Kompletne szaleństwo! Giełda wystrzeliła tam o 124% w kilka dni

Kompletne szaleństwo! Giełda wystrzeliła tam o 124% w kilka dni

To, co ostatnio wydarzyło się w Wenezueli, brzmi jak scenariusz hollywódzkiego filmu sensacyjnego. A jednak rynki zareagowały tak, jakby właśnie otworzyło się przed nimi nowe El Dorado. Główny indeks giełdy w Caracas wystrzelił o 124% w zaledwie pięć dni. Skala ruchu jest absurdalna nawet jak na rynki wschodzące, a co dopiero w kraju, którego system finansowy od lat funkcjonuje na pół gwizdka. Iskra zapalna? Informacje o zatrzymaniu Nicolása Maduro i jego przetransportowaniu do Stanów Zjednoczonych, gdzie ma „odpowiedzieć przed wymiarem sprawiedliwości”.

Giełda w Wenezueli wzrosła o 124% w ciągu pięciu dni

Klienci z zagranicy pytają tylko o jedno: jak się dostać na wenezuelski rynek, zanim pociąg odjedzie. Problem w tym, że ten „rynek” zmieściłby się na rynku w Zamościu. Mniej niż 40 notowanych spółek, kapitalizacja rzędu 22,5 miliarda dolarów i praktycznie zerowa płynność. Dla Wall Street to drobne. Dla spekulantów potencjalna okazja. Teoretycznie.

Praktyka szybko studzi entuzjazm. Wenezuela nadal jest odcięta od globalnego systemu finansowego. Zamiana dolarów na boliwary to biurokratyczny koszmar, a każdy zagraniczny inwestor musi przejść przez lokalną agencję podatkową, która słynie z opieszałości i papierologii. Jak ujął to jeden z nowojorskich strategów ETF-owych: „Jeśli naprawdę bardzo chcesz, pewnie da się znaleźć sposób. Tylko po co? To za małe”.

Mimo to ktoś próbuje. Do amerykańskiego regulatora trafił właśnie wniosek o ETF-a, który ma dawać ekspozycję na spółki powiązane z Wenezuelą. Nie tylko te notowane w Caracas, ale też firmy działające na miejscu lub mające z krajem biznesowe powiązania. To próba obejścia bariery wejścia i sprzedania tamtejszego rynku inwestorom.

Handel akcjami i obligacjami pozostaje symboliczny. Według lokalnych źródeł tygodniowy obrót ledwo przekroczył 200 tys. dolarów. I to w tygodniu, w którym indeks eksplodował. Dla porównania to kwoty, które na dojrzałych rynkach potrafią się przewinąć w… kilka sekund.

Wenezuela, czyli rakieta na wykresie i chaos w realnej gospodarce

A jednak ceny poszły w kosmos. Obligacje dolarowe osiągnęły najwyższe poziomy od 2018 roku, a inwestorzy już zaczynają grać pod pełną restrukturyzację zadłużenia. Giełda w Caracas musiała nawet wstrzymywać notowania. 13 spółek zaliczyło automatyczne zawieszenia po dziennych ruchach przekraczających 20%.

W tle dzieje się coś jeszcze. Boliwar znów się sypie. W ciągu tygodnia stracił ponad 20%. Różnica między kursem oficjalnym a ulicznym rozjechała się jeszcze bardziej. Jak zauważył jeden z analityków JPMorgan, z dwunastu firm działających w kraju dekadę temu, połowa już zniknęła. Wycofała się albo została zdjęta z giełdy.

Dlatego ten rajd bardziej przypomina polityczną euforię niż realne odrodzenie rynku. Mała, zamknięta giełda, minimalna płynność, waluta w rozsypce, a mimo to ceny lecą pionowo.

Wenezuela znów znalazła się na nagłówkach, także tych finansowych. Pytanie tylko, czy to początek nowej historii, czy kolejny rozdział tej samej opowieści o rynku, który potrafi eksplodować… nawet gdy pod spodem nie ma już prawie nic.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!