Priorytety: prezes linii lotniczych zwolniony – za nieznajomość francuskiego
Linie lotnicze Air Canada poinformowały, że ich prezes wykonawczy Michael Rousseau, lat 68, pełniący funkcję od 2021 roku, odejdzie ze stanowiska. Z opóźnieniem, co prawda, bo do końca trzeciego kwartału 2026 – ale jednak. Decyzja ta zapadła niedługo po katastrofie lotniczej z udziałem samolotu tych linii (w której zginęło dwóch pilotów). Co jednak wręcz niesamowite – nie została podjęta pod wpływem tejże katastrofy, a ze względu na sposób, w jaki prezes się do niej odniósł.
Katastrofa, o której mowa, miała miejsce 22 marca br. na lotnisku LaGuardia w Nowym Jorku, i dotyczyła lotu Air Canada Express (operowanego przez Jazz Aviation) nr 8646 z Montrealu. Samolot o numerze CRJ900 zderzył się na pasie startowym z pojazdem straży pożarnej tamtejszego Nadzoru Portowego, co spowodowało śmierć dwóch pilotów – w tym jednego z Quebecu – oraz hospitalizację 41 osób.
Działania załogi zapobiegły większej liczbie ofiar wśród pasażerów; incydent doprowadził do czasowego zamknięcia lotniska – co zresztą oficjalnie odnotowano i doceniono. Po katastrofie prezes Rousseau, jak to uchodzi za normę w komunikacji korporacyjnej, opublikował czterominutowe oświadczenie wideo, w którym złożył kondolencje rodzinom pilotów. Wydawać by się mogło, że postąpił stosownie w danej sytuacji – jak się jednak okazuje, to właśnie to oświadczenie doprowadziło do jego zwolnienia.
Co musi potrafić szef linii lotniczych?
Rousseau, wywodzący się z anglojęzycznej większości w Kanadzie, wygłosił je bowiem, o zgrozo, właśnie po angielsku – zamiast po francusku. W tym drugim języku ograniczył się jedynie do słów „bonjour” i „merci”. Po krytyce jego zbyt mało francuskiego akcentu prezes przyznał (zupełnie jakby było to jakieś etyczne czy kryminalne przewinienie), że faktycznie jego pierwszym językiem jest angielski, i mimo setek godzin lekcji francuskiego nadal potrzebuje wymaga napisów, by wygłaszać oświadczenia w tym języku.
Nagranie po katastrofie sprowokowało natychmiastową furię francuskojęzycznych polityków z prowincji Quebec. Jej Zgromadzenie jednogłośnie przyjęło wniosek o jego rezygnację, a premier prowincji François Legault uznał incydent za przejaw „braku szacunku” wobec frankofonów. Również premier Kanady Mark Carney określił nagranie jako „brak wyczucia i współczucia”. Zarząd Air Canada ogłosił przyspieszenie procesu sukcesji, wyraźnie zaznaczając, że następca musi komunikować się w obu językach urzędowych.
Cała sprawa wydawać by się mogła absurdem, gdyby nie fakt, że jest podstawą do poważnych decyzji. Tym bardziej, że rzekomy „brak szacunku” językowego jest wybiórczy. Z dwóch tragicznie zmarłych pilotów tylko jeden był bowiem francuskojęzyczny i wywodził się z Quebecu. Zdaniem frankofońskich polityków, niewybaczalną zniewagą jest złożenie kondolencji rodzinie frankofońskiego pilota po angielsku – ale czynienie tego po francusku rodzinie pilota anglofońskiego już im nie przeszkadza.
Air Canada – pod okupacją Quebecu
Francuski pozostaje językiem mniejszościowym na poziomie krajowym – według spisu z 2021 roku około 22 proc. Kanadyjczyków deklaruje go jako pierwszy język urzędowy, przy 76 proc. dla angielskiego. W Quebecu stanowi jednak 84 proc. W tej jednej prowincji mechanizmy polityczne i prawne traktują go z agresywną priorytetowością, co przejawia się także w federalnych celach imigracyjnych: w 2025 roku przekroczono 8,5-procentowy wskaźnik frankofonów poza Quebeciem (osiągnięto 8,9 proc.), zmierzając do 12 proc. do 2029 roku.
Jednocześnie nie odnotowano żadnego udokumentowanego przypadku zwolnienia prezesa korporacji w Kanadzie za nieznajomość angielskiego – mimo że język ten dominuje w dziewięciu prowincjach i stanowi podstawę biznesu na poziomie krajowym. Air Canada, z siedzibą w Montrealu, podlega co prawda ustawie o językach urzędowych na mocy Air Canada Public Participation Act z czasów prywatyzacji w latach 80. XX wieku. Przepis ten nakłada obowiązek dwujęzycznej komunikacji i usług bez federalnego dofinansowania kosztów.
Jednak absurdalny wymóg bilingualizmu dla kierownictwa firmowego, rozważany przez kanadyjski parlament w w 2023 roku, został odrzucony. Tym samym prezes największego kanadyjskiego przewoźnika traci posadę nie z powodu katastrofy – za którą nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności – ani niekompetencji operacyjnej, lecz z powodu nieznajomości francuskiego, którego nie miał prawnego obowiązku znać (!). Ale politykom prowincji Quebec – zdaniem krytyków, agresywnie i niesprawiedliwie faworyzowanej przez rząd federalny, kosztem wszystkich innych – nie podobał się jego akcent.