Eldorado dla firm zbrojeniowych, ale środki mają iść na badania, nie premie dla zarządów – menedżment w szoku, szuka wykrętów
W ciągu ostatnich kilku dni można było obserwować arcyciekawy spektakl reakcji w wykonaniu jednego z najbardziej ekskluzywnych środowisk biznesowych świata – grona największych amerykańskich koncernów zbrojeniowych. Spektakl tym ciekawszy, że sprowadzający się do zawoalowanego przyznania, że nie produkcja nowoczesnego uzbrojenia jest głównym modus operacji tych koncernów, a zarabianie na finansowych patologiach, w które obfituje największy budżet obronny globu. Który, skądinąd, będzie jeszcze większy.
Jak wiadomo, w kończącym się tygodniu, 7 stycznia Donald Trump promulgował zarządzenie wykonawcze, które nakłada na firmy sektora zbrojeniowego w USA dawno niewidziane zobowiązania. Zmusza je mianowicie, by fundusze otrzymywane z Pentagonu w ramach zamówień obronnych przeznaczały w większym stopniu na na badania i rozwój (R&D) oraz rozbudowę infrastruktury produkcyjnej, zamiast na dywidendy, wykupy akcji i astronomiczne wynagrodzenia dla zarządów.
Zarządzenie, ogłoszone 7 stycznia, dotyczy największych kontrahentów, takich jak Lockheed Martin, Raytheon Technologies, Northrop Grumman i General Dynamics. Firmy te, beneficjenci większości zleceń Pentagonu, znane są tyleż że swojej aktywności lobbystycznej i ciepłych relacji z politykami w Kongresie, co z 'dyskusyjnej’ efektywności. Mówiąc prościej, wiele z prowadzonych przezeń projektów obronnych słynie z wieloletnich opóźnień i niekończących się wzrostów kosztów. Na których to wzrostach naturalnie one same zarabiają.
Budżet obronny jako dojna krowa
Dekret Trumpa wprowadza limit wynagrodzeń dla kadry kierowniczej na poziomie 5 milionów dolarów rocznie i zakazuje dystrybucji zysków akcjonariuszom do czasu spełnienia wymogów produkcyjnych. Trump uzasadnił to potrzebą priorytetyzacji bezpieczeństwa narodowego nad interesami korporacyjnymi, stwierdzając, że niedopuszczalna jest sytuacja, w której ogromny budżet obronny USA służył przede wszystkim zarobkom branżowych koncernów, a nie zdolnościom bojowym sił zbrojnych czy potencjałowi przemysłowemu Ameryki.
Oficjalny komunikat Białego Domu podkreśla, że celem jest przyspieszenie produkcji broni, w tym nowych samolotów bojowych, okrętów podwodnych i dronów. To posunięcie wpisuje się w tytaniczny wysiłek, jakim jest walka z długoletnimi patologiami amerykańskiego systemu zamówień obronnych. Według raportów Kongresu i GAO (Government Accountability Office), projekty takie jak F-35 przekroczyły bowiem budżet o miliardy dolarów, a opóźnienia sięgają lat. Kontrahenci często skupiają się na inkasowaniu i przejadaniu funduszy – poprzez właśnie wykupy akcji czy sute dywidendy – kosztem innowacji, co prowadzi do starzenia się arsenału.
W 2025 roku audyty programów MDAP (Major Defense Acquisition Programs) ujawniły przekroczenia kosztów tych programów o 15%, co Trump nazwał marnotrawstwem pieniędzy podatników. Zarządzenie nakazuje 90-dniowe przeglądy i cięcia nieefektywnych kontraktów, eliminację kosztów administracyjnych i integrację wymagań związanych z potencjalnym eksportem prpduktów w wczesnych fazach rozwoju (eksport obniża cenę jednostkową również dla Pentagonu).
Wielki lament w biurach zarządów
Reakcje branży były natychmiastowe. Akcje Lockheed Martin (LMT) i Raytheon (RTX) spadły początkowo o kilka procent, choć część strat została odrobiona dzięki zapowiedzi zwiększenia budżetu obronnego na 2027 rok do 1,5 biliona dolarów – wzrost o 50% w porównaniu z poprzednim rokiem. Przedstawiciele sektora z miesja wyrazili obawy o atrakcyjność dla inwestorów, argumentując, że ograniczenia mogą spowolnić rekrutację talentów i inwestycje prywatne. Jednak analitycy i komentatorzy widzą w tym raczej szansę na „strategiczne równoważenie”, gdzie fundusze trafiają na R&D i infrastrukturę, potencjalnie zwiększając długoterminową konkurencyjność.
Korporacyjne kierownictwo wielu koncernów miało gorączkowo „rozważać opcję prawne”, co realnie oznacza pozew. Sytuacja prawna jest tu jednak nader specyficzna. Z jednej strony, amerykański prezydent w istocie może nie mieć prawnych narzędzi, aby wymusić przestrzeganie tych ograniczeń. Z drugiej strony, i owszem może on formułować wymogi wobrc podmiotów liczących na zamówienia federalne – których w przypadku niespełnienia administracja może po prostu nie przyznać. A od tych zamówień wspomniane koncerny są, z uwagi na specyfikę rynku, całkowicie uzależnione finansowo.
