Tajwan znajduje się w politycznym klinczu – i to, co gorsza, o sprawę, która w sytuacji, w której znajduje się to państwo, o znaczeniu wręcz krytycznym dla jego potencjalnego przetrwania. W myśl tytułowego pytania, tamtejsze władze i owszem, chcą się bronić, i to bardzo. Nie chce tego natomiast pro-chińska opozycja. Przez to tamtejszy parlament, Yuan legislacyjny, od początku grudnia 2025 r. blokuje autoryzację specjalnego pakietu zbrojeniowego o wartości około 40 mld dol., przewidzianego na osiem lat i przeznaczonego na zakup kluczowych systemów uzbrojenia.
Program przedstawiony został przez tajwańskiego prezydenta, Williama Lai (vel Lai Ching-te) oraz jego rząd, tj. Yuan wykonawczy. Przewiduje on zakup m.in. wyrzutni M142 HIMARS, haubic samobieżnych M109A7 Paladin, przenośnych pocisków przeciwpancernych FGM-148 Javelin, a także elementów zintegrowanej obrony powietrznej i oraz znacznych ilości dronów. Tak rząd, popierająca go Demokratyczna Partia Postępowa (DPP), z której wywodzi się Lai, jak i co bardziej prominentni politycy amerykańscy gorąco program popierają.
Na przeszkodzie stanęła jednak wewnętrzna (?) opozycja. Należące do niej partie, Kuomintang (KMT) oraz Tajwańska Partia Ludowa (TPP), pomimo dziesięciokrotnie podejmowanych prób procedowania ustawy autoryzującej, nie dopuściły do jej przegłosowania w komisjach parlamentarnych. Aby uniknąć oskarżeń o zdradę interesu narodowego, wymieniły one szereg powodów, domagając się m.in. „realistycznego” harmonogramu dostaw, zagwarantowania, że środki nie zostaną zmarnowane, czy domagając się większej kontroli parlamentarnej nad polityką obronną rządu.
Władza ważniejsza
I w tym ostatnim postulacie kryje się clou problemu. Tajwan przez plus minus pierwsze półwiecze swego niezależnego istnienia pozostawał pod władzą Kuomintangu. Partia ta nigdy nie wyrzekła się jednak związków z Chinami, zaś w ostatnich latach coraz bardziej zmiękczała swoją postawę wobec Pekinu i szukała z nim porozumienia. W tajwańskim społeczeństwie jednakże nastroje stawały się, wprost przeciwnie, coraz bardziej niepodległościowe (wyraźne jest to zwłaszcza pośród młodszych grup wyborców, nie czujących sentymentu do Chin, a jeśli już, to raczej ten negatywny).
W efekcie Kuomintang począł tracić popularność i poparcie, zaś na stanowisko prezydenta już od trzech kadencji pod rząd wybierano kandydatów Demokratycznej Partii Postępowej (ugrupowania, wbrew nazwie, jawnie niepodległościowego i bardzo nieprzychylnego ChRL) – najpierw Tsai Ing-wen, a obecnie, od 2024 r., Lai Ching-te. Zarazem politycy Kuomintangu, którzy sprzymierzyli się z dość młodą Tajwańską Partią Ludową, w ostatnich wyborach odzyskali większość w parlamencie. I poczęli w związku z tym dążyć do coraz większego ograniczenia kompetencji prezydentury na rzecz legislatury.
Tajwan podzielony
Prezydent Lai i jego stronnicy naturalnie ani myśleli na to przystać, m.in. blokując zmiany prowadzące do zwiększenia kontroli parlamentu nad działaniami rządu. KMZ i TPP odpowiedziały na to obstrukcją działań gabinetu Lai – w tym nawet tak krytycznych, jak intensywne zbrojenia i przygotowanie kraju na wypadek sytuacji, w której Tajwan jednak stałby się celem chińskiej agresji. Skądinąd doprowadziło to do eskalacji oskarżeń o zdradę, wybrzmiewających już wcześniej w związku z dążeniem do „nie drażnienia” komunistów z Pekinu przez polityków Kuomintangu.
Ci ostatni odpowiadają na nie własnymi oskarżeniami wobec rządu, o „nieodpowiedzialność”. I forsują własną wersję budżetu obronnego – ograniczonego jednakże do raptem 12,7–13 mld dol., i to wciąż rozłożonych na kilka lat, nie zawierającego także środków na sfinansowanie programu budowy krajowego systemu przeciwlotniczego „T-dome” oraz masowego zakupu dronów. W efekcie cały pakiet pozostaje zamrożony (rząd wersję opozycji odrzucił), co już teraz powoduje opóźnienia w planach modernizacyjnych Sił Zbrojnych Republiki Chińskiej – od dostaw uzbrojenia po ćwiczenia i remonty infrastruktury.
Macki zza cieśniny
Impas wywołał wyraźne zaniepokojenie w Waszyngtonie. Senatorowie z obu partii – m.in. Roger Wicker, Tammy Duckworth, Dan Sullivan, Jim Risch i Jeanne Shaheen – publicznie wyrazili obawę, że blokada przesyła błędny sygnał w bardzo niekorzystnej sytuacji, w której Tajwan stoi w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Zaznaczyli oni, że brak realizacji zapowiadanego wzrostu wydatków do ponad 3% PKB w 2026 r. (z perspektywą 5% do 2030 r.) osłabia zdolności odstraszania i podważa wiarygodność partnerstwa z USA.
Tymczasem komunistyczne władze z Pekinu wykorzystują impas, w którym pogrążył się Tajwan, do wywierania presji na administrację Trumpa. W grudniu 2025 r. USA wydały zgodę na sprzedaż Tajpej pakietu uzbrojenia wartego 11,1 mld dol. ChRL, która przy każdej okazji dąży do utrudnienia Tajwanowi budowy zdolności obronnych, tradycyjnie zareagowała groźbami. Według doniesień medialnych Xi Jinping w rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem ostrzegł, że kontynuacja sprzedaży broni może zagrozić planowanej wizycie prezydenta USA w Chinach w kwietniu 2026 r.