Krach na giełdzie w Korei: handel wstrzymany. Kryzys eskaluje?
Szarżujący niedźwiedź i czerwony kolor symbolizujący spadki cen.

Krach na giełdzie w Korei: handel wstrzymany. Kryzys eskaluje?

W Korei Południowej doszło dzisiaj do jednego z największych tąpnięć na rynku akcji w skali ostatnich kilku lat, a handel na głównej giełdzie został czasowo wstrzymany po tym, jak indeks KOSPI (Korea Composite Stock Price Index) spadł o ponad 12 procent. To reakcja inwestorów na rosnące obawy związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie i możliwymi zakłóceniami w dostawach energii.

Panika na giełdzie w Korei Południowej. Wstrzymano handel

W środę rano południowokoreański indeks KOSPI gwałtownie runął do poziomu około 5 tysięcy punktów. Spadki były tak duże, że operator giełdy Korea Exchange zdecydował się na uruchomienie mechanizmu bezpieczeństwa i czasowe wstrzymanie handlu. Tzw. „circuit breaker”, czyli automatyczny bezpiecznik giełdowy, ma zapobiegać panice inwestorów i pozwalać rynkowi na chwilę oddechu w sytuacji nagłego załamania.

Jeszcze tydzień temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Koreańska giełda była jedną z najszybciej rosnących na świecie. Od początku roku indeks KOSPI wzrósł nawet o około 50 procent, głównie dzięki boomowi na technologie związane ze sztuczną inteligencją oraz ogromnemu popytowi na pamięci komputerowe. Korea Południowa jest jednym z globalnych liderów w produkcji półprzewodników, a spółki takie jak Samsung Electronics czy SK Hynix należą do największych producentów chipów na świecie.

Właśnie te firmy znalazły się jednak w centrum środowej wyprzedaży. Akcje Samsunga spadły nawet o kilkanaście procent, a SK Hynix zanotował niemal dwucyfrowe straty. Silnie tracił także sektor przemysłowy i motoryzacyjny, w tym producent samochodów Hyundai Motor.

Na krach nałożyło się kilka czynników jednocześnie

Eksperci wskazują, że inwestorzy zaczęli masowo realizować zyski po bardzo silnym rajdzie z ostatnich miesięcy. Dodatkowym czynnikiem była eskalacja konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a Iranem, który w krótkim czasie doprowadził do gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej.

Sytuację pogarszają doniesienia o możliwej blokadzie Cieśniny Ormuz. To strategiczny szlak transportowy między Zatoką Perską a Oceanem Indyjskim, przez który przepływa około jedna piąta światowego handlu ropą. Irański dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedział, że cieśnina została zamknięta i że każdy statek próbujący ją przekroczyć może stać się celem ataku.

W odpowiedzi prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapowiedział, że amerykańska marynarka wojenna może rozpocząć eskortowanie tankowców, aby zagwarantować bezpieczeństwo transportu energii. Jednocześnie zaznaczył, że Stany Zjednoczone są gotowe podjąć dalsze działania, jeśli sytuacja będzie się pogarszać.

Rynki natychmiast zareagowały na te informacje. Cena ropy Brent, czyli jednego z głównych światowych benchmarków na rynku naftowym, wzrosła powyżej 82 dolarów za baryłkę. Od momentu wybuchu konfliktu ceny ropy zwiększyły się już o około 15 procent.

Dla Korei Południowej to szczególnie niepokojąca wiadomość. Gospodarka kraju jest silnie uzależniona od importu energii, a koszty zakupu ropy i gazu mają ogromny wpływ na przemysł i eksport. Wartość netto importu ropy stanowi około 2,7 procent produktu krajowego brutto tego kraju.

Azja obrywa, w Europie spokojniej

Spadki nie ograniczyły się tylko do Korei. Japoński indeks Nikkei 225 stracił ponad 3 procent, a chińskie indeksy giełdowe również znalazły się pod presją. W Australii indeks S&P/ASX 200 spadł o ponad 2 procent, a hongkoński Hang Seng zanotował wyraźne straty.

W tym samym czasie inwestorzy zaczęli uciekać w tzw. bezpieczne przystanie. Ceny złota wzrosły o ponad 1,6 procent, osiągając poziom ponad 5 tysięcy dolarów za uncję. Silnie drożało także srebro.

Co ciekawe, w Europie nastroje były nieco spokojniejsze. Główne indeksy, takie jak niemiecki DAX czy francuski CAC 40, rozpoczęły dzień bez większych zmian, choć analitycy ostrzegają, że dalsza eskalacja konfliktu może szybko przenieść panikę także na zachodnie rynki.

Wiele zależy teraz od rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Jeżeli konflikt się rozszerzy lub faktycznie dojdzie do blokady transportu ropy, globalne rynki finansowe mogą znaleźć się pod jeszcze większą presją. W takim scenariuszu inwestorzy obawiają się nie tylko dalszych spadków na giełdach, ale także powrotu wysokiej inflacji i spowolnienia gospodarki na całym świecie.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz