Na wykresie wygląda to źle, a w najlepszym przypadku po prostu mało ekscytująco. Wzloty, upadki, przebite wsparcia, coraz więcej nerwowych ruchów. I w końcu 30-procentowy zjazd w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Dla wielu to sygnał, żeby się wycofać albo przynajmniej przeczekać. Dla wielu, ale nie dla wszystkich. Według najnowszego raportu ARK Invest w pierwszym kwartale doszło do jednej z najszybszych akumulacji Bitcoina od lat. W czasie gdy cena spadła o ponad 20% skupili około 1,47 miliona BTC.
Wieloryby wracają do gry
Dane on-chain pokazują ciekawy trend. Ilość Bitcoina w rękach długoterminowych graczy wzrosła z nieco ponad 2 milionów do ponad 3,5 miliona w zaledwie kilka miesięcy.
To tempo przypomina sytuację z 2020 roku, kiedy rynek również był pod presją, a później wszedł w jeden z najmocniejszych cykli wzrostowych w historii. Tego typu ruchy zazwyczaj nie są przypadkowe. Duzi gracze rzadko kupują w emocjach. Jeśli zwiększają pozycje podczas spadków, to znaczy, że widzą coś, czego reszta rynku jeszcze nie dostrzega.
To jeszcze nie dno?
Problem w tym, że według ARK to wcale nie musi oznaczać końca spadków. Bitcoin w pierwszym kwartale przebił kilka kluczowych poziomów, które wcześniej działały jako wsparcie. W normalnych warunkach taki sygnał sugerowałby głębszą korektę. Dodatkowo struktura rynku nie pokazała jeszcze klasycznego momentu kapitulacji. W poprzednich cyklach prawdziwe dno pojawiało się dopiero wtedy, gdy większość podaży była na minusie. Tym razem jeszcze do tego nie doszło.
Według wyliczeń ARK potencjalna strefa, w której rynek mógłby faktycznie się zatrzymać, znajduje się znacznie niżej. Nawet w okolicach 50-54 tysięcy dolarów.
Czytaj również w dziale kryptowaluty:
Armia z własnym węzłem sieci Bitcoina. Po co wojskowym inwazja na blockchain?
Haker po ataku na KelpDAO przenosi 175 mln dolarów na Bitcoin
Rozliczenie kryptowalut za 2025 – zostały dni, nie tygodnie
Instytucje nie odpuszczają
Co ciekawe, fundusze ETF oparte na Bitcoinie zachowały stabilność. Ich zasoby praktycznie się nie zmieniły, mimo sporej zmienności ceny. To sugeruje jedno: instytucje nie spanikowały.
Nie wszyscy jednak zgadzają się z tak pesymistycznym scenariuszem. Część analityków uważa, że Bitcoin mógł już znaleźć swoje lokalne dno w okolicach 65-70 tysięcy dolarów. Są też głosy, że prawdziwy moment zwrotny dopiero przed nami i może pojawić się dopiero w kolejnych kwartałach, a nawet w 2026 roku.
I właśnie w tym tkwi problem. Rynek wysyła sprzeczne sygnały. Z jednej strony strach i spadki. Z drugiej, spokojne, konsekwentne zakupy największych graczy. Bitcoin już nie raz pokazywał, że potrafi zaskakiwać. Tym razem scenariusz wciąż jest otwarty.