Miliarder z Wall Street zainwestował w akcje 3 spółek fortunę. Ceny wystrzelą?
Stanley Druckenmiller nie jest inwestorem, który działa pod wpływem mody. Ale jeśli już w coś inwestuje, zwykle kładzie fortunę i jest gotowy trzymać ją, aż jego scenariusz się ziści. Jeśli wraca do jakiegoś tematu, to zazwyczaj dlatego, że widzi w nim coś więcej niż tylko chwilowy entuzjazm. Jego ostatnie decyzje pokazują, że sztuczna inteligencja nie jest dla niego zamkniętym rozdziałem. Jakie akcje kupił?
Druckenmiller i moment wejścia: dlaczego teraz Big Tech?
Dla wielu obserwatorów Wall Street zaskoczeniem było to, że po wcześniejszym wyjściu z takich gwiazd jak Nvidia czy Palantir, Druckenmiller znów ustawia się po stronie AI. Tyle że tym razem robi to inaczej. Zamiast stawiać na czystych beneficjentów infrastrukturalnego boomu, sięga po firmy, które mają skalę, dane i realne zastosowania.
Amazon, Meta i Alphabet (bo właśnie te akcje kupił) to nie są spółki, które dopiero 'obiecują’ AI. To przedsiębiorstwa, które już dziś wplatają algorytmy w logistykę, reklamę, chmurę, wyszukiwanie i media społecznościowe. Dosłownie we wszystko. Wytrwany ruch Druckenmillera wygląda jak strategiczne pozycjonowanie się pod kolejną fazę cyklu, a nie typową dla detalicznych inwestorów pogoń za wykresem.
Skala inwestycji: ile naprawdę postawił Druckenmiller
Choć w dyskusji o ruchach Stanleya Druckenmillera często dominuje narracja strategiczna, liczby mówią same za siebie. Fundusz rodzinny inwestora kupił około 437 tys. akcji Amazona, 76 tys. akcji Mety oraz ponad 102 tys. akcji Alphabetu. Przy cenach rynkowych z końca 2025 roku oznacza to łączną ekspozycję rzędu 110–120 mln dolarów.
Przez ostatnie lata rynek żył głównie treningiem modeli i wyścigiem na moce obliczeniowe. Teraz ciężar zaczyna się przesuwać w stronę wdrożeń, monetyzacji i tzw. inferencji. I tu właśnie Big Tech ma przewagę, której nie da się szybko skopiować. Ani zastąpić na tym etapie adopcji.
Amazon rozwija AI w chmurze i automatyzacji operacyjnej, Meta używa jej do maksymalizacji efektywności reklam i personalizacji treści, a Alphabet traktuje ją jako przyszłość wyszukiwarki, YouTube’a i całego ekosystemu usług. To nie są eksperymenty. To konkretne linie kosztowe i przychodowe, które z czasem coraz wyraźniej będą widoczne w wynikach finansowych.
Druckenmiller doskonale rozumie, że prawdziwe pieniądze w technologii zarabia się wtedy, gdy innowacja przestaje być nowinką.
Czy AI wciąż może dać ponadprzeciętne stopy zwrotu w 2026 roku?
To pytanie pada dziś często, zwłaszcza w kontekście wysokich wycen i ogromnych oczekiwań. Odpowiedź, patrząc z perspektywy Druckenmillera, brzmi: tak, ale nie wszędzie i nie bez przerw po drodze.
Rynek może się zatrzymywać, korygować, testować cierpliwość inwestorów. Jednak jeśli prognozy dotyczące wydatków na infrastrukturę AI faktycznie się zmaterializują, a zastosowania będą się rozszerzać na kolejne sektory gospodarki, to liderzy technologiczni pozostaną w uprzywilejowanej pozycji.
Warto zauważyć, że Druckenmiller nie buduje tu zakładu typu „wszystko albo nic”. Jego pozycje w Amazonie, Mecie i Alphabecie nie dominują portfela, ale są wyraźnym sygnałem kierunku myślenia. To klasyczne podejście inwestora, który widzi trend strukturalny, ale jednocześnie zachowuje dyscyplinę i elastyczność. Druckenmiller rzadko wchodzi w temat za późno. Może jednak akcje spółek AI nie są tak przewartościowane?
