Na wodach i w obszarze Zatoki Perskiej, pomimo formalnego obowiązywania irańsko-amerykańskiego rozejmu, faktycznie cały czas trwa wojna – tyle tylko, że o niższej intensywności. Oraz bez oficjalnego przyznawania tego faktu przez wszystkie zainteresowane strony, które w ten konflikt zostały zaangażowane.
Jak wynika z dostępnych informacji, w tym tygodniu grupa irańskich sabotażystów/operatorów sił specjalnych została wykryta, gdy usiłowała przedostać się do Kuwejtu. Próba ta miała miejsce na morzu, w wąskim akwenie oddzielającym wybrzeże kuwejckie od irańskiego, zaś grupa ta próbowała, za pomocą rybackiej łodzi, dostać się na kuwejcką wyspę Bubijan. W efekcie dojść miało do intensywnej strzelaniny, w wyniku której jeden kuwejcki żołnierz miał zostać poważnie ranny, zaś dwóch operatorów irańskich (z grona co najmniej czterech) zostało ujętych.
Incydent ten, jakkolwiek sam w sobie niepokojący, stanowi tylko ostatni z długiej listy podobnych wydarzeń mających niedawno miejsce. W ostatnich tygodniach konfrontacji arabskie państwa Zatoki Perskiej zgłosiły rozbicie co najmniej dziewięciu komórek powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran, IRGC), Hezbollahem oraz irackimi milicjami szyickimi. W Katarze 3 marca odkryto dwie takie grupy liczące łącznie 10 osób – jedna zbierała dane wywiadowcze o instalacjach energetycznych w Ras Laffan, druga przygotowywała akcje sabotażowe.
Z kolei w Bahrajnie aresztowano co najmniej czterech obywateli oraz zidentyfikowano piątego za granicą za przekazywanie Iranowi zdjęć i koordynatów kluczowych obiektów. We wspomnianym Kuwejcie rozbito trzy komórki Hezbollahu liczące łącznie 45 osób, które opracowywać miały plany sabotażu oraz ataków na przywódców kraju. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozpracowano irańską siec piorącą brudne (tj. objęte sankcjami) pieniądze oraz finansującą operacje terrorystyczne i sabotażowe. Łącznie w ciągu około 30 dni zatrzymano około 74 podejrzanych w czterech krajach Rady Państw Zatoki (GCC).
Nieoficjalna wojna „naftowych” monarchii arabskich
Irańskie działania infiltracyjne miały miejsce zarówno wówczas, gdy trwała wojna, jak i po formalnym zawarciu rozejmu. W tym pierwszym przypadku przebiegały one równolegle z atakami rakietowymi i dronowymi na terytoria Zatoki, w tym na bazy wojskowe, infrastrukturę cywilną i obiekty energetyczne. Państwa Zatoki zestrzeliły tysiące pocisków i bezzałogowców, jednak działania takie jak wskazywanie celów i sabotaż wydatnie utrudniały działania obronne, co zmuszało arabskie służby bezpieczeństwa do systematycznego polowania na lokalne „aktywa ludzkie” Teheranu.
Wszystko to może poniekąd tłumaczyć przyczyny działań, o których informacje przedostały się do obiegu medialnego w tym tygodniu. Wedle publikacji prasowych, wojna przeciwko Iranowi – i to nie tylko o charakterze obronnym, ale także bezpośrednio w ramach uderzeń na terytorium Iranu – zaangażowała siły powietrzne Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Królestwa Arabii Saudyjskiej. Uderzenia te miały charakter odwetu i odpowiedzi na ataki podejmowane przez Iran na miasta oraz infrastrukturę naftowo-przemysłową arabskich monarchii – jakkolwiek nie informowano o nich dotąd publicznie.
W ramach tych działań lotnictwo emirackie miało przeprowadzić naloty na irańskie instalacje wydobywcze, w tym na strategiczną rafinerię na wyspie Lawan w Zatoce Perskiej na początku kwietnia. Akcja spowodowała duży pożar i wyłączyła znaczną część mocy rafinerii na miesiące. Saudyjskie siły powietrzne rozpoczęły swe działania zaczepne również na początku kwietnia – na mniej strategiczne i widowiskowe cele co wyspa Lawan, jednak w większej ilości. Co ciekawe, Saudowie mieli po cichu poinformować Iran o swych działaniach i grozić dalszą eskalacją w przypadku intensyfikacji jego ataków.
Cisza w eterze na szlakach morskich
Cicha wojna w Zatoce Perskiej trwa także w transporcie, czego najwyraźniejszym sygnałem stało się coraz częściej obserwowane zjawisko masowego wyłączania transponderów AIS, służących do śledzenia, koordynacji i zarządzania ruchem morskim, przez tankowce na akwenie Zatoki. Praktykę tę dotąd kojarzono głównie z jednostkami zaliczanymi do tzw. floty cieni (która w tej części świata operowała przede wszystkim na rzecz Iranu), ewentualnie także z przemytnikami czy piratami. Tymczasem teraz stała się ona zjawiskiem zupełnie powszechnym. A nawet niekiedy oficjalnie nakazywanym.
W tym tygodniu władze Kataru wydały bowiem dyrektywę nakazującą statkom w porcie Ras Laffan, na kotwicowiskach i wodach portowych tego emiratu wyłączenie systemów automatycznej identyfikacji. Chodzi, naturalnie, o utrudnienie Irańczykom śledzenia tych jednostek. I choć ich wykrycie za pomocą radarów nadal pozostaje możliwe, to w przypadku ograniczonych możliwości Iranu (wobec strat wojennych) pozostaje to wykonalne głównie w konkretnych przypadkach – większości tankowców, niknących w morskim tle, zapewniając pewien stopień zbiorowej odporności na wykrycie.
W ostatnich dniach co najmniej dwa puste katarskie tankowce LNG – Al Gattara i Fraiha – skierowały się z powrotem do Zatoki po weekendowym przełomie, gdy pierwszy od lutego katarski zbiornikowiec LNG, Al Charaitijat, pokonał Cieśninę. Drugi załadowany tankowiec, Mihzem, pomyślnie opuścił Ormuz po wyłączeniu śledzenia i skierował się do Pakistanu. Jeszcze inny tankowiec dokonał nagłego zwrotu przed cieśniną – nie wiadomo czemu. Ruch przez Ormuz pozostaje mocno zaburzony, ale wybiórcze udane przejazdy na „ciemno” stały się coraz częstsze.