Arthur Hayes tłumaczy dlaczego sprzedał kryptowaluty. „Trzy zapalniki które rozsadzą bańkę AI”. Ile poczekamy na hossę?

Arthur Hayes, współzałożyciel giełdy BitMEX i dyrektor inwestycyjny funduszu Maelstrom, w minionym tygodniu sprzedał cały swój koszyk altcoinów i mocno przyciął ekspozycję na ryzyko. Z portfela wyleciały tokeny Hyperliquid (HYPE), Near (NEAR) i Worldcoin (WLD), fundusz wyszedł też z pozycji spot na Zcash (ZEC). Zostały głównie Bitcoin i Ethereum. Teraz Hayes gęsto tłumaczy się ze swojej decyzji w wywiadzie udzielonym platformie CoinTelegraph. Powód jego zdaniem nie leży po stronie samego rynku krypto. Winna natomiast jest bańka na akcjach spółek sztucznej inteligencji, która wyssała z rynku środki potrzebne Bitcoinowi jak powietrze, a kiedy w końcu pęknie, pociągnie za sobą w dół kryptowaluty w pierwszej kolejności.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • dlaczego Arthur Hayes sprzedał część altcoinów i przeszedł do defensywy,
  • jak boom na sztucznej inteligencji odciągnął płynność od bitcoina,
  • jakie trzy zdarzenia mogą według Hayesa przebić bańkę AI,
  • dlaczego pęknięcie tej bańki najpierw zaszkodzi krypto, a dopiero potem mu pomoże.

Płynność ucieka z kryptoaktywów do hot IPOs i sztucznej inteligencji

Jeszcze do niedawna Hayes uchodził za jednego z najbardziej wokalnych byków w branży, więc jego zwrot defensywny odbił się szerokim echem. Bitcoin kosztuje dziś około 63 tys. dolarów, czyli mniej więcej połowę tego, co na szczycie z października 2025 r. Dyrektor Malestroma przyznał dziennikarzowi na samym początku wywiadu, że mocno się pomylił; dotychczas przyrzekał, że kurs nigdy już nie zejdzie poniżej 60 tys. dolarów.

Hayes od lat powtarza dość prostą i łatwą do zrozumienia tezę: dopóki rośnie ilość pieniądza w obiegu, dopóty Bitcoin powinien drożeć. Kłopot w tym, że od jesieni 2025 r. pieniądza wcale nie ubyło, a kurs i tak się załamał. Analityk uznał więc, że jego model był niekompletny. Patrzył na to, ile waluty powstaje, ale nie sprawdzał, dokąd ta waluta płynie.

Artur Hayes, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci sektora krypto, fot. Bloomberg

Odpowiedź, do której doszedł po dłuższym namyśle, brzmi: do sztucznej inteligencji. Według jego szacunków spółki z tego sektora wyemitowały od końca 2022 r., czyli od chwili komercyjnego startu modelu ChatGPT, około 1,5 bln dolarów długu. To niemal dokładnie tyle, o ile w tym samym czasie urosła szeroka miara podaży pieniądza M2. Lwią część tego zadłużenia, mniej więcej 1,3 bln dolarów, zaciągnięto dopiero od 2025 r., a więc dokładnie wtedy, gdy Bitcoin zaczął tracić impet. Pieniądz, który wcześniej dostarczał paliwo sektorowi krypto, nagle zaczął płynąć jednym strumieniem w kierunku centrów danych i akcji producentów sprzętu i infrastruktury. Dla porównania Hayes wskazuje, że w zbliżonym okresie kurs Nvidii wzrósł około jedenastokrotnie, a BTC „zaledwie” siedmiokrotnie.

Trzy zapalniki, które mogą rozsadzić bańkę

Dalej w rozmowie Hayes wymienia trzy rzeczy, które jego zdaniem mogą zdusić hossę na AI. Pierwsza to ceny energii. Im dłużej trwa napięcie wokół cieśniny Ormuz i przesyłu ropy, tym droższe stają się surowce, a każdy token sztucznej inteligencji to w gruncie rzeczy przetworzona energia. Drożej za prąd to innymi słowy drożej za obliczenia, a to ostatnie podcina całą narrację o nieskończonym popycie.

Druga to polityka w Stanach Zjednoczonych. Hayes obstawia, że przed listopadowymi wyborami Donald Trump może obrócić się przeciwko sektorowi, przejmując populistyczne hasła Demokratów o tym, że AI odbiera ludziom pracę i wzbogaca zaledwie garstkę ludzi. Według niego wystarczy sama retoryka- rynki mają tendencję do brania słów polityków zbyt dosłownie.

Trzecia to fala gigantycznych debiutów giełdowych. W piątek na parkiet weszło SpaceX, wyceniane już na ponad 2 bln dolarów, a w kolejce do pierwszej oferty publicznej (IPO) stoją jeszcze OpenAI i Anthropic, każde o wartości szacowanej na blisko bilion dolarów. Żeby kupić takie akcje, inwestorzy będą musieli coś sprzedać, a skoro Bitcoin i kryptowaluty niedomagają są naturalnym wyborem do wykopania z portfela w pierwszej kolejności.

Na wzrosty krypto jeszcze poczekamy. Arthur Hayes wskazuje swoje typy

Paradoks polega na tym, mówi Hayes, że samo pęknięcie bańki nie przyniesie krypto natychmiastowej ulgi. Założyciel BitMEX spodziewa się, że BTC najpierw oberwie rykoszetem wraz z innymi ryzykownymi aktywami, bo spadające akcje AI zmuszą banki do zaciskania kredytu i niszczenia kapitału spekulacyjnego. Dopiero później, gdy już system finansowy zacznie się dusić, a Rezerwa Federalna doleje do systemu płynności po raz kolejny krypto ma szansę odbić mocniej niż tradycyjna giełda i akcje.

Osobny wątek, który w związku ze sprzedażą altcoinów wywołał w branży najwięcej emocji, dotyczy samego Hayesa. Ostatnio oskarżano go o to, że rozgrzewa ceny tokenów, które trzyma, a następnie sprzedaje je swoim odbiorcom i traktuje ich jako „płynność na wyjście (exit liquidity)”. Hayes wyjaśnił, że że nikomu nie doradza, a jedynie pokazuje, co robi z własnym portfelem, i że działa w „biznesie uwagi”. Dodał, że najgorsze, co może spotkać projekt, to obojętność rynku. Przy okazji wyłożył też swoje kryterium doboru altcoinów: liczą się dla niego tylko te, które realnie zarabiają i oddają część zysku posiadaczom tokenów, a jako wzór tego schematu podał platformę Hyperliquid i jej natywny token HYPE.

Co sądzicie o tezie i zachowaniu Arthura Hayesa?

Przeczytaj też:

Od czego zależy wartość XRP i czy obecna wycena ma jakikolwiek sens? Wybuchła dyskusja o problem prędkości obiegu

Ekspert ostrzega: „Nie inwestuj teraz, wróć po wakacjach”

Prezydent zawetował po raz trzeci ustawę o kryptoaktywach! „Rząd z uprawia walkę z kryptocieniem”. Zostały trzy tygodnie