Michael Burry stawia 'Big Short’ i podnosi alarm: „Obserwujcie akcje tych 7 spółek, bańka może pęknąć”. O co chodzi?
Znany m.in. jako pierwowzów jednej z głównych postaci kultowego filmu „The Big Short”, wybitny trader Michael Burry kolejny raz uderza w samo centrum obecnej narracji technologicznej. Pyta wprost: kiedy kończy się wydawanie pieniędzy na budowę centrów danych dla AI? I co stanie się z raportowanymi zyskami, jeśli ta odpowiedź będzie coraz bardziej niewygodna. Nie są to luźne uwagi rzucone w eter ani prowokacja pod nagłówki. To seria przemyślanych wpisów inwestora, który już raz zadał rynkowi niewygodne pytania i długo pozostawał w mniejszości, zanim historia przyznała mu rację.
Inwestycje, które … Pochłaniają wszystko
Adresatami jego uwag nie są drugorzędni gracze. Burry wymienia największe filary obecnej hossy technologicznej: Oracle, Alphabet, Meta Platforms, Microsoft, Amazon, Nvidia oraz Caterpillar. To nie jest przypadkowa lista. To rdzeń globalnego wyścigu infrastrukturalnego AI. Według Burry’ego obecny etap rozbudowy centrów danych konsumuje praktycznie cały wolny przepływ pieniężny tych firm.
Spółki, które przez lata chwaliły się finansową samowystarczalnością, dziś sięgają po dług, leasing i konstrukcje finansowe, których wcześniej unikały. Nie dlatego, że są słabe. Dlatego, że tempo inwestycji wymyka się tradycyjnej logice bilansowej.
Jeśli AI rzeczywiście „skaluje się” tak, jak twierdzą zarządy, to kiedy następuje moment, w którym to skalowanie przestaje wymagać kolejnych dziesiątek miliardów dolarów?
Gdy zyski wyglądają lepiej niż są w rzeczywistości
Najostrzejszy fragment tej krytyki dotyczy jakości raportowanych wyników. Burry sugeruje, że presja kosztowa jest już na tyle silna, iż spółki zaczynają coraz agresywniej zarządzać rachunkowością. Wydatki są kapitalizowane, amortyzacja rozciągana, a rzeczywisty koszt zużycia sprzętu odłożony w czasie.
To mechanizm doskonale znany z wcześniejszych cykli technologicznych. Sprzęt starzeje się szybciej, niż wynika to z tabel amortyzacyjnych, szczególnie w świecie, w którym generacje chipów i architektury centrów danych zmieniają się co kilkanaście miesięcy. Rachunek przychodzi później, często w formie odpisów, korekt wyników lub nagłego pogorszenia marż. Zawsze „nieoczekiwanie”.
Liczby, które zaczynają zgrzytać
Jedna z najbardziej niepokojących obserwacji Burry’ego dotyczy skali całego przedsięwzięcia. Łączne przychody Amazonu, Apple’a, Alphabetu, Microsoftu, Mety i Nvidii nie przekraczają 2 bilionów dolarów rocznie. To kolosalna suma, ale w zestawieniu z tempem inwestycji w infrastrukturę AI przestaje wyglądać komfortowo.
To właśnie dlatego, zdaniem Burry’ego, dźwignia finansowa wraca do gry. Nie jako wybór strategiczny, lecz jako konieczność. A gdy dług zaczyna finansować wizję, ryzyko przestaje być abstrakcją. Burry nie ukrywa historycznych analogii. Obecny wyścig inwestycyjny przypomina mu budowę infrastruktury telekomunikacyjnej z końca lat 90.
Wtedy również dominowało przekonanie, że „tym razem jest inaczej”, bo technologia zmienia wszystko. Zmieniła, ale jak wiemy – nie uchroniła rynku przed bolesnym pęknięciem bańki. To ważne rozróżnienie: Burry nie kwestionuje sensu AI. Kwestionuje tempo i skalę inwestycji, które zaczynają ignorować podstawowe ograniczenia ekonomiczne.
Na co patrzeć, zanim narracja pęknie
Z punktu widzenia inwestora jego wskazówki są zaskakująco konkretne. Warto śledzić zapowiedzi dalszych nakładów kapitałowych u hyperscalerów, kierunek zmian wolnych przepływów pieniężnych oraz wszelkie sygnały rosnącej luki między faktyczną użytecznością aktywów a tym, jak długo są one amortyzowane w sprawozdaniach.
To nie jest apel o paniczną ucieczkę z rynku. To ostrzeżenie przed bezkrytycznym kupowaniem opowieści. Historia rynków kapitałowych pokazuje, że w długim terminie zawsze wygrywa rachunek przepływów pieniężnych, nie marketingowa narracja. Po prostu wydatki będą rosłu dopóki będą realnie skalować biznes, a nie pożerać gotówkę.