Górnicy wydobywający Bitcoina znaleźli się w głębokim kryzysie, a rynkowe wskaźniki jednoznacznie mówią o tym, że po ostatnim halvingu sektor wydobywczy po prostu nie daje sobie rady.
Margines zysku firm zajmujących się miningiem spadł poniżej poziomu 5 procent, co zmusza najsłabsze podmioty do wyłączania nieefektywnych urządzeń oraz wyprzedaży zgromadzonych rezerw. Analitycy zauważają, że obecna cena rynkowa Bitcoina w zestawieniu z rekordowo wysoką trudnością wydobycia drastycznie uderza w rentowność przedsiębiorstw. Sytuację tę obrazuje dedykowany wykres kapitulacji górników, który mocno świeci się na czerwono, powtarzając schematy znane z poprzednich rynków niedźwiedzia.
Popularny inwestor ukrywający się pod pseudonimem Killazauważył, że kapitulacja górników to sygnał, który historycznie wyznaczał idealny moment na akumulację aktywów przez długoterminowych graczy. Podkreślił on, że w obecnych warunkach rynkowych trudno o wyraźniejszy sygnał do systematycznego kupowania Bitcoina.
Trudny powrót do kosztów produkcji
Presja na rentowność sprawiła, że cena cyfrowego złota powróciła w rejony, które dla większości kopalń oznaczają działanie na granicy opłacalności. Charles Edwards, założyciel funduszu Capriole Investments, ujawnił w swojej najnowszej analizie, że Bitcoin jest aktualnie notowany w okolicach średniego kosztu produkcji. Według wyliczeń wspomnianego funduszu średni całkowity koszt wyprodukowania jednego Bitcoina wynosi obecnie 61 200 USD, podczas gdy sam koszt energii elektrycznej oscyluje w granicach 48 965 USD. Sprawia to, że uśredniona marża operacyjna górników zjechała do poziomu zaledwie 4,67 procent, co stanowi najgorszy wynik od pierwszych dni czerwca bieżącego roku.
Edwards podkreśla, że ajlepsze okazje do długoterminowych zakupów pojawiały się właśnie wtedy, gdy cena rynkowa wpadała w pasmo pomiędzy całkowitym kosztem produkcji a czystym kosztem elektrycznym. Spadek przychodów do tak ekstremalnie niskich wartości oczyszcza rynek z najmniej wydajnych urządzeń starszej generacji typu ASIC.
Widmo ostatecznego dna na horyzoncie
Mimo optymistycznych sygnałów zakupowych płynących ze wskaźników on-chain, ostateczne dno trwającego cyklu może nastąpić dopiero za kilka miesięcy. Zdaniem tradera Killa tradycyjne rynki finansowe, w tym giełda w Stanach Zjednoczonych, prawdopodobnie zaliczą jeszcze głębszą korektę w dalszej części roku. Taki scenariusz makroekonomiczny miałby pociągnąć za sobą kryptowaluty i sformować ostateczne dno dla Bitcoina dopiero pod koniec 2026 roku. Schemat ten powtarzał się w każdym dotychczasowym cyklu i nie ma powodów, by zakładać, że tym razem zachowanie rynku będzie diametralnie inne.
Dziś presję na rynkach potęguje ogólne załamanie popytu na cyfrowe aktywa, które uderzyło zarówno w rynek spot, jak i instrumenty pochodne. Traderzy i inwestorzy bacznie obserwują zachowanie ceny w okolicach kluczowych średnich kroczących, ponieważ zejście poniżej granicy 60 000 USD mogłoby otworzyć drogę do testu poziomu 50 000 USD, gdzie przebiega absolutny dół wyznaczany przez koszty energii. W trudnym położeniu pozostają też inne kryptowaluty, w tym Ethereum, które silnie reaguje na wahania i nastroje panujące na szerokim rynku finansowym.
Przeczytaj o tym, jak w obecnych warunkach radzi sobie kryptowaluta Ripple:
Kurs XRP próbuje się odbić, ale na horyzoncie widać potężną ścianę dla byków
oraz o mocnej wymianie zdań między szefami Strategy i XXI Capital:
Kłótnia Michaela Saylora i Jacka Mallersa. W tle miliardy dolarów i spór o Bitcoina