Donald Trump postanowił zwiększyć szanse wyborcze Partii Republikańskiej i w czasie konwencji w Dallas obiecał, że każdy dorosły Amerykanin dostanie 5 tys. dol. „dywidendy”. Warunek? Jego ugrupowanie ma wygrać walkę o Kongres.
Trump obiecuje 5000+
Jak obiecał prezydent, jeśli Republikanie wygrają wybory do Izby Reprezentantów i Senatu, „ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wypłacę dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tys. dol.”.
Nie podał jeddnak szczegółów dot. tego, jak wypłata tych środków miałaby wyglądać i jaki miałaby charakter – czy bonów (czegoś na miarę bonów „covidowych”), czy ulg podatkowych. Gdyby doszło do wypłat takich „dodatków” mogłoby pomóc to rynkom finansowym, mocno podbijając wyceny akcji czy kryptowalut.
„Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył” – dodał prezydent USA.
Nazwał Demokratów, mianem „głupkokratów” oraz sympatyków komunistów. „Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność” – obiecał.
Sukcesy Trumpa?
Chwalił się też swoimi sukcesami. Zgodnie ze swoją charakterystyczną narracją, powiedział, że za jego rządów w USA nie pojawił się żaden nielegalny imigrant. Twierdził też, że rosnące ceny to „szwindel”. Obiecał także – „pół żartem, pół serio” – że zmieni nazwę cieśniny Ormuz na Cieśninę Trumpa, bo też „musi coś z tego [czyt. jego rzekomych sukcesów] mieć”.
Mowa prezydenta zakończyła pierwszy dzień konwencji wyborczej Republikanów, która ma przygotować ugrupowanie na walkę o mandaty kongresmenów w listopadowych wyborach. Wiele wskazuje na to, że tym razem sukces odniosą Demokraci, choć – jak pokazały sondaże przed elekcją prezydencką – ci pierwsi mogą być w badaniach niedoszacowani.
Sama konwencja nie okazała się zapewne wielkim sukcesem, gdyż wielu kandydatów – szczególnie tych startujących w tzw. swing states, stanach wahających się – zrezygnowało z udziału w niej, koncentrując się na kampanii w swoich okręgach, a także nie chcąc kupić dość drogich biletów. Za jedną wejściówkę partia „kasowała” 25 tys. dolarów.
Nie można pominąć też niskich notowań samego Trumpa. Jak wynika z badania Ipsosa dla agencji Reutera, prezydenta popiera tylko 32 proc. Amerykanów. Dodajmy do tego to, że pierwsze wybory do Kongresu po elekcji prezydenckiej najczęściej są przez partię, do której należy głowa państwa, przegrywane. Zdarzały się wyjątki, ale dotyczyły one tylko szczególnie popularnych prezydentów.
Przeczytaj też inne gorące newsy: