Maersk zarobi fortunę dzięki wojnie w Iranie. Akcje frachtowych gigantów wystrzeliły. Co się dzieje?

Maersk zarobi fortunę dzięki wojnie w Iranie. Akcje frachtowych gigantów wystrzeliły. Co się dzieje?

Gdy w weekend Bliski Wschód znów znalazł się na krawędzi eskalacji po uderzeniach USA i Izraela na cele w Iranie, inwestorzy w poniedziałek rano nie zastanawiali się długo. Kapitał popłynął tam, gdzie napięcia geopolityczne niemal automatycznie przekładają się na wyższe marże. Czyli do spółek żeglugowych.

Decyzja największych armatorów o wstrzymaniu rejsów przez Cieśnina Ormuz wywołała natychmiastową reakcję na giełdach. Akcje kontenerowych gigantów ruszyły w górę jeszcze przed południem, a sektor transportowy staje się jednym z liderów dnia. Dłuższe trasy to mniej dostępnych statków, oraz wyższe stawki.

Kontenery w górę, choć z tyłu głowy czai się nadpodaż

Największymi beneficjentami pierwszej fali optymizmu byli armatorzy kontenerowi. Kurs A.P. Moller-Maersk – największej, publicznej spółki w sektorze morskiego frachtu wzrósł w kulminacyjnym momencie nawet o około 7%, osiągając najwyższe poziomy od dwóch lat. Niemiecki gigant, Hapag-Lloyd zyskał blisko 4%.

Armatorzy ogłosili zawieszenie wszystkich przepraw przez Ormuz do odwołania i przekierowanie floty wokół Afryki. To oznacza realne wydłużenie rejsów, zamrożenie części zdolności przewozowych i krótkoterminowe zacieśnienie podaży. Tego typu sytuacje rynek kontenerowy lubi, nawet jeśli doświadczeni gracze wiedzą, że to raczej sprint niż maraton.

Ormuz to nie to samo co Kanał Sueski. Zamieszanie w Zatoce Perskiej ma znaczenie bardziej regionalne. Suez to arteria globalna. Przed kryzysem na Morzu Czerwonym obsługiwał około 22% światowego ruchu kontenerowego, a tranzyty wciąż pozostają o około 90% niższe niż pod koniec 2023 roku… Mimo prób częściowego powrotu armatorów na ten szlak.

Tankowce wygrywają najwięcej na chaosie

Jeśli jednak szukać segmentu, który na napięciach wokół Iranu zyskuje w sposób najbardziej bezpośredni, są nim tankowce. Przez Ormuz przepływa około 20% globalnego zużycia ropy naftowej i produktów ropopochodnych. Groźba zamknięcia cieśniny momentalnie winduje ceny frachtu.

To było widać na giełdach. Akcje Frontline podskoczyły, a wyraźnym zwycięzcą sesji w Europie jest duński Torm, którego kurs wzrósł o około 5%. Rynek wyraźnie uznał, że to właśnie tankowce firmy będą pierwszymi beneficjentami ewentualnego długotrwałego chaosu w regionie.

Równolegle rosły ceny ropy Brent i WTI, momentami o ponad 7%, a gaz ziemny drożał o kilka procent. Dla spółek paliwowych to koszt, dla właścicieli floty tankerowej potencjalna premia. W tym sensie reakcja giełdy była niemal podręcznikowa.

Entuzjazm kontra chłodna kalkulacja

Mimo dynamicznych wzrostów nie wszyscy dają się porwać narracji o nowej hossie w żegludze. Morgan Stanley wyraźnie studzi emocje, wskazując, że obecne zakłócenia nie zmieniają strukturalnego obrazu rynku kontenerowego. Nadpodaż statków pozostaje faktem, a nawet przy przedłużającym się kryzysie przepustowość floty rośnie szybciej, niż globalny popyt.

Bank przypomina, że nawet jeśli Suez pozostanie w dużej mierze zamknięty, wzrost zdolności przewozowych wciąż będzie wyższy niż wzrost handlu. Stąd utrzymanie ostrożnych rekomendacji dla Maerska, którego kurs w ostatnich miesiącach zaczął żyć własnym życiem, oderwanym od stawek frachtowych.

Na tym tle ciekawie wygląda zachowanie spółek stricte logistycznych. Akcje DSV poruszały się w ślad za całym sektorem transportu, a inwestorzy wyraźnie traktują je jako bezpieczniejszą, bardziej zdywersyfikowaną ekspozycję na globalny handel. Giełda po raz kolejny pokazała, że geopolityka potrafi w kilka godzin zmienić sentyment wobec całej branży. Dla armatorów to dobrze, ale dla konsumentów… Może oznaczać dłuższą i bolesną inflację.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!