Według konsensusu „internetu” zbliżamy się miarowo i systematycznie do ostatniej prostej obecnego rynku niedźwiedzia, w związku z czym analitycy (zarówno ci domorośli jak i ci najwięksi) już licytują się na prognozy szczytu kolejnej hossy na Bitcoinie. Padają kwoty od 300 do nawet 500 tys. dolarów w 2029 roku. Problem w tym, że historia czterech poprzednich cykli halvingowych podpowiada coś zupełnie innego. Każdy kolejny szczyt przynosił coraz niższe stopy zwrotu i niewiele wskazuje na to, żeby ów trend został przełamany. Moim zdaniem nowe ATH wypadnie dużo, dużo niżej.
Z tego tekstu dowiesz się:
- jakie cele cenowe dla Bitcoina na 2029 rok wyznaczają Peter Brandt, Bernstein i ARK Invest,
- dlaczego dane z czterech cykli halvingowych podważają prognozy rzędu 300-500 tys. dolarów,
- ile realnie może kosztować Bitcoin na szczycie kolejnej hossy przy założeniu malejących stóp zwrotu.
Wielkie liczby na stole
Bitcoin kosztuje dziś około 64 tys. dolarów i od październikowego szczytu na poziomie 126 tys. stracił blisko połowę swojej wartości. Rynek tkwi w bessie, ale prognozy na kolejny cykl już się rozgrzewają. Weteran tradingu Peter Brandt zapowiedział w kwietniu, że jeśli czteroletni cykl halvingowy się utrzyma, szczyt kolejnej hossy wypadnie między wrześniem a październikiem 2029 roku w przedziale 300-500 tys. dolarów. Co ciekawe, w maju ten sam Brandt mówił już ostrożniej o 250 tys. dolarów, i to dopiero po dołku, którego spodziewa się jesienią bieżącego roku.
Bank inwestycyjny Bernstein podtrzymuje swój target dla BTC na 500 tys. dolarów do 2029 roku, wskazując na popyt ze strony funduszy ETF. Cathie Wood z ARK Invest idzie znacznie dalej i w scenariuszu bazowym wycenia Bitcoina na 750 tys. dolarów do 2030 roku, a w byczym nawet na 1,25 mln. Na drugim biegunie stoi Standard Chartered, który w tym roku dwukrotnie ciął prognozy: najpierw z 300 do 150 tys., a ostatecznie do 100 tys. dolarów na koniec 2026 roku (ogromny rozrzut, prawda?).
Mnożniki topnieją z cyklu na cykl
Wystarczy zestawić ze sobą szczyty z poprzednich rynków byka, żeby zobaczyć wyraźny wzór. W 2013 roku Bitcoin dotarł do 266 dolarów. Cztery lata później kosztował już blisko 20 tys., czyli około 75 razy więcej. Szczyt z 2021 roku na poziomie 69 tys. dolarów dał mnożnik 3,5, a ubiegłoroczne 126 tys. to zaledwie 1,8-krotność poprzedniego rekordu. Dynamika wygasa w tempie, którego nie da się zignorować.
Powód jest prozaiczny. Im większa kapitalizacja, tym więcej świeżego kapitału potrzeba, żeby ruszyć ceną. Warto pamiętać, że nawet bezprecedensowy dodruk pieniądza po pandemii wywindował Bitcoina jedynie 3,5-krotnie względem szczytu z 2017 roku. Z kolei rekord z 2025 roku, osiągnięty przy pełnym wsparciu ETF-ów i największej instytucjonalizacji w historii, dał niespełna dwukrotność poprzedniego maksimum. Rynek dojrzewa, a wraz z rozwojem instrumentów pochodnych i produktów strukturyzowanych zmienność Bitcoina systematycznie spada. Kryptowaluta coraz bardziej przypomina aktywo z Wall Street (a dokładniej: spółkę technologiczną / SaaS, z którymi jest na razie mimo ostatniego rozjazdu najlepiej skorelowany), a coraz mniej dziki rynek sprzed dekady który żył własnym, dynamicznym życiem.
Ile może kosztować Bitcoin na szczycie w 2029 roku?
Moim zdaniem to właśnie teoria malejących stóp zwrotu najlepiej opisuje obecną fazę rozwoju Bitcoina. Prognozy rzędu 300 tys. dolarów wymagałyby mnożnika 2,4 względem szczytu z 2025 roku, czyli wyraźnego odwrócenia trendu, który konsekwentnie postępuje od ponad dekady. Trudno znaleźć argument, dla którego rynek wart bilionów dolarów miałby nagle rosnąć szybciej niż wtedy, gdy był kilkukrotnie mniejszy.
Jeśli kompresja mnożników utrzyma tempo zbliżone do ostatnich cykli, kolejny szczyt wypadnie w okolicach 1,3-1,5-krotności rekordu z 2025 roku. To daje przedział od około 165 do 190 tys. dolarów, z realistycznym środkiem w rejonie 180 tys. Nawet przy łaskawszym założeniu mnożnika 1,6 wychodzi około 200 tys. dolarów, a więc wciąż daleko od dolnej granicy prognoz Brandta czy Bernsteina. Dla inwestorów to zresztą niekoniecznie zła wiadomość. Mniejsze wzrosty oznaczają zwykle płytsze bessy i spokojniejszy rynek, na którym łatwiej planować niż w erze parabolicznych rajdów i 80-procentowych przecen.
Redakcja BitHub.pl poleca również: