Strajk na platformach naftowych, grożą związki. Zatopią koło ratunkowe europejskiego rynku paliwa?

Jak wynika z sygnałów, które pojawiły się w poniedziałek, negocjacje płacowe między norweskimi firmami naftowymi a związkami zawodowymi zrzeszającymi pracowników platform wiertniczych spełzły na niczym. Otwiera to drogę do strajku, który objąć może 617 z około 8100 osób zatrudnionych na platformach wiertniczych na norweskim szelfie kontynentalnym. To niemal 8% całej obsady tych platform. Do przerwania pracy miałoby dojść od 5 czerwca, jeśli rokowania z udziałem państwowego mediatora nie przyniosą rozwiązania. To wszystko w sytuacji, w której norweska ropa ratuje europejskie rynki paliwa.

Przewidywana skala protestu to efekt nieudanych rozmów między trzema głównymi związkami – Styrke, Safe i Lederne – a przedstawicielami pracodawców zrzeszonymi w Offshore Norway (w wolnym tłumaczeniu – Pływająca Norwegia…), który reprezentuje interesy koncernów petrochemicznych. Rozmowy, które toczyły się od końca kwietnia, zostały przerwane na początku maja, a ich wznowienie z udziałem wspomnianego mediatora rządowego nie przyniosło oczekiwanego przełomu. Obie strony nie ujawniają szczegółów postulatów płacowych, które tradycyjnie pozostają objęte klauzulą poufności, jednak niepowodzenie negocjacji oznacza, że związki mogą od 5. czerwca legalnie ogłosić strajk.

Przedstawiciele Offshore Norway przyznają, że na razie nie sposób ocenić, w jaki sposób taki strajk odbiłby się na wielkości wydobycia ropy i gazu z norweskich podmorskich pól naftowych. Nie ulega jednak większej wątpliwości, że ewentualne przerwy w produkcji wystąpiłyby w wyjątkowo wrażliwym momencie dla europejskiego rynku energii i paliwa. Podaż jest obecnie ograniczona i wyjątkowo napięta – z oczywistego względu, mającego swą przyczynę w Zatoce Perskiej i trwającej blokadzie Cieśniny Ormuz – w konsekwencji czego każde dodatkowe zakłócenie dostaw może wywołać falę spekulacji i kolejną serię podwyżek cen. W końcu do tych ostatnich często potrzebny jest tylko pretekst.

Paliwa w Europie będą *jeszcze* droższe?

Wydobycie na norweskim szelfie odpowiada za znaczną część paliwa docierającego do Europy, a zakłócenia w jego eksploatacji mogłyby dodatkowo destabilizować i tak już labilną oraz niepewną sytuację. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że strajki w sektorze wydobycia offshore’owego rzadko ograniczają się do symbolicznych akcji – w 2022 roku podobny protest objął ostatecznie ponad 10% załogi, prowadząc do tymczasowego zamknięcia kilku pól wydobywczych i spadku produkcji o kilkanaście procent.

Zastąpienie strajkujących jest o tyle utrudnione, że praca na platformach wymaga nie tylko specjalistycznych kompetencji, ale też predyspozycji psychicznych (tj. odporności na izolację). Tym razem, choć początkowa skala protestu jest mniejsza, ryzyko kaskadowych skutków dla całego sektora pozostaje realne – zwłaszcza że znajdujące się w martwym punkcie negocjacje pierwotnie dotyczyły nie tylko kwestii płacowych, ale także warunków pracy i harmonogramów dyżurów (chodzi tutaj o dyżury na platformach – liczone w tygodniach, nie w godzinach), co tradycyjnie bywa trudniejszym do rozwiązania punktem zapalnym w sporach między stronami.

Warto odnotować, że w marcu br. inna grupa pracowników – ci obsługujący instalacje naftowe na lądzie – wywalczyła podwyżkę płac o 4,4%, co może stanowić punkt odniesienia dla oczekiwań załóg platform. Tym bardziej, że w ubiegłym roku pracownicy bezpośrednio zatrudnieni przez koncerny naftowe też wynegocjowali lepsze warunki, unikając strajku. Tym razem jednak strony nie zdołały dojść do porozumienia. Jeśli do strajku dojdzie, będzie to pierwszy od 2022 roku protest na taką skalę w norweskim sektorze naftowym, co – biorąc pod uwagę aktualną koniunkturę na rynku ropy i paliwa – wymiernie odczują kierowcy i przemysł w sporej części Europy, nie tylko w Norwegii.