Zamrozić miliardy Satoshiego? Bitcoin ma problem, o którym nikt nie chce mówić

W środowisku Bitcoina wybuchł spór o scenariusz, który jeszcze niedawno brzmiał jak abstrakcja. Co zrobić z monetami Satoshiego Nakamoto, jeśli komputery kwantowe zaczną zagrażać kryptografii Bitcoina? Chodzi o około 1,1 mln BTC, czyli przy obecnej cenie Bitcoina pakiet wart mniej więcej 68 miliardów dolarów. Pomysł, który dolał oliwy do ognia, rzucił Changpeng Zhao, założyciel Binance. CZ zasugerował, że jeśli w przyszłości Bitcoin przejdzie migrację na kryptografię odporną na komputery kwantowe, społeczność mogłaby dać Satoshiemu kilka lub kilkanaście miesięcy na przeniesienie środków. Jeśli monety dalej pozostałyby nieruszone, adresy można byłoby zamrozić. Brzmi rozsądnie? Tylko na pierwszy rzut oka. Bo w Bitcoinie takie słowo jak „zamrozić” działa jak zapalnik.

68 miliardów dolarów i święta zasada własności

Problem jest prosty i brutalny. Jeśli ktoś kiedyś złamie zabezpieczenia starych adresów, monety Satoshiego mogą stać się największą nagrodą w historii kryptowalut. A gdyby taki pakiet trafił na rynek, mógłby wywołać panikę większą niż niejeden upadek giełdy czy funduszu.

Ale druga strona sporu jest jeszcze mocniejsza. Bitcoin miał być systemem bez pozwoleń, bez centralnego arbitra i bez instytucji, która decyduje, czyje pieniądze wolno ruszyć. Zamrożenie monet Satoshiego, nawet w imię bezpieczeństwa, oznaczałoby przekroczenie granicy, której Bitcoin przez lata pilnował jak dogmatu. Michael Terpin z Transform Ventures ostrzega, że byłoby to wejście na śliską drogę. Dziś chodziłoby o Satoshiego. Jutro ktoś mógłby zapytać: a co z innymi martwymi portfelami?

fot. X

To nie jest tylko spór o Satoshiego

Jameson Lopp, współzałożyciel Casa i jeden z najbardziej znanych bitcoinowych cypherpunków, uważa, że cała dyskusja nie powinna sprowadzać się do pytania „mrozić czy nie mrozić”. Jego zdaniem prawdziwy temat to przygotowanie Bitcoina na świat, w którym dzisiejsza kryptografia przestanie wystarczać. Dlatego powstał m.in. BIP-361, czyli propozycja stopniowej migracji do rozwiązań odpornych na zagrożenia kwantowe. W takim scenariuszu użytkownicy, giełdy, portfele i instytucje dostaliby czas na przeniesienie środków do bezpieczniejszego standardu.

Jest też trzeci pomysł: nie zamrażać monet brutalnie, ale umieścić je w prawnym truście, dopóki ktoś nie udowodni historycznego prawa własności. To rozwiązanie popiera Matt Hougan z Bitwise, bo omija najgorsze konsekwencje obu skrajności.

Na razie to wciąż debata o teorii, ale jej znaczenie jest bardzo praktyczne. Bitcoin zbudował wartość na przekonaniu, że nikt nie może zmienić reguł gry. Teraz społeczność zaczyna pytać, co zrobić, jeśli trzymanie się tej zasady kiedyś samo stanie się największym zagrożeniem.

Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:

Dogecoin wysyła rzadki sygnał kupna. Wystrzeli?

Bank z Wall Street mówi: „To już blisko końca bessy”

Revolut wycofuje wsparcie dla USDT w Europie, przyczyną – MiCA