Problematyka zamykania gier online przez wydawców, pomimo wcześniejszych zakupów przez graczy, od lat budzi kontrowersje. Gracze nabywają gry, by po kilku latach – a niekiedy raptem miesiącach – dowiadywać się, że serwery zostaną wyłączone, a zakupiony tytuł staje się bezużyteczny. To praktyka, która dotknęła setki tysięcy użytkowników na całym świecie, pozbawiając graczy dostępu do treści, za które zapłacili pełną cenę. W efekcie Sieć pełna jest oskarżeń, że wydawcy po prostu oszukują w ten sposób nabywców. Oskarżenia te zrodziły inicjatywę „Stop Killing Games”, a w ślad za nią – projekt pierwszego aktu prawnego, który miałaby takich praktyk zakazać.
Chodzi o ustawę „Protect Our Games Act” (AB 1921), która trafiła pod obrady parlamentu stanowego Kalifornii. W tym tygodniu z powodzeniem przeszła ona procedury legislacyjne przed tamtejszymi komisjami: prywatności i ochrony konsumentów, sądownictwa oraz funduszy. Projekt, zgłoszony przez deputowanego Chrisa Warda w lutym 2026, zakłada, że wydawcy, którzy zaprzestają wsparcia dla gry online, będą zobowiązani do zaoferowania graczom albo pełnego zwrotu kosztów, albo zaktualizowanej wersji gry, która umożliwi jej dalsze użytkowanie na prywatnych, niezależnych od wydawcy serwerach.
Ustawa nakłada również obowiązek powiadomienia graczy o planowanym wyłączeniu serwerów co najmniej 60 dni wcześniej Przepisy nie będą dotyczyć jedynie gier całkowicie darmowych oraz tych dostępnych wyłącznie w ramach subskrypcji. Obowiązywać będą natomiast wszystkie płatne tytuły wydane w Kalifornii od 1 stycznia 2027 roku. Co istotne, ustawa nie zakazuje wyłączania serwerów, ale zmusza wydawców do zapewnienia alternatywy, tj. albo zwrotu pieniędzy, albo wersji offline (ta druga ewentualność oznacza, że będą oni musieli umożliwić wykorzystanie gier bez połączenia z ich serwerami).
„Oddać gry graczom” – nie tylko w Kalifornii
Naturalnie, Entertainment Software Association – lobby reprezentujące interesy największych wydawców – jest mocno niezadowolone. Tym bardziej, że chodzi o branżę, która przyzwyczajona była do pełnej kontroli nad cyklem życia produktów i dyktowania warunków graczom. Korporacyjni lobbyści twierdzą, że projekt nie odzwierciedla realiów dystrybucji gier. Ich zdaniem, za standard powinno zostać przyjęte założenie, że gracze, kupując gry, nie otrzymują ich kopii na własność, a jedynie płacą za ograniczoną licencję na dostęp do gry. Skądinąd dzięki m.in. takiej filozofii pirackie gry bywają tak popularne…
Choć ustawa została zgłoszona w Kalifornii (gdzie jeszcze musi przejść finalne głosowanie i uzyskać podpis gubernatora Gavina Newsoma), to jej znaczenie może wykraczać – i niemal na pewno wykroczy – daleko poza granice tego stanu. Warto bowiem pamiętać, że do dziś swoje siedziby mają tam Activision Blizzard, Electronic Arts czy Riot Games – a i liczni inni wytwórcy utrzymują tam swoje filie. Co za tym idzie, muszą one stosować się do przepisów tego stanu (notabene często uciążliwych) – czego efektem jest obecność w umowach licencyjnych, i to również tych w Polsce, odwołań do prawa kalifornijskiego.
Skądinąd, inicjatywa „Stop Killing Games” obecna jest też na Starym Kontynencie. Prowadzi ona działania lobbingowe wobec organów UE, i zebrała już ponad milion podpisów pod projektem podobnych rozwiązań w Europie.