Rynek ropy ponownie znalazł się pod presją wydarzeń geopolitycznych. Ceny surowca rosną piątą sesję z rzędu po tym, jak wspierani przez Iran jemeńscy rebelianci Huti ogłosili przeprowadzenie ataków na dwa saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym. Jeśli informacje zostaną ostatecznie potwierdzone, będzie to pierwszy taki incydent od momentu ogłoszenia przez Hutich morskiej blokady Arabii Saudyjskiej. Jednocześnie Stany Zjednoczone przeprowadziły już dwunastą z rzędu noc nalotów na cele wojskowe w Iranie, a sekretarz stanu Marco Rubio przyznał, że Teheran nadal nie jest gotowy do zawarcia porozumienia.
Dla rynku energii nie jest to już wyłącznie kolejny epizod napięć na Bliskim Wschodzie. Coraz więcej sygnałów wskazuje, że konflikt zaczyna obejmować kolejne szlaki transportowe, zwiększając ryzyko zakłóceń dostaw ropy. To właśnie dlatego inwestorzy ponownie zaczynają wyceniać tzw. premię geopolityczną, która przez kilka tygodni stopniowo znikała z rynku.
Najważniejsze informacje
- Huti poinformowali o ataku na dwa saudyjskie tankowce po ogłoszeniu morskiej blokady Arabii Saudyjskiej.
- USA przeprowadziły dwunastą z rzędu noc nalotów na cele wojskowe w Iranie, a Marco Rubio ocenił, że Teheran nadal nie jest gotowy do zawarcia porozumienia.
- Rosnące ryzyko zakłóceń transportu ropy przez Morze Czerwone i region Zatoki Perskiej ponownie podnosi ceny surowca.
Rynek zaczyna obawiać się nowego frontu wojny
Według Hutich celem ataku były saudyjskie tankowce Encelia i Layla, które miały naruszyć ogłoszoną wcześniej blokadę morską. Saudyjskie władze potwierdziły, że tankowiec Encelia został trafiony podczas rejsu przez Morze Czerwone, a na dziobie jednostki wybuchł pożar. Załoga nie odniosła obrażeń. Brytyjska agencja UKMTO również poinformowała o trafieniu saudyjskiego tankowca przez niezidentyfikowany pocisk około 130 kilometrów od saudyjskiego wybrzeża.
Sam incydent ma znacznie większe znaczenie niż uszkodzenie pojedynczej jednostki. Po raz pierwszy od ogłoszenia blokady Arabia Saudyjska stała się bezpośrednim celem działań Hutich. To zwiększa ryzyko, że konflikt przestanie koncentrować się wyłącznie wokół Iranu i Cieśniny Ormuz, obejmując również Morze Czerwone – jeden z najważniejszych szlaków transportu surowców energetycznych.
Pierwsze skutki są już widoczne. Institute for the Study of War poinformował, że co najmniej siedem statków handlowych zmieniło swoje trasy, aby uniknąć przepływu przez cieśninę Bab al-Mandab. Im więcej armatorów zdecyduje się na podobny krok, tym większe będzie ryzyko wzrostu kosztów transportu i opóźnień w globalnych dostawach.
Rynek ropy wpłynie także na rynek akcji? Pisaliśmy o tym w artykule Spokój na Wall Street to tylko pozory. Cisza przed burzą na S&P 500?
Presja militarna na Iran systematycznie rośnie
Równolegle Stany Zjednoczone kontynuują kampanię wojskową przeciwko Iranowi. Dowództwo Centralne USA poinformowało o dwunastej z rzędu nocy nalotów wymierzonych w magazyny rakiet i dronów, zdolności morskie oraz systemy obrony przeciwlotniczej. Według amerykańskiej armii działania te mają ograniczyć zdolność Iranu do atakowania statków handlowych oraz infrastruktury morskiej.
Waszyngton zwiększa również presję na morzu. CENTCOM przekazał, że w ostatnich dniach skierowano dziewięć statków handlowych na inne trasy oraz uniemożliwiono jednej jednostce wejście do irańskiego portu. Jednocześnie analitycy ISW zwracają uwagę, że amerykańskie uderzenia obejmują już nie tylko południowy Iran, lecz również zachodnią i północno-zachodnią część kraju, co świadczy o rozszerzaniu skali operacji.
Sygnały płynące z Waszyngtonu pozostają jednoznaczne. Marco Rubio stwierdził, że Iran nadal nie jest gotowy do zawarcia porozumienia, a każde kolejne opóźnienie będzie wiązało się z dalszym wzrostem kosztów ponoszonych przez Teheran.
Największym ryzykiem pozostaje transport ropy
Choć fizyczne dostawy ropy nie zostały dotychczas poważnie zakłócone, rynek coraz wyraźniej wycenia możliwość takiego scenariusza. Brent wzrósł już w okolice 98 dolarów za baryłkę, a amerykańska ropa WTI zbliżyła się do 90 dolarów. Inwestorzy doskonale pamiętają, że nawet ograniczone zakłócenia w kluczowych punktach transportowych potrafią wywołać gwałtowne ruchy cen.
Dodatkowym źródłem niepewności pozostają coraz ostrzejsze deklaracje Donalda Trumpa. Prezydent USA zapowiedział, że każde kolejne uderzenie Iranu na statek przepływający przez Cieśninę Ormuz będzie skutkowało amerykańskim atakiem na irańskie mosty lub elektrownie. Teheran odpowiedział, że w takim przypadku uderzy w amerykańską infrastrukturę oraz obiekty energetyczne powiązane ze Stanami Zjednoczonymi w regionie.
Z perspektywy rynku ropy nie oznacza to jeszcze trwałego kryzysu podażowego. Coraz wyraźniej widać jednak, że inwestorzy ponownie skupiają się nie na bieżącej produkcji surowca, lecz na bezpieczeństwie jego transportu. Historia pokazuje, że właśnie ryzyko zakłócenia kluczowych szlaków morskich najszybciej przekłada się na wzrost cen. Dopóki napięcie wokół Morza Czerwonego i Cieśniny Ormuz będzie narastać, geopolityczna premia w cenach ropy prawdopodobnie pozostanie podwyższona, nawet jeśli do realnego ograniczenia dostaw ostatecznie nie dojdzie.
O problemach rynku energii pisaliśmy m.in. w artykule Iran eskaluje presję na USA, grozi lądowym atakiem na bazy. Cieśnina Ormuz podbija ceny ropy