Donald Trump znów sięga po swoją ulubioną broń gospodarczą. Tym razem nie chodzi jednak o stal, samochody ani rolnictwo, ale o Big Tech. Prezydent USA zagroził 100-procentowymi cłami każdemu państwu, które wprowadzi podatek cyfrowy uderzający w amerykańskie firmy technologiczne. Na celowniku są przede wszystkim europejskie pomysły opodatkowania gigantów takich jak Google, Apple, Meta czy Amazon. Trump napisał w mediach społecznościowych, że niektóre kraje Europy są blisko wdrożenia podatku od usług cyfrowych. Ostrzegł, że w odpowiedzi USA natychmiast nałożą 100-procentowe cła na wszystkie towary wysyłane z takiego kraju do Stanów Zjednoczonych.
Trump wyciąga broń, którą zna najlepiej: cła
To nie jest tylko kolejna ostra wypowiedź z Waszyngtonu. To spór o to, kto ma prawo zarabiać na cyfrowej gospodarce. Europa od lat przekonuje, że amerykańskie koncerny technologiczne generują ogromne przychody na jej rynku, ale płacą podatki w sposób niewspółmierny do skali działania. USA odpowiadają, że takie podatki są wymierzone głównie w amerykańskie firmy, bo to one dominują globalny rynek usług cyfrowych.
Najdalej poszła Francja, która już od 2019 roku pobiera 3-procentowy podatek od przychodów z wybranych usług cyfrowych. Dotyczy on największych firm, osiągających co najmniej 750 milionów euro globalnych przychodów i 25 milionów przychodów we Francji. Francuscy politycy proponowali nawet podwojenie tej stawki do 6%.
Stawką są miliardy i kontrola nad cyfrową gospodarką
Trump sugeruje, że nowe cła miałyby być ważniejsze niż jakiekolwiek istniejące lub przyszłe umowy handlowe. To szczególnie istotne, bo USA i Unia Europejska mają już porozumienie, które ogranicza amerykańskie cła na europejskie towary do 15% w zamian za obniżenie przez UE ceł na część towarów przemysłowych z USA.
Komisja Europejska umya ręce. Odpowiada, że UE i państwa członkowskie mają suwerenne prawo do regulowania działalności gospodarczej. Bruksela podkreśla też, że podatki cyfrowe są projektowane jako niedyskryminacyjne i mają obejmować duże firmy niezależnie od kraju pochodzenia.
W praktyce stawką tej awantury są miliardy dolarów. Europa chce większego udziału w zyskach Big Techu. USA traktują to jak atak na własnych technologicznych potentatów. A dla rynków oznacza to jedno: wojna handlowa może wrócić w zupełnie nowej wersji. Tym razem jej symbolem nie będzie stal ani ropa, ale reklama internetowa, marketplace’y i dane użytkowników.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
„Wymogi nie do spełnienia”. Klimatyczny amok UE odetnie Europę od gazu?
Cyfrowe euro w natarciu: Europa uwolni się od Visy i Mastercard?
Ceny konsol i iPhone’ów w górę przez boom AI? Apple i Microsoft szaleją