Robert Kiyosaki z dramatycznym ostrzeżeniem.”Nadchodzi największym krach w historii”. Jakie rady ma guru?
Na rynkach finansowych najgroźniejsze momenty rzadko od samego początku wyglądają dramatycznie. Częściej przypominają spokojne rozmowy, w których ktoś macha ręką i mówi: „nie martw się”. Robert Kiyosaki opisał niedawno właśnie taką sytuację. Dyskusja o długu publicznym, wojnach, inflacji i dodruku pieniądza zakończyła się irytacją rozmówczyni. Temat uznała za zbędny. Liczył się spokój.
Problem w tym, że ten spokój bywa złudny. Bohaterka rzekoemj historii, jak przyznaje Kiyosaki, nie ma zabezpieczenia emerytalnego, a mimo zbliżającej się osiemdziesiątki nadal pracuje. Nie postrzega jednak tego jako kryzysu. To nie jest odosobniony przypadek.
Kiyosaki próbuje powiedzieć, że ludzie zwykle ignorują ryzyko, dopóki rzeczywistość nie zmusi ich do reakcji. Młodym między wierszami radzi, by na fali ewentualnej panicznej wyprzedaży wykorzystywali do kupowania aktywów w okazyjnych cenach. Co dokładnie mówił ostatnio finansowy „guru” od bestsellera „Bogaty ojciec, biedny ojciec”?
Czas to najcenniejszy kapitał
Tu pojawia się ważny wątek, często pomijany w analizach: czas. Kiyosaki przypomina własne doświadczenie, gdy jako młody człowiek był bez pieniędzy i bez dachu nad głową. Różnica polegała na tym, że miał jeszcze coś do dyspozycji. Miał lata, które pozwoliły mu odbudować pozycję.
To brutalna prawda, która ma odniesienie także do inwestowania. Młodość, zdrowie i możliwość podejmowania ryzyka działają jak niewidzialna dźwignia finansowa. Im później ktoś zaczyna myśleć o pieniądzach, tym mniejsze ma pole manewru. Rynek nie daje rabatów za brak przygotowania.
Ostrzeżenie przed „największym krachem”
Równolegle Kiyosaki podnosi ton swoich prognoz. W jego ocenie światowe rynki akcji znajdują się w fazie załamania, a to, co nadchodzi, może być największym krachem w historii. To mocne słowa, ale wpisują się w jego konsekwentną narrację z ostatnich lat. Trzeba jednak spojrzeć na to chłodno. Rynki od zawsze reagują nerwowo na napięcia geopolityczne. Konflikty wywołują gwałtowne spadki, często przesadzone względem realnej kondycji gospodarki. Potem, gdy emocje opadają, przychodzi odbicie.
Ta sinusoida strachu i ulgi jest niemal wpisana w DNA całego Wall Street. Zmienność sama w sobie nie jest problemem. Problemem jest brak przygotowania na nią. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów podejścia Kiyosakiego jest jego nieufność wobec tradycyjnych instrumentów. Akcje, obligacje czy amerykańskie programy emerytalne oparte na rynku akcji traktuje jako formę trudnej do spełmnienia obietnicy.
Obietnice, szczególnie w czasach napięć i konfliktów, potrafią być łamane. W jego narracji to właśnie ten element systemowego ryzyka jest niedoszacowany przez inwestorów. Zbyt duże zaufanie do instytucji, rządów i korporacji może okazać się kosztowne, jeśli sytuacja globalna się zaostrzy. Konflikt na Bliskim Wschodzie może doprowadzić do głębokiego kryzysu zaufania nie tylko do wzrostu gospodarki, ale i systemu, w jakim funkcjonuje rynek.
Bitcoin, złoto i srebro zamiast systemu
W tym kontekście pojawia się jego wyraźny zwrot w stronę aktywów niezależnych. Bitcoin według Kiyosakiego ma przewagę, ponieważ nie stoi za nim żadna centralna instytucja. Nie ma prezesa ani zarządu, który może wywołać panikę jednym ruchem. To argument szczególnie często przywoływany w kontekście napięć na Bliskim Wschodzie, w tym konfliktów z udziałem Iranu. W takich warunkach inwestorzy zaczynają szukać aktywów odpornych na decyzje polityczne.
Obok kryptowalut Kiyosaki konsekwentnie wskazuje na fizyczne aktywa. Złoto i srebro niezmiennie w jego ocenie pozostają fundamentem bezpieczeństwa, ponieważ nie są zależne od systemowych gwarancji. To podejście nie jest nowe. W czasach niepewności kapitał często wraca do tego, co namacalne i sprawdzone. Historia pokazuje, że metale szlachetne wielokrotnie pełniły rolę bezpiecznej przystani.
Sytuacja Bitcoina wydaje się obecnie trudna, ale ulega stopniowej poprawie. Kryptowaluta znajduje się ok. 40% poniżej historycznego maksimum. Opisaliśmy ją dogłębnie w artykule zatytułowanym Glassnode: „Popyt instytucji na Bitcoina rośnie”. Hossa kryptowalut wróci?”.
Kto naprawdę zarabia na kryzysach
Najciekawszy wniosek z całej układanki dotyczy zachowań inwestorów. Kiyosaki podkreśla, że zamożni nie świętują krachów, ale się do nich przygotowują. Gdy rynek się załamuje, to oni kupują aktywa sprzedawane w panice przez klasę średnią. To mechanizm powtarzalny. Emocje prowadzą do złych decyzji. Strach każe sprzedawać w najgorszym możliwym momencie. Tymczasem kapitał cierpliwy działa odwrotnie.
Jak trafnie zauważają doświadczeni doradcy inwestycyjni, decyzje podejmowane wyłącznie pod wpływem emocji rzadko okazują się właściwe. To jedna z tych zasad, które brzmią banalnie, ale w praktyce są łamane nagminnie. Czy scenariusz największego krachu faktycznie się ziści? Tego nie wie nikt. Rynki działają cyklicznie i równie często zaskakują, jak potwierdzają prognozy.
Warto jednak oddzielić formę od treści. Kiyosaki może przesadzać w tonie, ale jego główne przesłanie pozostaje spójne: przygotowanie jest ważniejsze niż przewidywanie. Na końcu dnia nie wygrywa ten, kto najgłośniej ostrzega przed kryzysem. Wygrywa ten, kto jest na niego gotowy.