Bitcoin ma temat, który od jakiegoś czasu regularnie wraca i spędza sen z oczu inwestorów. To komputery kwantowe. Zwykle brzmi to bardzo efektownie. „Kwantowy atak na Bitcoina”, „koniec kryptografii”, „czy BTC jest bezpieczny?”. Tyle że najnowsza analiza Glassnode pokazuje coś trochę mniej filmowego, ale za to bardziej praktycznego. Problem nie sprowadza się wyłącznie do tego, jak zaprojektowany jest sam protokół. Duża część ryzyka wynika z tego, jak ludzie i giełdy obchodzą się z bitcoinami. Jest się czego obawiać?
Nie każdy „zagrożony” kwantami Bitcoin jest zagrożony tak samo
Według Glassnode około 4,12 mln BTC znajduje się dziś w adresach, które firma określa jako narażone operacyjnie na ryzyko kwantowe. Chodzi o ponowne używanie adresów, częściowe wydawanie środków i praktyki związane z przechowywaniem. To więcej niż 1,92 mln BTC narażone przez starsze typy skryptów Bitcoina. Żeby nie popłynąć w tanią panikę, trzeba rozdzielić dwie rzeczy.
Pierwsza to ekspozycja strukturalna. Dotyczy takich przypadków, w których klucz publiczny pojawia się w blockchainie z samej konstrukcji danego typu adresu albo skryptu. Glassnode zalicza tu chociażby stare monety z epoki Satoshiego w formacie P2PK.
Druga rzecz jest ciekawsza, bo dotyczy praktyki. W popularnych formatach, takich jak P2PKH czy P2WPKH, klucz publiczny jest początkowo ukryty za hashem. Ale gdy użytkownik ponownie wykorzystuje adres albo wydaje tylko część środków z danego wyjścia, ochrona pozostałego salda może przestać działać w taki sam sposób. I właśnie tu Glassnode widzi większy problem. Firma podsumowuje to dość jasno. Większość obecnej ekspozycji nie jest po prostu problemem starego projektu skryptów, ale problemem zarządzania kluczami i adresami.
Giełdy mają sporo do poprawienia
Największą widoczną grupą w tej operacyjnie narażonej puli są giełdy. Według Glassnode trzymają one około 1,66 miliona BTC, czyli mniej więcej 40% całej operacyjnie narażonej podaży. Różnice między podmiotami są duże. Glassnode wskazuje, że Coinbase ma około 5% sald w tej kategorii, Binance około 85%, a Bitfinex praktycznie 100%. Z kolei portfele państwowe USA, Wielkiej Brytanii i Salwadoru mają według tej analizy zerową ekspozycję tego typu.
To nie znaczy, że jutro ktoś ukradnie miliony bitcoinów komputerem kwantowym. To znaczy, że jeśli w przyszłości faktycznie staną się praktycznym zagrożeniem, część podaży BTC będzie łatwiejszym celem niż reszta. I to chyba jest najważniejszy wniosek z raportu. Bitcoin nie ma jednego, prostego „kwantowego problemu”. Ma wiele miejsc, w których dobre albo złe praktyki mogą zwiększyć lub zmniejszyć ryzyko.
Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:
Bitcoin uderzył w ścianę! Analitycy CryptoQuant ostrzegają przed powtórką z koszmarnego roku
Ethereum w tarapatach! ETH/BTC spada najniżej od 10 miesięcy
Dogecoin może szykować duże wybicie. Analitycy obserwują jedną formację