu. Co oczywiste, dostawy te raptownie przerwała amerykańska blokada morska, założona jeszcze w 2025 r.

W nowych warunkach – po zawarciu wspomnianego porozumienia, a także w związku z planem inwestycji w rekonstrukcję wenezuelskiej infrastruktury naftowej, który może pochłonąć nawet 100 mld. dol. – to same USA okazały się źródłem tego składnika. Wznowienie jego dostaw – w kwestii których Wenezuela, mimo największych rezerw ropy świata, jest uzależniona od importu – przez tankowiec wyczarterowany przez firmę Vitol było niezbędnym warunkiem technicznym rozpoczęcia tłoczenia surowca, który nowy reżim kraju ma zgodnie z umową dostarczyć Stanom Zjednoczonym.

Wenezuela wraca na (niektóre) rynki

Wzrost dostaw wenezuelskiej ropy ciężkiej na rynek globalny może znacząco wpłynąć na import paliw w USA. Rafinerie w Zatoce Meksykańskiej, takie jak te należące do firm Valero i Phillips 66 – które skądinąd pierwotnie były optymalizowane do jego przerobu – już zamówiły partie wenezuelskiego surowca (mogą one przerobić ok. 700 tys. baryłek dziennie). To zredukuje zapotrzebowanie na importowany olej opałowy, głównie z Iraku, którego eksport do USA pomiędzy 2019 a 2025 r. wzrósł z 7 tys. do 61 tys. baryłek dziennie.

Tymczasem Chiny tracą zainteresowanie wenezuelską ropą. PetroChina, największy producent ropy w Państwie Środka i dawny główny odbiorca, zawiesił zakupy po 2019 r., a teraz unika handlu nawet po autoryzacji USA dla globalnych traderów. Powodem jest kontrola Waszyngtonu nad transakcjami oraz mniej konkurencyjne ceny: rabat na gatunek Merey względem ropy Brent zmalał z 15 do 5 dol. za baryłkę po obaleniu Maduro. Kończy to erę importu sankcjonowanej ropy przez chińskie rafinerie niezależne, przekierowując je na surowiec z Kanady czy innych źródeł.

Zmiany te w krótkim czasie dość mocno zmieniły globalny rynek ropy ciężkiej, zwiększając podaż i presję cenową, jednocześnie wzmacniając pozycję USA w handlu energetycznym z Ameryką Łacińską. Reforma wenezuelskiego prawa naftowego, zatwierdzona w pierwszym czytaniu, ułatwi napływ kapitału, choć problemy w związku z zaniedbaną infrastrukturą pozostają. Z kolei zwiększona podaż w USA obniży ceny na rynku światowym, co widać po spadku marż na wysokosiarkowy olej opałowy w Europie do poziomu niższego od ceny baryłki Brent o 13,95 dol. w drugim tygodniu stycznia.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!