Ataki na porty i tankowce, plama ropy na morzu, Teheran znów pod bombami – ale „rozejm trwa”. Dziwna wojna w Zatoce Perskiej

W Zatoce Perskiej dochodzi do coraz gwałtowniejszych starć, pomimo oficjalnych deklaracji o rzekomo trwającym rozejmie. Mowa tu nie tylko o ponawianych, choć na razie nieskutecznych atakach irańskich sił morskich na okręty amerykańskie w Cieśninie Ormuz, a także wznowionych nalotach koalicjantów. Iran, w tym również Teheran, a także Bandar Abbas i inne porty, znów znalazły się pod bombami. A to wszystko przy wtórze uspokajających deklaracji polityków. Żadna ze stron, jak się wydaje, nie chce przyznać oczywistego stanu faktycznego.

W piątek irańskie siły zbrojne dokonały abordażu i przechwyciły tankowiec Ocean Koi (znany także jako Jin Li), oskarżając go o próbę zakłócenia irańskiego eksportu ropy. Co ciekawe, tankowiec ten, pływając pod banderą Barbadosu, należał do tzw. floty cieni, której beneficjentem jest… Iran. Statek, objęty amerykańskimi sankcjami od lutego 2026, został zarekwirowany w Zatoce Omańskiej i skierowany do południowych portów Iranu.

Irańskie media opublikowały nagrania pokazujące komandosów dokonujących abordażu jednostki, co zakrawa na nieco absurdalny wymiar całej sytuacji: Teheran wydaje się konfiskować własne aktywa (tankowiec miał w ładowniach irańską ropę), by zapobiec ich wywozowi przez nieautoryzowane kanały. Czy dotrze do wybrzeży Iranu – pozostaje dalece niepewne. Obejmująca Iran amerykańska blokada morska nadal jest wymuszana przez okręty w Zatoce Omańskiej.

Tylko w ciągu ostatniej doby siły USA miały ostrzelać i uszkodzić dwa kolejne tankowce, które usiłowały prześliznąć się przez blokadę i dostać się do irańskich portów (podnosząc łączną liczbę zaatakowanych jednostek do czterech). Amerykańska flota miała także zmusić do zawrócenia co najmniej 70 innych jednostek, w przypadku których obeszło się bez otworzenia ognia.

Aktywność militarna nie ogranicza się do działań morskich. Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły w piątek nowe naloty na cele w Iranie. Zbombardować miano instalacje brzegowe w Bandar Abbas, a także Teheran. Co istotne, pojawiają się doniesienia, jakoby w tych nalotach, po raz pierwszy od dawna, wzięły także udział samoloty bojowe lotnictwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ten ostatni kraj kolejny dzień z rzędu został ostrzelany dronami i pociskami balistycznymi (choć w relatywnie niewielkim natężeniu).

Tymczasem satelitarne zdjęcia ujawniły ogromny wyciek ropy w pobliżu wyspy Chark – głównego węzła eksportowego, przez który przechodzi 90% ropy, którą Iran kieruje na eksport – i która stanowi finansową kroplówkę dla budżetu tego państwa. Plama ropy, widoczna na obrazach z satelitów Copernicus Sentinel, rozciągała się na 45 km², co eksperci uznali za największy wyciek od początku wojny. Przyczyna incydentu pozostaje nieznana, ale analitycy sugerują, że może to być skutek uszkodzeń infrastruktury naftowej lub celowe zrzuty ropy, która ze względu na amerykańską blokadę nie mieści się już w zbiornikach.

Negocjacje pomiędzy Iranem a USA toczą się w atmosferze nieufności. Obie strony zbliżają się do porozumienia w sprawie memorandum kończącego wojnę, ale irańskie przywództwo jest podzielone, a osiągnięcie konsensusu pozostaje wątpliwe. Iran żąda kontroli nad Cieśniną Ormuz i natychmiastowego zniesienia sankcji, podczas gdy Waszyngton domaga się definitywnego zakończenia irańskiego programu nuklearnego. Warunki obydwu stron są zupełnie nie do przyjęcia dla strony przeciwnej.

Słowem – porozumienia nie ma. Wznowienia wojny, jeśli wierzyć oficjalnym zapewnieniom, też nie.