Equinor, norweski potentat naftowo-energetyczny, zwiększa zdolności wydobywcze. Koncern podpisał kontrakty warte 17 miliardów NOK na kontynuację wierceń i usług wiertniczych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Decyzja o przedłużeniu kluczowych umów z dostawcami przypada na moment, gdy napięcia w rejonie Cieśniny Ormuz znacząco ograniczyły przepływy surowca z Zatoki Perskiej, a ropa naftowa Brent w notowaniach giełdowych przekraczała w ostatnich dniach 114 dolarów za baryłkę.
Firma poinformowała o przedłużeniu umów z poddostawcami realizującymi wiercenia podmorskich studni i szybów naftowych na szelfie kontynentalnym Norwegii. Zarezerwowano na na ten cel łącznie 17 miliardów koron norweskich (ok. 1,8 miliarda dolarów). Podpisanie umów, ogłoszone 4 maja, w poniedziałek, obejmują jednoroczne opcje dla trzech kontraktorów na zintegrowane usługi wiertnicze i studzienne o wartości 8,3 miliarda NOK, a także dwuletnie opcje dla 18 ramowych umów korporacyjnych na usługi specjalistyczne, szacowane na około 4,3 miliarda NOK rocznie, przez dwa lata.
Dowiercić się do bogactwa z głębin
Główne kontrakty na zintegrowane usługi wiertnicze i studzienne przypadły spółkom Baker Hughes Norge AS, Halliburton AS i SLB Norge AS (dawniej Schlumberger), natomiast usługi specjalistyczne zostaną zrealizowane przez te same podmioty wraz z 15 dodatkowymi dostawcami. Umowy te mają zapewnić utrzymanie wysokiego poziomu wydobycia ropy i gazu na norweskim szelfie, a także stabilne dostawy energii do Europy, zatrudniając przy tym około 2500 osób i obejmując działalność zarówno na stałych instalacjach, jak i na ruchomych platformach wiertniczych.
Według ujawnionych przez Equinor założeń, ropa naftowa z nowych odwiertów odpowiadać ma za około 70% produkcji koncernu w 2035 roku – co wymaga (wobec relatywnie napiętego harmonogramu czasowego) dobrej współpracy z dostawcami oraz efektywnego wykorzystania osiągnięć technologicznych w sferze wydobywczej. Firma planuje również wiercić rocznie 20–30 otworów poszukiwawczych, z czego 80% będzie zlokalizowanych w pobliżu istniejącej infrastruktury, a 20% dotyczyć będzie nowych i mniej znanych obszarów.
Equinor szacuje, że inwestycje na norweskim szelfie kontynentalnym sięgną 60–70 miliardów NOK rocznie, co ma na celu utrzymanie wysokiego poziomu wydobycia – do czego, jak się ocenia, niezbędna jest ropa naftowa z dotąd nieeksploatowanych źródeł na morzach Północnym i Arktycznym. Zgodnie z obecnymi założeniami, norweski potentat chce do momentu pełnego wdrożenia nowych odwiertów utrzymać poziom wydobycia rzędu ok. 1,2 mln baryłek ropy dziennie (zarazem redukując inwestycje w źródła odnawialne).
Ropa naftowa w geopolitycznym pożarze
Decyzja o rozbudowie potencjału – choć nie jest reakcją na kryzys, lecz elementem długoterminowej strategii utrzymania zdolności wydobywczych – zapada w wyjątkowo napiętej sytuacji na globalnym rynku ropy. Od końca lutego 2026 roku, w wyniku eskalacji konfliktu zbrojnego w regionie Zatoki Perskiej i zamknięcia Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20% światowego handlu naftowego, dostawy surowca z Bliskiego Wschodu zostały drastycznie ograniczone. To największy wstrząs w globalnym łańcuchu dostaw ropy od lat 70., zaś ropa naftowa Brent podrożała powyżej 90 dolarów za baryłkę.
Niektórzy analitycy przewidywali niedobory paliw w Europie już w kwietniu tego roku. Nawet jeśli obawy te się nie sprawdziły, to nacisk na ceny – i to w realiach już i tak rekordowo drogiej energii z innych źródeł (dzięki absurdalnemu reżimowi klimatycznemu UE) – jest realny. Sytuacja ta sprawia, że ropa naftowa ze złóż norweskich, dotychczas traktowana jako uzupełnienie, stają się kluczowym źródłem zaopatrzenia dla Europy, zwłaszcza że Equinor planuje zwiększenie produkcji ropy i gazu o ponad 10% w latach 2024–2027, docelowo osiągając do 2030 r. poziom 2,2 miliona baryłek ekwiwalentu ropy dziennie.