Świat kryptowalut coraz częściej obawia się wroga, który może dopiero nadejść. Kiedy? Nie do końca wiadomo. Z jaką siłą? Też nie jest to jeszcze pewne. W centrum uwagi pojawiają się komputery kwantowe i potencjalna luka w samych fundamentach Bitcoina. Jedni niebezpieczeństwo bagatelizują, inni biją na alarm. Charles Hoskinson, twórca Cardano, jest wśród tych drugich. Jego zdaniem zagrożenie nie jest odległą fantazją, ale realnym scenariuszem, który może uderzyć w rynek już w latach 30. XXI wieku. Problem? Ogromna część istniejących Bitcoinów może być teoretycznie podatna na przejęcie.
Hoskinson: Bitcoin realnie zagrożony
Według danych przywoływanych przez Hoskinsona, ponad 34% wszystkich Bitcoinów miało już ujawniony klucz publiczny. To oznacza, że przy odpowiednio zaawansowanej technologii, jaką mogą być komputery kwantowe, środki te mogłyby zostać przejęte.
Mówimy tu o około 8 milionach BTC, czyli nawet 10% całkowitej podaży. Jeśli taki scenariusz by się zrealizował, rynek mógłby zostać zalany ogromną ilością „odzyskanych” monet, co wywołałoby bezprecedensową presję sprzedażową. To już nie jest akademicka dyskusja, a potencjalny szok dla całego ekosystemu.
Rozwiązanie, które dzieli społeczność
Na stole pojawiła się konkretna propozycja. BIP-361 – zamrożenie zagrożonych środków i wymuszenie migracji do bezpieczniejszych adresów odpornych na ataki kwantowe. Brzmi sensownie? Niekoniecznie dla wszystkich.
Krytycy, w tym sam Hoskinson, wskazują, że propozycja wymagałaby hard forka, co stoi w sprzeczności z filozofią Bitcoina. Część najstarszych portfeli, w tym te należące do Satoshiego Nakamoto, nie mogłaby zostać uratowana. Nie da się zabezpieczyć wszystkich środków bez łamania podstawowych zasad sieci.
Przeczytaj więcej w dziale kryptowaluty:
Morgan Stanley kupuje Bitcoin za 83,6 miliona dolarów – MSBT agresywnie zwiększa pozycję
Potężna spółka stojąca za Ethereum traci miliardy. Wyjaśniamy powody
Halving 2028 coraz bliżej. Bitcoin jest już na półmetku cyklu
Instytucje mogą wymusić zmiany
Najbardziej niepokojący scenariusz nie dotyczy jednak technologii, a ludzi. Bitcoin od lat budował swoją tożsamość wokół decentralizacji. Dziś znaczącą część rynku kontrolują instytucje, grube ryby. Od funduszy inwestycyjnych po rządy.
Jeśli ryzyko stanie się realne, trudno wyobrazić sobie, by gracze pokroju BlackRock czy Strategy biernie przyglądali się zagrożeniu swoich pieniędzy. Presja na wprowadzenie zmian może być ogromna, niezależnie od tego, czy społeczność będzie na to gotowa.
I tu pojawia się kluczowe pytanie: czy Bitcoin pozostanie wierny swoim zasadom, czy dostosuje się do nowych realiów? Bo być może największym zagrożeniem dla Bitcoina nie są komputery kwantowe, tylko ci wielcy, którzy dziś trzymają go w swoich portfelach.