Spokój na Wall Street to tylko pozory. Cisza przed burzą na S&P 500?

Główne indeksy Wall Street zachowują się stosunkowo spokojnie, choć zmienność pojedynczych spółek gwałtownie rośnie. Różnica między indeksem VIX a wskaźnikiem mierzącym przeciętną zmienność firm z S&P 500 osiągnęła rekordowe 34 punkty. Pozorny spokój rynku nie oznacza więc braku ryzyka. Zamias tego pokazuje jedynie, że wzrosty jednych akcji równoważą dziś spadki innych. Do czasu.

Najważniejsze wnioski

  • Niski indeks zmienności VIX opisuje zmienność całego indeksu, ale może nie pokazywać gwałtownych ruchów występujących w pojedynczych spółkach.
  • Wyjątkowo niska korelacja między akcjami sprawia, że dywersyfikacja tłumi wahania S&P 500, choć ryzyko w skoncentrowanych portfelach pozostaje wysokie.
  • Wyniki największych spółek technologicznych mogą zdecydować, czy obecna rozbieżność utrzyma się, czy inwestorzy zaczną ponownie sprzedawać cały rynek jednocześnie.

Dlaczego VIX nie pokazuje dziś całego ryzyka?

VIX mierzy oczekiwaną zmienność indeksu S&P 500, a nie przeciętne wahania wszystkich znajdujących się w nim spółek. Tymczasem indeks VIXEQ, oparty na zmienności poszczególnych firm, wyraźnie wzrósł. W normalnych warunkach oba wskaźniki poruszają się podobnie, ale w ostatnich trzech miesiącach ich zachowanie mocno się rozeszło.

Mechanizm jest prosty. Jeżeli połowa spółek mocno rośnie, a druga połowa równie silnie spada, cały indeks może pozostać niemal bez zmian. Inwestor obserwujący wyłącznie S&P 500 widzi spokojny rynek, podczas gdy właściciel kilku pojedynczych akcji może doświadczać dwucyfrowych wahań portfela.

Znaczenie tego zjawiska jest duże, ponieważ S&P 500 obejmuje 500 największych amerykańskich spółek i reprezentuje około 80% dostępnej kapitalizacji rynku akcji w USA. Stabilność indeksu bywa więc automatycznie interpretowana jako stabilność całej Wall Street, choć w obecnym otoczeniu taki wniosek może być mylący.

Rekordowa dyspersja uspokaja indeksy

Najlepszym przykładem obecnej rozbieżności były gwałtowne ruchy IBM i Goldman Sachs. Akcje IBM spadły w ciągu jednej sesji o 25% po rozczarowującej aktualizacji wyników, natomiast Goldman Sachs zyskał 9% po bardzo mocnych przychodach z bankowości inwestycyjnej. Dla indeksu ruchy te częściowo się zniosły, ale dla akcjonariuszy obu firm oznaczały zupełnie odmienne doświadczenia.

Takie zjawisko określa się jako wysoką dyspersję, czyli dużą różnicę między wynikami poszczególnych aktywów. Dyspersja może rosnąć podczas sezonu wyników, gdy inwestorzy mocno nagradzają spółki realizujące prognozy i równie gwałtownie karzą firmy, których wyniki nie uzasadniają wcześniejszych wycen.

Sesja z 22 lipca dobrze pokazywała ten układ. Dow Jones zyskiwał około 0,5%, S&P 500 pozostawał blisko poziomu odniesienia, a Nasdaq spadał o 0,3%. Jednocześnie sektor technologiczny ciążył rynkowi, podczas gdy spółki materiałowe i użyteczności publicznej rosły odpowiednio o około 1,6% i 1,2%.

Wall Street nie porusza się obecnie jako jeden rynek. Kapitał szybko przemieszcza się między spółkami i sektorami, pozostawiając główne indeksy w stosunkowo wąskim przedziale.

Fundusze zarabiają na różnicy między indeksem a spółkami

Rosnąca rozbieżność stworzyła atrakcyjne warunki dla tzw. transakcji dispersion. Strategie te wykorzystują różnicę między zmiennością opcji na cały indeks a zmiennością opcji na jego poszczególne komponenty. W praktyce inwestor zajmuje przeciwstawne pozycje na indeksie i koszyku akcji, zakładając, że korelacja między spółkami pozostanie niska albo zacznie rosnąć.

Popularność takich transakcji może dodatkowo wzmacniać obecne warunki. Banki sprzedające strategie inwestorom zabezpieczają swoje pozycje na rynku akcji i opcji, co może czasowo podtrzymywać dużą dyspersję oraz niską zmienność indeksu. Problem pojawia się wtedy, gdy zbyt wielu uczestników rynku posiada podobne pozycje.

Korelacja zwykle rośnie podczas gwałtownych wyprzedaży. Kiedy większość inwestorów zaczyna redukować ryzyko jednocześnie, wcześniejsze korzyści z dywersyfikacji mogą szybko zniknąć, a spokojny indeks może zacząć spadać równie gwałtownie jak jego najsłabsze komponenty.

Wyniki Big Tech mogą zakończyć pozorny spokój

Najbliższym testem są wyniki największych spółek technologicznych. Alphabet i Tesla rozpoczynają serię raportów firm z grupy „Magnificent Seven”, a inwestorzy będą oceniać przede wszystkim, czy wielomiliardowe wydatki na sztuczną inteligencję przekładają się na przychody, marże i przepływy pieniężne. Szczególną uwagę przyciągnie poziom nakładów inwestycyjnych, który może zdecydować o reakcji rynku nie tylko na wyniki pojedynczej spółki, ale całego sektora.

Dobre raporty mogą podtrzymać selektywny charakter hossy: zwycięzcy będą rosnąć, a słabsze spółki pozostaną pod presją. Seria rozczarowań mogłaby jednak podnieść korelację, ponieważ fundusze zaczęłyby ograniczać ekspozycję na cały segment technologiczny, zamiast wybierać między poszczególnymi firmami.

Dlatego w ramach analizy sezonu wyników spółek technologicznych warto obserwować nie tylko S&P 500 i Nasdaq, lecz także różnicę między VIX a VIXEQ, korelację implikowaną, szerokość rynku oraz zachowanie indeksu S&P 500 Equal Weight. Dopóki akcje poruszają się w różnych kierunkach, główne indeksy mogą wyglądać spokojnie. Prawdziwy test nadejdzie wtedy, gdy inwestorzy ponownie zaczną podejmować te same decyzje w tym samym czasie.

Globalna gospodarka może płatać figle. Firmy inwestujące w AI zwalniają pracowników, co opisaliśmy w artykule Amazon znowu zwalnia. Paradoks? Na bruk pójdą Ci, którzy pracowali nad AI, a ceny ropy wciąż straszą inwestorów. Pisaliśmy o tym m.in. w Iran eskaluje presję na USA, grozi lądowym atakiem na bazy. Cieśnina Ormuz podbija ceny ropy.