McClellan: Omen Hindenburga wisi nad Wall Street. Krach na rynku akcji?

McClellan: Omen Hindenburga wisi nad Wall Street. Krach na rynku akcji?

Omen Hindenburga już ósmy raz z rzędu pojawił sie na Wall Street w relatywnie krótkim czasie. Nadal wisi nad rynkiem, choć Dow Jones Industrial Average przebił 50,000 punktów, a S&P 500 wciąż oscyluje w pobliżu historycznych rekordorów. To prawda, już sama nazwa Omen Hindenburga brzmi złowieszczo. Nie bez powodu. To jeden z najbardziej kontrowersyjnych, ale i najczęściej cytowanych sygnałów ostrzegawczych w analizie szerokości rynku. Co mówi tym razem?

Uwaga na Hindenburga

Wskaźnik, którego nazwa nawiązuje do niespodziewanej katastrofy niemieckiego sterowca Hindenburg z maja 1937 roku i został opracowany w 1995 roku przez Jima Miekkę jako próba udoskonalenia wcześniejszego „Split Market Sell Signal” Geralda Appela. Nie miał być narzędziem do przewidywania krachów, lecz systemem wczesnego ostrzegania przed momentami, w których rynek traci stabilność. Sam w sobie nie zapowiada krachu, ale pojawiał się przed każdym, dużym spadkiem indeksów w USA.

Niniejsza analiza opiera się na danych i interpretacji publikowanej w The McClellan Market Report, jednym z najbardziej wiarygodnych źródeł analiz rynku amerykańskiego, bazującym na klasycznej metodologii szerokości rynku. Sedno Omenu Hindenburga polega na obserwacji anomalii: w zdrowej hossie zdecydowana większość spółek porusza się w tym samym kierunku.

Gdy jednak (mimo trwającego trendu wzrostowego) rośnie jednocześnie liczba akcji ustanawiających nowe maksima i nowe minima, oznacza to, że pod powierzchnią rynku narasta napięcie… A to zwykle skutkuje istotnymi (i bolesnymi) przetasowaniami w indeksach. Od końcówki 2025 roku odebraliśmy aż 8 ostrzegawczych sygnałów w tym trzy w ostatnim czasie.

Powtórka z kwietnia 2025 i wiosny 2022?

W praktyce największą wartość poznawczą daje nie sam pojedynczy sygnał, lecz ich liczba liczona w określonym horyzoncie czasowym. Analiza oparta na sześciomiesięcznym oknie (stosowana w The McClellan Market Report przez samego Toma McClellana) pokazuje dziś łącznie osiem sygnałów Omenu Hindenburga. To poziom, który historycznie pojawiał się w pobliżu istotnych punktów zwrotnych na rynku.

Warto jednak zachować proporcje. Bywały okresy, gdy podobnie wysoka liczba sygnałów nie prowadziła do natychmiastowej przeceny, a rynek potrafił kontynuować wzrosty. Omen Hindenburga: nawet w wersji skumulowanej nie jest zapowiedzią krachu, lecz sygnałem ostrzegawczym. Mówi raczej: „zachowaj czujność”, niż „uciekaj z rynku”.

Ostatni porównywalny klaster pojawił się pod koniec 2024 roku, tuż po wyborach prezydenckich w USA. Wówczas nie wskazywał on konkretnego katalizatora, alepoprzedził gwałtowną przecenę związaną z obawami o wojny handlowe i politykę celną administracji Donalda Trumpa. Mniejszy, lecz wciąż czytelny klaster sygnałów wystąpił także na początku 2022 roku – krótko przed wejściem rynku w pełnowymiarową bessę.

Źrodło: The McClellan Report

Więcej, niż ciekawostka?

Pojedynczy sygnał Omenu Hindenburga bywa ciekawostką, ale prawdziwe znaczenie pojawia się dopiero wtedy, gdy sygnały zaczynają się grupować w krótkim czasie. Historia pokazuje, że to właśnie takie klastry zasługują na szczególną uwagę.

Pod koniec 2025 roku rynek otrzymał wyraźne ostrzeżenie: między 29 października a 13 listopada pojawiło się aż pięć sygnałów Omenu Hindenburga. Mimo to indeksy przeszły nad nimi do porządku dziennego, a hossa była kontynuowana, jakby nic się nie wydarzyło.

Dziś obserwujemy bardzo podobny układ sił. W ciągu zaledwie sześciu sesji pojawiły się już trzy kolejne sygnały, a czwartego zabrakło 4 lutego 2026 roku wyłącznie dlatego, że oscylator McClellana dla NYSE pozostał dosłownie minimalnie powyżej zera. Technicznie rynek „uciekł” przed kolejnym ostrzeżeniem, ale tylko o włos.

Historia ostrzega, ale nie wyrokuje

W przeszłości podobne kumulacje sygnałów często poprzedzały trudniejsze okresy na rynku, jak na przełomie 2024 i 2025 roku czy na początku 2022 roku. Zdarzały się jednak także wyjątki. W 2013 roku rynek zignorował aż dziesięć sygnałów Omenu Hindenburga, kontynuując wzrosty dzięki agresywnemu luzowaniu ilościowemu Fedu (QE3).

Dziś Rezerwa Federalna ponownie prowadzi program QE, określany jako QE5, choć na znacznie mniejszą skalę. To oznacza, że część strukturalnych problemów rynku może zostać – przynajmniej tymczasowo – przykryta płynnością.

Oryginalne kryteria omenu

Wbrew obiegowym opiniom Omen Hindenburga nie jest pojedynczym wskaźnikiem ani prostą regułą typu „nowe szczyty plus nowe dołki”. W tej analizie stosowane są oryginalne kryteria Jima Miekki, zapisane przez Grega Morrisa w książce The Complete Guide to Market Breadth Indicators.

Sygnał pojawia się wyłącznie wtedy, gdy spełnione są m.in. następujące warunki:

  • rynek (NYSE Composite) pozostaje w trendzie wzrostowym,
  • liczba nowych maksimów i nowych minimów jednocześnie przekracza 2,8% sumy wzrostów i spadków (Advances + Declines),
  • oscylator McClellana nie znajduje się w wyraźnie dodatniej fazie.

To połączenie warunków sprawia, że Omen Hindenburga jest rzadki, ale potencjalnie znaczący.

Linie A–D: dlaczego rynek „szeroki” ma znaczenie

Podstawą analizy szerokości rynku są linie Advance-Decline (A-D). Ich konstrukcja jest prosta: każdego dnia zliczana jest różnica między liczbą spółek rosnących a spadających, a następnie wartość ta jest kumulowana w czasie.

Jeżeli linia A–D rośnie i ustanawia nowe maksima, oznacza to, że wzrosty nie są domeną wąskiej grupy liderów, lecz obejmują szeroki przekrój rynku. To klasyczny sygnał zdrowej płynności i solidnych fundamentów hossy.

I właśnie dlatego wydarzenie z 4 lutego 2026 roku było tak istotne: linia A-D na NYSE ustanowiła nowe historyczne maksimum, wysyłając bardzo silny, pozytywny sygnał o stanie rynku.

Gdy sygnały się rozjeżdżają

Zaledwie dzień później rynek wysłał zupełnie inną wiadomość. Pojawił się trzeci Omen Hindenburga w ciągu sześciu sesji. Co więcej, czwartego sygnału zabrakło tylko dlatego, że oscylator McClellana pozostał minimalnie dodatni.

To klasyczny przykład rynkowego dysonansu: z jednej strony rekordowa szerokość rynku, z drugiej – narastająca liczba spółek schodzących do nowych minimów. W ujęciu sześciomiesięcznym liczba aktywnych sygnałów Omenu Hindenburga wzrosła już do ośmiu, co historycznie jest poziomem podwyższonego ryzyka.

Co z tego wynika dla inwestora

Omen Hindenburga nie jest alarmem ewakuacyjnym. To raczej sygnał, że rynek przestaje poruszać się w jednym rytmie. Dla doświadczonych inwestorów oznacza to moment zwiększonej czujności, większego nacisku na zarządzanie ryzykiem i uważniejszą obserwację, czy nowe maksima nadal dominują nad nowymi minimami.

To właśnie w takich okresach analiza szerokości rynku przestaje być akademicką ciekawostką, a zaczyna pełnić rolę mapy ostrzegawczej – nie mówiącej, gdzie dokładnie nastąpi wypadek, ale pokazującej, że droga przed nami przestaje być prosta.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.