Turecki jubiler w Niemczech przelał 348 mln euro poza systemem bankowym. Czym jest tajemnicza „hawala”?

Jubiler z kolońskiej dzielnicy zamieszkanej głównie przez społeczność turecką miał w niespełna półtora roku przeprowadzić transfery na co najmniej 348 milionów euro, w całości poza kontami bankowymi i poza wzrokiem skarbówki. Pieniądze przyjmowano w Niemczech, a wypłacano w Turcji. Wszystko przez hawalę, nieformalny system przekazywania wartości starszy od nowoczesnej bankowości. Za pośrednictwo mężczyzna miał zainkasować około 750 tysięcy euro prowizji, a w akcie oskarżenia znalazł się też zarzut posiadania pistoletu maszynowego w bagażniku auta. Sprawą zajmuje się teraz Sąd Krajowy w Kolonii.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • na czym polega hawala i dlaczego nie zostawia śladu w systemie bankowym,
  • ile pieniędzy przepłynęło w głośnej niemieckiej sprawie i za jaką prowizję,
  • czy hawala jest w Europie zakazana, czy raczej wymaga licencji,
  • co łączy tradycyjny arabski przekaz pieniędzy z kryptowalutami i regulacjami Unii Europejskiej.

Jak działa hawala

Mechanizm jest banalnie prosty i dlatego skuteczny. Klient wpłaca gotówkę u pośrednika, nazywanego hawaladarem, i dostaje hasło. Odbiorca w innym kraju podaje to samo hasło u lokalnego pośrednika i odbiera swoją część, pomniejszoną o prowizję. Gotówka nigdzie fizycznie nie jedzie, żaden przelew nie pojawia się w systemie międzybankowym, a pośrednicy rozliczają wzajemne salda później, często przez handel towarem albo kolejne zlecenia w drugą stronę. Całość opiera się na zaufaniu i powiązaniach rodzinnych lub etnicznych, bez umów, pokwitowań i weryfikacji tożsamości.

Taki obieg ma legalne korzenie. Hawala od wieków obsługuje migrantów, którzy wysyłają pieniądze rodzinom w krajach o słabo rozwiniętej bankowości, i wciąż odpowiada za sporą część światowego rynku przekazów pieniężnych, szacowanego przez Bank Światowy na około 800 miliardów dolarów rocznie. Kłopot w tym, że ten sam brak śladu, który pomaga pracownikowi z zagranicy, jest wymarzonym narzędziem do prania pieniędzy z narkotyków, oszustw podatkowych czy finansowania terroryzmu.

Zakazana w Europie? Nie do końca

Popularna teza, że hawalę w Europie po prostu zdelegalizowano, jest myląca. Karalne jest nie samo istnienie systemu, lecz prowadzenie go bez licencji. Niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości (BGH) orzekł w 2021 roku, że świadczenie usług hawali bez zezwolenia to nielegalna działalność w zakresie transferu środków, zagrożona odpowiedzialnością karną. Podobnie wygląda to w całej Unii, gdzie kolejne dyrektywy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, a od niedawna wspólne rozporządzenie AMLR, obejmują nadzorem każdy podmiot przekazujący wartość. W innych częściach świata poszło to jeszcze dalej. Zjednoczone Emiraty Arabskie prowadzą rejestr hawaladarów, a Stany Zjednoczone wymagają od nich rejestracji i pełnej procedury poznania klienta (KYC).

Granica biegnie więc między licencjonowanym przekazem a podziemiem. Koloński jubiler znalazł się po tej drugiej stronie, bo prowadził działalność płatniczą bez zgody nadzoru i bez jakiejkolwiek dokumentacji, która pozwoliłaby ustalić pochodzenie pieniędzy.

Dlaczego temat wraca i co ma wspólnego z kryptowalutami

Niemiecka sprawa nie jest odosobniona. Od kilku lat organy ścigania w Europie regularnie rozbijają siatki hawala, a Prokuratura Europejska w śledztwie o kryptonimie Goliath postawiła zarzuty grupie odpowiedzialnej za wyłudzenie blisko 190 milionów euro podatku VAT i pranie zysków właśnie tą drogą. Za oceanem podobnie, amerykański wymiar sprawiedliwości skazał pośredników, którzy bez licencji przerzucili ponad 65 milionów dolarów między USA a Bliskim Wschodem, pobierając od jednego do sześciu procent prowizji. Grupa Specjalna do spraw Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF) od lat traktuje hawalę jako jeden z nieformalnych systemów transferu wartości i zaleca objęcie go tymi samymi rygorami co banki.

Dla czytelnika śledzącego rynek cyfrowy najciekawszy jest jednak inny trop. Regulatorzy coraz częściej stawiają hawalę i kryptowaluty w jednym szeregu. Najnowsze wytyczne FATF obejmują cyfrowe wersje nieformalnego transferu, a przestępcy łączą stare metody z mikserami i portfelami, żeby zatrzeć ślad. To ta sama logika, która stoi za unijnym rozporządzeniem o rynkach kryptoaktywów (MiCA) i licencjami dla giełd. Cel jest jeden: wciągnąć każdy kanał przepływu wartości, od gotówki w tureckim sklepie po transakcję on-chain, do nadzorowanego obiegu. Historia kolońskiego jubilera pokazuje, jak duże pieniądze wciąż płyną poza tym obiegiem i dlaczego regulatorzy tak mocno naciskają, żeby go domknąć.

Redakcja BitHub.pl poleca również:

Nielegalne złoto z tego kraju odnajduje się w Dubaju. Wcześniej „znika” z oficjalnego obiegu

Bank centralny chce utrudnić fizyczne zakupy złota – i pyta publikę o zdanie. Dla formalności

Włamanie na profil X szefa znanej giełdy. Chaos i miliony strat w kilka minut