Ray Dalio w Davos: 'Widzę wojnę finansową’. Nowy porządek świata i bankructwo USA?
Grafika pokazująca spadek cen akcji

Ray Dalio w Davos: 'Widzę wojnę finansową’. Nowy porządek świata i bankructwo USA?

Ray Dalio to miliarder kojarzony z funduszem hedgingowym Bridgewater. Od lat uchodzi za jednego z inwestorów, którzy najwcześniej wyczuwają zmiany tektoniczne w globalnym porządku finansowym. Tym razem w Davos nie powiedział o recesji czy cyklu stóp procentowych… O czymś znacznie poważniejszym: ryzyku wejścia świata w fazę „wojen kapitałowych”. Jego zdaniem agresywna polityka administracji Donalda Trumpa może sprawić, że kraje finansujące amerykański deficyt zaczną zadawać sobie pytanie, czy nadal chcą to robić.

Logika Dalio jest prosta. Wojny handlowe zawsze mają drugą stronę bilansu, czyli przepływy kapitału. Jeśli państwa i inwestorzy zagraniczni tracą zaufanie do stabilności relacji politycznych i reguł gry, ich skłonność do kupowania amerykańskich obligacji i trzymania rezerw w dolarze zaczyna słabnąć. Problem w tym, że Stany Zjednoczone w tym samym czasie emitują ogromne ilości długu, by finansować deficyt fiskalny.

Dalio zwraca uwagę na napięcie, które narasta po obu stronach. Z jednej strony są posiadacze dolarów i Treasuries, którzy zaczynają obawiać się, że ich aktywa mogą stać się narzędziem politycznej presji. Z drugiej – USA, które potrzebują stałego popytu na swój dług. Jeśli zaufanie pęknie choćby częściowo, równowaga może się szybko zachwiać.

Historia zna taki scenariusz

Dalio nie mówi tego w próżni. Wskazuje, że historia wielokrotnie pokazywała podobne momenty. Gdy napięcia geopolityczne narastają, nawet sojusznicy przestają chętnie trzymać nawzajem swoje obligacje. Kapitał zaczyna szukać „twardszych” przystani, a konflikty handlowe przechodzą w spory walutowe i finansowe. To proces, który rzadko przebiega w sposób uporządkowany.

Nieprzypadkowo jego komentarze zbiegły się z wyraźnym spadkiem cen amerykańskich obligacji. Rynek długu zareagował na powrót retoryki celnej i eskalację sporu wokół Grenlandii, co ponownie uruchomiło ucieczkę części kapitału od aktywów USA. To jeszcze nie panika, ale sygnał ostrzegawczy, że inwestorzy zaczynają wyceniać ryzyko polityczne w sposób bardziej bezpośredni.

Złoto wraca do centrum uwagi

W tym kontekście Dalio po raz kolejny wraca do swojego ulubionego tematu — dywersyfikacji. Ostrzega przed nadmiernym uzależnieniem portfeli od jednego kraju czy jednej klasy aktywów. Jako naturalne zabezpieczenie wskazuje złoto, które jego zdaniem powinno stanowić od 5 do 15 proc. portfela. Argument jest klasyczny: w momentach, gdy zaufanie do papierowych zobowiązań słabnie, metal szlachetny zyskuje.

Nieprzypadkowo ceny złota wystrzeliły na nowe historyczne maksima, sięgając 4 689 dolarów za uncję. To nie tylko efekt inflacji czy polityki banków centralnych, ale coraz wyraźniejszy sygnał, że globalny kapitał zaczyna przygotowywać się na mniej stabilny porządek monetarny.

Więcej niż chwilowe napięcie

Najważniejsze w ostrzeżeniu Dalio jest to, że nie traktuje on obecnych wydarzeń jako przejściowej anomalii. W jego ocenie pęknięcia w globalnym systemie finansowym narastały latami, a obecna polityka jedynie przyspiesza proces, który już się rozpoczął. Wojny handlowe można zatrzymać jednym porozumieniem. Wojny kapitałowe są znacznie trudniejsze do opanowania, bo dotyczą zaufania. Dlaczego? Odbudowuje się latami.

Era, w której amerykańskie aktywa były bezdyskusyjnym centrum świata finansów, może wchodzić w bardziej wymagającą fazę. Nie oznacza to końca dolara czy rynku obligacji skarbowych USA (tzw. treasuries), ale początek świata, w którym kapitał staje się bronią, a nie tylko narzędziem alokacji. Ray Dalio ostrzega, że warto to ryzyko potraktować bardzo poważnie. Dalio prezmawiał pod charakterystycznym szyldem 'World Order 2026′.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!