Twój samochód już wie, gdzie jeździsz i jak hamujesz. Te dane mogą Cię słono kosztować

Samochód był kiedyś jedną z ostatnich prywatnych przestrzeni. Wsiadałeś, zamykałeś drzwi, odpalałeś silnik i przez chwilę świat zostawał za szybą. Dziś to coraz częściej złudzenie. Nowe auta są komputerami na kołach, a komputer – jak powszechnie wiadomo – lubi zbierać dane. Także (a może przede wszystkim) te, które może użyć przeciw Tobie.

Twój samochód może donosić na ciebie ubezpieczycielowi. Kierowcy często nie mają pojęcia

BBC opisuje, że współczesne samochody mogą gromadzić zaskakująco szczegółowe informacje o kierowcy. Gdzie jedzie, jak szybko, jak hamuje, czy zapina pasy, kto siedzi w aucie, czego słucha, a w niektórych przypadkach nawet dane dotyczące wagi, wieku, mimiki twarzy czy zachowania za kierownicą. Problem zaczyna się wtedy, gdy te informacje nie zostają wyłącznie w aucie.

„Ludzie byliby zszokowani liczbą punktów danych, które ich samochód zbiera i przekazuje innym” – mówi Darrell West z Brookings Institution. Jego zdaniem taka skala monitoringu oznacza, że życie kierowcy można odtworzyć „niemal sekunda po sekundzie”.

Prywatność? Tu chodzi też o pieniądze

To nie jest wyłącznie dyskusja dla ludzi, którzy zaklejają kamerki w laptopach. Dane z samochodów mogą mieć realny wpływ na portfel. Jednym z największych odbiorców takich informacji są ubezpieczyciele, którzy mogą używać danych o stylu jazdy do wyliczania składek.

BBC przywołuje sprawę General Motors i LexisNexis. Jeden z kierowców, który poprosił o kopię danych, miał otrzymać 130 stron informacji opisujących podróże jego i żony z sześciu miesięcy. Po wzroście składki o 21 proc. agent ubezpieczeniowy miał mu powiedzieć, że dane z jazdy były jednym z czynników.

Mozilla już w 2023 roku przebadała polityki prywatności 25 marek samochodowych i uznała auta za „najgorszą kategorię produktów” pod względem prywatności. Według tej analizy 19 producentów dopuszczało możliwość sprzedaży danych użytkowników.

Bezpieczeństwo jako idealna wymówka

Producenci mogą oczywiście mówić o wygodzie i bezpieczeństwie. Czujniki pomagają uniknąć wypadków, systemy ostrzegają przed zmęczeniem, a telematyka może czasem obniżyć składkę. Tyle że granica między ochroną kierowcy a masowym nadzorem robi się coraz cieńsza.

W USA nowe przepisy mają wymagać w autach technologii wykrywających, czy kierowca nie jest pijany albo zbyt zmęczony. Mogą to być m.in. kamery na podczerwień i systemy śledzące oczy lub zachowanie. Problem? Eksperci ostrzegają, że prawo nie rozwiązuje jasno kwestii tego, co później stanie się z tymi danymi.

„Musimy trzymać pijanych kierowców z dala od dróg” – mówi Jen Caltrider z Mozilli. „Ale dobrze byłoby mieć gwarancję, że dane nie zostaną użyte do innych celów. A tego nie ma”.

Najkrócej mówiąc: auto nadal może dawać wolność. Tylko coraz częściej jest to wolność z kamerą, mikrofonem, GPS-em i regulaminem, którego nikt nie czyta.

Czytaj więcej w dziale nowe technologie na Bithub:

Papież chce zbadać wpływ AI na godność człowieka

Firmy oszukują graczy? Ustawa dot. zakazu zamykania gier online nabiera rozpędu

Chat GPT uzyska dostęp do twojego konta bankowego?