Ropa tanieje, 20 milonów baryłek płynie przez Ormuz. Nowy scenariusz dla inflacji i Btcoina?

Cena ropy Brent spadła od szczytów o ponad 40% do około 73 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI tąpnęła poniżej 70 USD, osiągając najniższe poziomy od końca lutego. Jeszcze kilka tygodni temu inwestorzy przygotowywali się na scenariusz z ropą kosztującą ponad 100 dolarów, gdy napięcia wokół Iranu i Cieśniny Ormuz wywoływały obawy o światowe dostawy. Dziś rynek gra już pod zupełnie inną historię: powrót eksportu z Bliskiego Wschodu i stopniową normalizację handlu.

Spadek cen energii natychmiast poprawił nastroje na giełdach, obniżył rentowności obligacji i zmniejszył obawy o kolejną falę inflacji… Ale jeszcze nie zdołał pomóc Bitcoinowi, który ponownie cofnął się poniżej 60 tysięcy dolarów i nie znajduje siły do odbicia. W końcu tańsza ropa sama w sobie jeszcze nie oznacza, że banki centralne mogą już odetchnąć z ulgą. Nie rozwiąże problemu uporczywej inflacji bazowej, choć jej spadek powinien wspierać ryzykowne aktywa.

Najważniejsze fakty

  • Ropa spadła do najniższych poziomów od końca lutego i przyłożyła się do spadku rentowności obligacji oraz wyższych cen akcji
  • Przez Cieśninę Ormuz w ciągu ostatnich 24 godzin przepłynęło ponad 20 mln baryłek ropy, co wyraźnie uspokoiło obawy o światowe dostawy.
  • J.P. Morgan zakłada średnią cenę Brent na poziomie około 60 dol. w 2026 r., a Goldman Sachs wskazuje, że przy szybszej odbudowie podaży ropa może spaść nawet w okolice 70 dol. pod koniec roku.

Co o ropie sądzą najwięksi z Wall Street?

Ropa tanieje, ponieważ inwestorzy przestali zakładać najgorszy scenariusz dla światowych dostaw surowca. Jeszcze kilka dni temu największym zagrożeniem było zablokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi około 20% światowego transportu ropy naftowej. Obecnie ruch tankowców stopniowo wraca do normy – w ciągu ostatniej doby z Zatoki Perskiej wypłynęło ponad 20 mln baryłek ropy, choć pełna normalizacja potrwa jeszcze kilka tygodni z powodu konieczności oczyszczenia szlaków żeglugowych. Dodatkowo rynek liczy na wzrost irańskiego eksportu po częściowym złagodzeniu amerykańskich ograniczeń, co zwiększa oczekiwaną podaż surowca.

Największe instytucje finansowe coraz wyraźniej skłaniają się ku scenariuszowi niższych cen ropy w kolejnych kwartałach. J.P. Morgan prognozuje, że średnia cena Brent może wynieść około 60 dolarów za baryłkę, argumentując to rosnącą podażą i słabszym popytem. Goldman Sachs również dostrzega ryzyko dalszych spadków – przy szybkiej normalizacji eksportu z Bliskiego Wschodu bank nie wyklucza zejścia cen do około 70 dolarów pod koniec 2026 roku, choć w scenariuszu ponownej eskalacji konfliktu Brent mogłaby ponownie przekroczyć 110 dolarów. UBS z kolei obniżył swoją prognozę do 85 dolarów za baryłkę na koniec roku, co jeszcze miesiąc temu wydawało się mało prawdopodobne.

Banki nie mają wątpliwości. Tańsza energia pomoże hossie – pisaliśmy o tym w artykule JPMorgan podnosi prognozę dla S&P 500. Tania ropa rozpędzi hossę?

Czy tańsza ropa oznacza niższą inflację?

Tak, ale wpływ nie będzie ani natychmiastowy, ani wystarczający, aby zakończyć walkę z inflacją. Tańsza ropa obniża koszty paliw, transportu i produkcji, dlatego z czasem może przełożyć się na niższe ceny wielu towarów i usług. Problem polega na tym, że banki centralne coraz większą uwagę zwracają na inflację bazową, która pozostaje wysoka mimo poprawy sytuacji na rynku energii. Ekonomiści zwracają uwagę, że spadek cen paliw może jednocześnie zwiększyć wydatki konsumentów, co paradoksalnie podtrzyma presję cenową w innych segmentach gospodarki. Dlatego Fed i Europejski Bank Centralny prawdopodobnie nie zmienią swojego nastawienia wyłącznie z powodu tańszej ropy.

Niższe ceny ropy powinny stopniowo przełożyć się na tańsze paliwa oraz niższe koszty działalności wielu firm. Najszybciej odczują to przedsiębiorstwa transportowe, logistyczne i przemysłowe, dla których paliwo jest jednym z największych kosztów operacyjnych. Korzyści mogą pojawić się również w handlu i produkcji, ponieważ spadną wydatki związane z dostawami oraz energią. Dla konsumentów oznacza to większą szansę na wolniejsze tempo wzrostu cen, choć efekt będzie rozłożony na kolejne miesiące.

Dla rynków najważniejsze będą tempo odbudowy światowej podaży oraz rzeczywisty popyt na ropę. Amerykańska Energy Information Administration przewiduje, że globalny popyt na ropę w 2026 roku może spaść nawet o 1,1 mln baryłek dziennie, co byłoby jedną z największych rewizji prognoz w ostatnich latach. Jednocześnie analitycy podkreślają, że rynek pozostaje wyjątkowo wrażliwy na wydarzenia geopolityczne – każda nowa informacja dotycząca Iranu, Cieśniny Ormuz lub decyzji OPEC może w ciągu kilku godzin zmienić kierunek notowań. To właśnie dlatego obecna przecena ropy wygląda bardziej jak zmiana oczekiwań niż definitywny koniec wysokiej zmienności na rynku energii.