Robert Kiyosaki ma noworoczną wiadomość dla inwestujących. Jego portfel miał doskonały 2025 rok
Robert Kiyosaki – autor bestsellera „Bogaty Ojciec, biedny Ojciec” i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci pop-finansów – rozpoczął 2026 rok w swoim charakterystycznym stylu: ostrzega on mianowicie przed (obowiązkowo) kryzysem, ale jednocześnie obiecuje „największą finansową okazję naszego życia”. W noworocznym przekazie na swoim kanale YouTube i Xitterze powtarza tezę, że „reguły pieniądza się rozpadają”, a skutkiem ma być wyjątkowo nerwowy okres na rynkach i ogromne przesunięcia kapitału w gospodarce i na rynkach finansowych.
Robert Kiyosaki gada jak katarynka, ale w jego szaleństwie jest metoda
Tego typu narracja ma dwa stałe elementy. Po pierwsze, Kiyosaki opisuje rynek językiem przełomu: zmiana oznacza dla większości „zagrożenie”, dla niego – „okazję”. Po drugie, wskazuje zestaw aktywów, które w jego ocenie znajdują się „poza zasięgiem manipulacji polityką pieniężną banku centralnego”: złoto, srebro, Bitcoin (BTC), nieruchomości oraz biznesy generujące przepływy pieniężne. W tej logice trzymanie gotówki ma być strategią przegranych, bo w świecie długów i dodruku realna siła nabywcza oszczędności topnieje szybciej, niż wielu ludzi zakłada.
Co istotne, w tegorocznych wypowiedziach doszedł wyraźny wątek geopolityczny. Kiyosaki sugeruje, że globalne fundamenty są kruche, a szczególnie narażone mają być Chiny. I dopiero „czarny łabędź” – pojedyncze, trudne do przewidzenia zdarzenie – ma uruchomić kaskadę zdarzeń, która przerodzi się w kryzys.
Kiyosaki przypomina też o wcześniejszych próbach zamachu na Donalda Trumpa – chodzi o atak na wiecu w Pensylwanii w lipcu 2024 r. oraz incydent na Florydzie we wrześniu 2024 r., kiedy to służby udaremniły próbę ataku w pobliżu pola golfowego. Te wydarzenia były szeroko opisywane przez instytucje i media, choć sam autor używa ich jako metafory „świata na krawędzi”, a nie jako elementu klasycznej analizy rynku.
Twarde aktywa miały fenomenalny 2025 rok. Czy tak będzie i tym razem?
Nomen omen aktywa wskazywane przez Kiyosakiego rzeczywiście mają za sobą wyjątkowe miesiące w porównaniu z gotówką. Na koniec 1 stycznia 2026 r. złoto było notowane w okolicach 4 321 USD za uncję, a srebro około 71–72 USD za uncję (to poziomy rekordów na tle historycznym). Bitcoin natomiast na przełomie roku utrzymywał się w rejonie 87–89 tys. USD, po wcześniejszym spadku z jesiennego szczytu powyżej 126 tys. USD (również ówcześnie maksima historyczne).

W związku z powyższym warto zadać sobie następujące pytanie: czy tzw. „aktywa poza systemem” są sensowną odpowiedzią na wyzwania 2026 roku? Z punktu widzenia przeciętnego inwestora problemem nie jest sama idea dywersyfikacji czy dobór portfela, tylko sposób realizacji strategii inwestycyjnej. Złoto i srebro potrafią pełnić rolę „bezpiecznej przystani”, ale bywają też zmienne, a koszty wejścia (marże na fizycznym metalu, spready, przechowywanie) są bolesne. Bitcoin bywa traktowany jako alternatywa wobec walut fiducjarnych, lecz historycznie jest aktywem o dużych obsunięciach (spadki rzędu kilkudziesięciu procent w cyklu nie są wyjątkiem), co oznacza, że „kupowanie spokoju” może w krótkim terminie dawać dokładnie odwrotny efekt.
Nieruchomości i „biznesy z cash flow” brzmią fajnie, ale mają własne ryzyka: płynność, koszty finansowania, podatki, ryzyko pustostanów i regulacji. Wielu „flipperów” którzy liczyli na wzrosty cen nieruchomości w Polsce w nieskończoność liże obecnie przysłowiowe rany, natomiast dla wielu ludzi inwestycja we własny biznes kończy się po prostu rychłym bankructwem.
Dlatego z całego przekazu Kiyosakiego najbardziej użyteczna może być nie jego „data kryzysu”, tylko prostsza lekcja: jeśli 2026 ma być rokiem wahań, to przewagę uzyskują ci, którzy wchodzą w niego z dobrym planem i chłodną głową. Plan w praktyce oznacza poduszkę płynności na nieprzewidziane wydatki, rozsądną dywersyfikację i unikanie sytuacji, w której jedna nieudana decyzja inwestycyjna zmusza do panicznej sprzedaży w najgorszym momencie. Reszta – czy to złoto, srebro, bitcoin, czy nieruchomości – to już kwestia proporcji, horyzontu czasowego i odporności na zmienność.
