Największy bank w USA, JPMorgan podnosi prognozę dla indeksu S&P 500 i otwarcie przyznaje, że był zbyt ostrożny. Analitycy podnieśli cel dla amerykańskiego rynku akcji na koniec 2026 roku do 7800 punktów, wskazując na dwa główne czynniki: eksplozję zysków związanych z AI oraz gwałtowny spadek cen ropy po deeskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Coraz więcej wskazuje na to, że Wall Street wraca do scenariusza niemal idealnego dla akcji. Paradoks? Właśnie wtedy rynek często staje się najbardziej podatny na rozczarowania. Prezes banku, Dimon skwitował sytuację w prostych słowach, mówiąc „Trwa rynek byka„. Czego dziś spodziewa się bank?
JPMorgan przyznaje: zyski spółek rosną szybciej od oczekiwań
JPMorgan podniósł prognozę dla indeksu S&P 500 z 7600 do 7800 punktów na koniec roku. Oznacza to około 6% potencjału wzrostowego względem obecnych poziomów. Najważniejszym argumentem banku pozostają wyniki spółek. Według Dubravko Lakosa-Bujasa, szefa strategii rynkowej JPMorgan, konsensus analityków zakłada obecnie średnio około 20-procentowy wzrost zysków przedsiębiorstw w ciągu najbliższych dwóch lat.
Co szczególnie interesujące, bank przyznaje, że skala pozytywnych rewizji prognoz jest historycznie wyjątkowa. Tak silne podnoszenie oczekiwań dotyczących zysków zwykle występuje po recesjach lub dużych szokach gospodarczych. Tym razem mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem bez recesji, a głównym źródłem optymizmu pozostaje boom związany ze sztuczną inteligencją. Inwestorzy coraz częściej traktują AI nie jako chwilową modę, lecz zjawisko zdolne realnie poprawiać biznesy.
Co prawda ostatnio bank ostrzegał przed spadkami, ale rynek szybko „zawrócił” na północ, na przekór słabej sezonowości w okresach letnich. Pisaliśmy o tym w artykule Omen Hindenburga wysłał sygnał, JPMorgan ostrzega przed sprzedażą akcji za 165 mld dolarów. Fala spadków?
Wojna z Iranem przestaje straszyć rynki
Drugim filarem optymizmu jest sytuacja geopolityczna. Jeszcze wiosną inwestorzy obawiali się, że konflikt amerykańsko-irański doprowadzi do trwałego wzrostu cen energii i nowej fali inflacji. Tymczasem podpisane memorandum porozumienia pomiędzy USA i Iranem znacząco zmieniło nastroje na rynku.
Kluczowym elementem porozumienia pozostaje przywrócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą. Chociaż część armatorów nadal zachowuje ostrożność, rynek coraz wyraźniej zakłada scenariusz trwałej deeskalacji.
To właśnie dlatego ceny ropy Brent spadły poniżej 75 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od początku konfliktu. W ciągu ostatniego miesiąca notowania surowca obniżyły się o około 27%, co stanowi jedną z najsilniejszych korekt na rynku energii od wielu lat.
Tania ropa staje się sprzymierzeńcem giełdy
Dla rynku akcji spadek cen ropy ma ogromne znaczenie. Niższe ceny energii oznaczają mniejszą presję inflacyjną, niższe koszty dla przedsiębiorstw oraz większą siłę nabywczą konsumentów. Innymi słowy, spada jeden z największych czynników ryzyka, który jeszcze kilka miesięcy temu mógł zmusić Fed do utrzymywania bardzo restrykcyjnej polityki pieniężnej.
Zmiana jest na tyle wyraźna, że nawet Międzynarodowa Agencja Energetyczna zaczęła oczekiwać nadwyżki ropy na globalnym rynku w 2027 roku. Jeszcze w marcu dominowały prognozy zakładające utrzymywanie się napiętej sytuacji podażowej.
Również największe banki zaczynają dostosowywać swoje prognozy. Goldman Sachs obniżył oczekiwaną cenę ropy Brent na trzeci i czwarty kwartał odpowiednio do 86 i 80 dolarów za baryłkę. Choć są to poziomy wyższe od obecnych notowań, kierunek zmian pozostaje jednoznaczny.
Wall Street zbliża się do scenariusza „Blue Sky”
JPMorgan twierdzi, że rynek coraz bardziej przypomina tzw. scenariusz „Blue Sky”, czyli wariant, w którym większość kluczowych czynników układa się korzystnie dla akcji. Z jednej strony inwestorzy obserwują rekordowe inwestycje w sztuczną inteligencję i bardzo silny wzrost zysków spółek technologicznych. Z drugiej strony znika część ryzyk geopolitycznych, a ceny energii gwałtownie spadają.
To połączenie tworzy niezwykle komfortowe środowisko dla rynku akcji. Nic dziwnego, że od początku roku indeks S&P 500 wzrósł już o niemal 8%, osiągając poziom ponad 7370 punktów. Problem polega na tym, że rynki finansowe najczęściej stają się najbardziej wrażliwe właśnie wtedy, gdy większość uczestników zaczyna wierzyć w scenariusz niemal idealny.
Obecnie Wall Street zakłada jednocześnie dalszy boom AI, mocne zyski spółek, niższe ceny ropy i brak poważnych problemów gospodarczych. Historia pokazuje, że taki układ potrafi utrzymywać się długo. Pokazuje również, że wystarczy jeden nieoczekiwany czynnik, aby inwestorzy szybko przypomnieli sobie o ryzykach, które dziś wydają się niemal całkowicie ignorowane.