Donald Trump nie wykluczył, że Bitcoin może w przyszłości pojawić się w kontekście programu Trump Accounts, czyli nowych kont inwestycyjnych dla amerykańskich dzieci. Prezydent USA nie ogłosił żadnej decyzji, ale na pytanie o BTC odpowiedział, że „coś może się wydarzyć” w tym zakresie. I właśnie to jedno zdanie wystarczyło, żeby rynek krypto znowu dostał polityczny sygnał. Bo Trump od miesięcy buduje wizerunek prezydenta przyjaznego Bitcoinowi i jego mniejszym braciom. Tym razem jednak nie chodzi o ETF-y, giełdy czy wielkich inwestorów. Chodzi o dzieci. Jest zgryt.
Trump otwiera drzwi, ale jeszcze przez nie nie przechodzi
Trump Accounts to program, który ma dawać kwalifikującym się dzieciom urodzonym między 1 stycznia 2025 r. a 31 grudnia 2028 r. po 1000 dolarów federalnej wpłaty startowej. Według oficjalnej strony programu rodzice mogą później dopłacać do konta do 5000 dolarów rocznie, a środki mają pracować długoterminowo na rzecz dziecka.
Reuters informował, że pierwsze 1000 dolarów trafiło już na konta ponad pół miliona dzieci. Program ma promować długoterminowe inwestowanie i finansową edukację od najmłodszych lat. Domyślnie środki mają być lokowane w niskokosztowe fundusze indeksowe, czyli produkt znacznie spokojniejszy niż Bitcoin. Dlatego sama sugestia, że BTC mógłby kiedyś pojawić się obok takiego programu, jest politycznie wybuchowa. Nie wszystkim by się to spodobało.
Peter Schiff: darczyńcy z krypto upomnieli się o swoje
W sprawie szybko odezwał się Peter Schiff, znany krytyk praktyk Trumpa i samego Bitcoina. Jego zdaniem kryptowalutowi darczyńcy prezydenta mogli „upomnieć się o przysługę”, skoro ten zaczął publicznie puszczać oko do pomysłu powiązania BTC z kontami dla dzieci. To oczywiście wyłącznie opinia Schiffa, a nie potwierdzony fakt.
Ale zarzut trafia w czuły punkt. Trump zarabia fortunę na projektach związanych z krypto, jednocześnie prowadząc politykę coraz bardziej przyjazną branży. Każda sugestia dotycząca Bitcoina w państwowym programie dla dzieci będzie więc czytana nie tylko jako pomysł inwestycyjny, ale też jako pytanie o konflikt interesów.
Bitcoin bywa przedstawiany jako cyfrowe złoto i zabezpieczenie przed inflacją. Ma jednak drugą stronę: ogromną zmienność, ostre spadki i ryzyko, którego nie da się porównać z klasycznym funduszem indeksowym. Dlatego kluczowe pytanie brzmi: czy państwo powinno choćby sugerować, że aktywo spekulacyjne może stać się częścią finansowego startu najmłodszych obywateli?
Trump nie powiedział jeszcze „tak”. Ale powiedział wystarczająco dużo, żeby branża krypto usłyszała: drzwi nie są zamknięte.
Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:
Idą zmiany w Ethereum. Tłumaczymy jakie
Tęczowy wykres Bitcoina umarł. Jego twórca właśnie pokazał następcę