Morgan Stanley ostrzega przed załamaniem na rynku kredytowym. Fala bankructw?

Morgan Stanley ostrzega przed załamaniem na rynku kredytowym. Fala bankructw?

Na rynku private credit zaczyna być nerwowo, choć jeszcze niewielu mówi o tym głośno. Przez lata segment direct lending uchodził za stabilną alternatywę dla tradycyjnych obligacji, oferując wyższe stopy zwrotu przy relatywnie ograniczonej zmienności. Dziś ten obraz zaczyna się komplikować.

Analitycy Morgan Stanley prognozują, że wskaźnik niewypłacalności w tym segmencie może wzrosnąć do około 8% … Czyli poziomu zbliżonego do szczytów obserwowanych w czasie pandemii. Co istotne, mówimy o rynku, który odpowiada za ponad połowę aktywów w całym ekosystemie private credit.

Sektor software w centrum ryzyka

Źródło problemu nie jest przypadkowe. W centrum uwagi znajduje się branża oprogramowania, która odpowiada za około 20% ekspozycji w bezpośrednich pożyczkach (direct lending) … Oraz nawet 40% wszystkich kredytów wspieranych przez private equity.

To właśnie tutaj uderza fala zmian związanych ze sztuczną inteligencją. Obawy o tzw. „software apocalypse” nie są już tylko medialnym hasłem. Spadek notowań funduszu iShares Expanded Tech=Software Sector ETF o 17 proc. od początku roku pokazuje, że inwestorzy zaczęli dyskontować scenariusz głębszej transformacji modeli biznesowych.

Według Morgan Stanley to właśnie AI stanie się kluczowym katalizatorem wzrostu niewypłacalności. Sektor software’owy już dziś charakteryzuje się najwyższym poziomem zadłużenia i najniższymi wskaźnikami pokrycia odsetek spośród głównych branż, co czyni go szczególnie wrażliwym na zmiany.

Maturity wall i koniec taniego pieniądza

Do tego dochodzi problem, który przez lata był ignorowany. Około 11 proc. pożyczek w sektorze software zapada do końca przyszłego roku. Kolejne 20 proc. do 2028 roku. Ten tzw. „maturity wall” oznacza konieczność refinansowania w znacznie trudniejszych warunkach niż jeszcze kilka lat temu.

W środowisku wyższych stóp procentowych i większej ostrożności inwestorów wiele firm może nie być w stanie rolować zadłużenia na dotychczasowych warunkach. To moment, w którym słabe modele biznesowe zaczynają się ujawniać.

Co ciekawe, obecnie fundamenty rynku kredytowego nie zostały jeszcze „materialnie” naruszone. To jednak klasyczna cisza przed zmianą trendu. W praktyce oznacza, że rynek dopiero zaczyna wyceniać ryzyko.

Problemy punktowe czy początek szerszego zjawiska?

Morgan Stanley zakłada, że fala niewypłacalności będzie skoncentrowana głównie w sektorach związanych z oprogramowaniem i AI, w przeciwieństwie do okresu pandemii, gdy problemy rozlały się szeroko po całej gospodarce. To sugeruje bardziej selektywny charakter ryzyka.

Nie oznacza to jednak braku napięć. Upadłości takich firm jak TriColor Holdings czy First Brands Group pod koniec ubiegłego roku już wcześniej zwróciły uwagę inwestorów na kruchość niektórych segmentów rynku.

Dodatkowo fundusze private credit zaczęły doświadczać rosnącej liczby umorzeń, co w skrajnych scenariuszach może prowadzić do efektu domina i wymuszonej sprzedaży aktywów.

Z perspektywy doświadczonego obserwatora rynków sytuacja wygląda znajomo. Kończy się okres, w którym kapitał był łatwo dostępny, a ryzyko marginalizowane. Zaczyna się etap, w którym liczy się jakość kredytobiorców i odporność modeli biznesowych.

Sztuczna inteligencja działa tu jak przyspieszacz. Dla jednych firm będzie impulsem do wzrostu, dla innych czynnikiem, który obnaży ich słabości.

Private credit nie stoi jeszcze w obliczu systemowego kryzysu. Ale po raz pierwszy od dawna widać wyraźnie, że fundamenty tego rynku będą poddane realnej próbie. I jak to zwykle bywa, nie wszyscy wyjdą z niej obronną ręką.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!