Norweski fundusz majątkowy zdecydował. „2 bln dol. na stole”. Zrezygnuje z inwestycji w USA?
Norweski rządowy fundusz majątkowy, zarządzający aktywami o wartości około 2,1 bln dolarów, formalnie nie planuje redukcji ekspozycji na rynek Stanów Zjednoczonych mimo utrzymujących się napięć geopolitycznych. Oświadczenie odnoszące się do tej sprawy wydał minister finansów Jens Stoltenberg. Jest jednak do czego się odnosić, sam zresztą fakt, ze Stoltenberg poczuł się do niego zmuszony, świadczy o tym, że kwestia bynajmniej nie jest oczywista. Ale po kolei.
W opublikowanym w środę wywiadzie szef resortu finansów Królestwa Norwegii zaakcentował, że wielkość i znaczenie amerykańskiego rynku kapitałowego pozostają krytycznie istotnymi argumentami za utrzymaniem dotychczasowej alokacji. „Ekspozycja funduszu na Stany Zjednoczone odzwierciedla po prostu skalę tej gospodarki i rynku finansowego – nie ma obecnie podstaw do zmiany tej strategii” – stwierdził minister Stoltenberg, notabene były długoletni sekretarz generalny NATO.
Odniósł on się też pośrednio do spekulacji rynkowych dotyczących możliwych odpływów kapitału z rynku amerykańskiego w związku z zaostrzaniem się retoryki handlowej oraz niepewności wokół polityki fiskalnej nowej administracji w Waszyngtonie. Podkreślił, że fundusz działa w oparciu o długoterminowe kryteria ryzyka i zwrotu, a nie krótkoterminowe wahania sentymentu politycznego. Argumenty te brzmią wręcz zaskakująco racjonalnie – rzecz jednak w tym, że stoją w opozycji do nacisków politycznych.
Wichry wielkiej polityki
Decyzja Oslo kontrastuje z ruchem duńskiego funduszu emerytalnego, który raptem w ostatnich dniach zapowiedział stopniowe zmniejszanie zaangażowania w amerykańskie obligacje skarbowe. I choć zmiana ta była motywowana obawami przed długoterminowymi skutkami politycznej niestabilności w USA oraz rosnącymi rentownościami długu publicznego, to trudno było nie doszukiwać się tutaj kontekstu geopolitycznego i napięć wynikających z nacisków USA na Danię w sprawie Grenlandii.
Od nacisków politycznych nie jest wolny również podmiot norweski. Tamtejszy Government Pension Fund Global (GPFG) pozostaje największym pojedynczym inwestorem na świecie. Na koniec III kwartału 2025 r. około 40–45 proc. portfela akcji funduszu przypadało na spółki notowane w USA, co czyni ten rynek dominującym elementem alokacji. W segmencie obligacji amerykańskie papiery skarbowe i korporacyjne również zajmują znaczącą pozycję.
O tym jakie zamieszanie może wywołać otoczenie polityczne funduszu – zarządzanego przecież przez instytucje norweskiego państwa, podatne na wpływ tamtejszych polityków – przekonać się można było latem i jesienią zeszłego roku. Motywowane „etycznie” (tj. polityką) decyzje podejmowane przez zarząd funduszu, a wymierzone m.in. w akcje amerykańskiego koncernu Catepillar czy pociągnięcia Elona Muska w Tesli doprowadziły do załagodzonego, jednak chwilowo ostrego spięcia z Białym Domem.
Fundusz jako latarnia rynków
Na podobne „etyczne” decyzje naciskać mieli politycy norweskiej radykalniejszej lewicy – do tego stopnia, że obecny rząd umiarkowanej centrolewicy, przy wsparciu prawicowej opozycji, przeforsował w listopadzie ustawę zakazującą takich praktyk. Obecna decyzja norweskiego rządu potwierdza tamten kurs – lecz ma znaczenie także dla stabilności globalnych rynków finansowych. Decyzje GPFG bywają często postrzegane jako drogowskaz dla innych dużych inwestorów instytucjonalnych.
Przez to też jego ruchy bywają interpretowane jako sygnał kierunku przepływów kapitału w skali światowej. Komentatorzy wskazują, że utrzymanie ekspozycji na aktywa w USA może oznaczać akceptację wyższego ryzyka geopolitycznego w zamian za oczekiwane wyższe stopy zwrotu, zwłaszcza w porównaniu z Europą czy rynkami wschodzącymi. Na razie nie ma oficjalnych informacji o planowanych zmianach w strategii inwestycyjnej funduszu w najbliższych kwartałach.
