Omen Hindeburga wysłał sygnał, JPMorgan ostrzega przed sprzedażą akcji za 165 mld dolarów. Fala spadków?

Omen Hindenburga pojawił się na nowojorskiej giełdzie już sześć razy w czerwcu, a JPMorgan ostrzega, że największe fundusze świata mogą w najbliższych dniach przeprowadzić wymuszoną sprzedaż akcji o wartości nawet 165 mld dolarów. Teoretycznie jest to mieszanka, która powinna niepokoić inwestorów. Tym bardziej że sygnały techniczne zaczynają wskazywać na pogarszającą się kondycję rynku pod powierzchnią rekordowych wzrostów indeksów. Problem polega na tym, że podobne ostrzeżenia pojawiały się już wielokrotnie w ostatnich latach. I niemal za każdym razem Wall Street ignorowała je bez większego problemu. Pytanie brzmi, czy tym razem będzie podobnie.

Najważniejsze fakty

  • Omen Hindenburga pojawił się sześć razy w ciągu ostatnich trzech tygodni, a historycznie po takich sygnałach S&P 500 był niżej po trzech miesiącach w ponad 60% przypadków.
  • JPMorgan szacuje, że globalne fundusze emerytalne, majątkowe i inne duże instytucje mogą sprzedać akcje o wartości około 165 mld dolarów przed końcem czerwca.
  • Największa potencjalna podaż może pochodzić z japońskiego GPIF, amerykańskich funduszy emerytalnych, norweskiego funduszu Norges Bank oraz szwajcarskiego banku centralnego.
  • Część podaży może zostać złagodzona przez fundusze mieszane, które według JPMorgan mogą kupić akcje za około 15 mld dolarów.

Hossa trwa, ale coraz mniej spółek ją napędza

Omen Hindenburga należy do najbardziej znanych wskaźników ostrzegających przed potencjalnym osłabieniem rynku. Nie analizuje on samych indeksów, lecz zachowanie pojedynczych spółek. Sygnał pojawia się wtedy, gdy indeksy ustanawiają nowe szczyty, a jednocześnie nietypowo duża liczba akcji tworzy nowe minima.

To właśnie taka sytuacja została zaobserwowana na Wall Street w ostatnich tygodniach. Indeksy pozostają blisko historycznych rekordów, jednak coraz większa część rynku nie uczestniczy już w hossie. Oznacza to pogarszającą się szerokość rynku, czyli zjawisko często obserwowane przed większymi korektami.

Sam sygnał nie jest jednak wyrocznią. Od 1970 roku pojawił się już 232 razy, a tegoroczny był piętnastym przypadkiem w 2026 roku. Statystycznie trzy miesiące później S&P 500 znajdował się niżej w ponad 60% przypadków, a mediana spadku wynosiła około 4,5%. To ostrzeżenie, a nie prognoza krachu.

Dlaczego analitycy zwracają uwagę właśnie teraz?

Kluczowe znaczenie ma nie tylko sam wskaźnik, ale również otoczenie rynkowe. Wall Street wchodzi obecnie w historycznie słabszy sezon dla akcji, a dodatkowo inwestorzy muszą ocenić politykę nowego przewodniczącego Fed Kevina Warsha.

Nie bez znaczenia pozostają również wyceny. Znaczna część rynku technologicznego jest notowana przy bardzo wysokich mnożnikach sprzedaży, a część indeksu handlowana jest powyżej dziesięciokrotności rocznych przychodów. Dodatkowym czynnikiem jest największe IPO w historii, które może absorbować część płynności inwestorów.

W praktyce nie chodzi więc o pojedynczy wskaźnik techniczny. Chodzi o fakt, że coraz więcej ostrzeżeń pojawia się jednocześnie. Właśnie dlatego część strategów uważa, że inwestorzy powinni dziś znacznie uważniej obserwować zachowanie rynku niż jeszcze kilka miesięcy temu.

JPMorgan ostrzega przed jedną z największych fal sprzedaży w historii

Równolegle pojawiło się ostrzeżenie dotyczące mechanicznej podaży akcji. Według JPMorgan fundusze emerytalne, fundusze majątkowe oraz inne duże instytucje mogą sprzedać akcje warte około 165 mld dolarów podczas rebalancingu przypadającego na koniec drugiego kwartału.

Mechanizm jest prosty. Większość takich funduszy utrzymuje stałe proporcje pomiędzy akcjami i obligacjami. Gdy akcje rosną znacznie szybciej niż obligacje, udział części akcyjnej staje się zbyt duży. Aby wrócić do założonych limitów ryzyka, fundusze muszą sprzedać część akcji i kupić obligacje.

To nie jest decyzja inwestycyjna wynikająca z oceny rynku. To mechaniczny proces wynikający z polityki zarządzania aktywami. Tegoroczny termin jest szczególnie ważny, ponieważ 30 czerwca przypada zarówno koniec kwartału, jak i półrocza, czyli jeden z dwóch najważniejszych terminów rebalancingu w całym roku obok 31 grudnia.

Kto może sprzedawać i dlaczego rynek może się tym nie przejąć?

Według JPMorgan amerykańskie fundusze emerytalne typu defined benefit, zarządzające aktywami o wartości około 9,6 bln dolarów, mogą sprzedać około 55 mld dolarów akcji. Bank zakłada przy tym, że realna aktywność rebalancingowa wyniesie mniej więcej jedną szóstą całkowitego implikowanego przepływu, ponieważ fundusze emerytalne historycznie mają luźniejszą dyscyplinę rebalancingu niż bardziej automatyczne strategie.

Największą pojedynczą podażą może odpowiadać japoński Government Pension Investment Fund, czyli największy fundusz emerytalny świata, zarządzający aktywami o wartości około 1,9 bln dolarów. JPMorgan szacuje, że GPIF może sprzedać około 60 mld dolarów globalnych akcji i równocześnie kupić podobną wartość obligacji.

Norweski Norges Bank, zarządzający funduszem majątkowym o wartości około 2,1 bln dolarów, może sprzedać kolejne 40 mld dolarów akcji, aby wrócić do docelowej alokacji wyznaczonej na koniec 2025 roku. Do tego dochodzi szwajcarski bank centralny. Jego udział akcji w portfelu wzrósł w pierwszym kwartale do 28% wobec wcześniejszego stabilnego poziomu około 25%. Według obliczeń JPMorgan może to oznaczać konieczność sprzedaży akcji za około 25 mld dolarów, choć gdyby SNB podniósł docelowy udział akcji do 30%, potencjalna sprzedaż spadłaby do około 8 mld dolarów.

Jedna grupa inwestorów może kupować, ale skala podaży nadal jest duża

Częściową przeciwwagą dla tej podaży mogą być fundusze mieszane, które działają według bardziej rygorystycznych miesięcznych harmonogramów rebalancingu. JPMorgan szacuje, że ten segment zarządza aktywami o wartości około 4 bln dolarów.

Ponieważ w bieżącym miesiącu globalne akcje były mniej więcej płaskie, a obligacje zachowywały się nieco lepiej, fundusze mieszane mogą działać odwrotnie niż fundusze emerytalne i majątkowe. Według szacunków banku mogą kupić akcje za około 15 mld dolarów.

To jednak nie zmienia ogólnego obrazu. Nawet po uwzględnieniu tego popytu potencjalna sprzedaż netto pozostaje bardzo duża i wynosi około 165 mld dolarów. Dla porównania podobne szacunki JPMorgan dla końca trzeciego kwartału 2025 roku wynosiły jedynie około 57 mld dolarów.

Historia pokazuje coś zupełnie innego

Jest jednak jeden problem. Podobne ostrzeżenia w ostatnich latach regularnie pojawiały się przed końcem kwartału i równie regularnie okazywały się mniej groźne, niż sugerowały nagłówki. W czerwcu 2023 roku JPMorgan ostrzegał przed sprzedażą za około 150 mld dolarów i możliwością spadku globalnych akcji nawet o 5%, a S&P 500 wzrósł w tym miesiącu o 6,6%.

W marcu 2024 roku Goldman Sachs alarmował o fali sprzedaży akcji przez fundusze emerytalne wartej 32 mld dolarów, największej od czerwca 2023 roku, a indeks ustanowił rekord dokładnie w dniu, w którym podaż miała uderzyć w rynek. Podobnie było w czerwcu 2025 roku. Rebalancing został zrealizowany zgodnie z harmonogramem, a S&P 500 ustanawiał nowe historyczne maksima 27 czerwca i ponownie 30 czerwca, czyli dokładnie w dniu, w którym proces miał zostać domknięty.

Popyt wciąż pozostaje silniejszy od ostrzeżeń

Największym problemem dla zwolenników scenariusza spadkowego pozostaje fakt, że rynek nadal znajduje bardzo wielu kupujących. Amerykańskie spółki prowadzą programy skupu akcji własnych na jedną z największych skal w historii, a inwestorzy detaliczni regularnie wykorzystują korekty do zakupów.

Dodatkowo ostatnie tygodnie przyniosły kilka silnych impulsów wspierających sentyment. Porozumienie pomiędzy USA i Iranem obniżyło ceny ropy, zmniejszyło obawy inflacyjne i poprawiło nastroje na rynkach. Równolegle trwa kolejna fala optymizmu wokół sztucznej inteligencji oraz sektora półprzewodników.

Dlatego obecny układ sił można podsumować dość prosto. Liczba sygnałów ostrzegawczych rośnie, a rynek wewnętrznie wygląda słabiej niż sugerują rekordy indeksów. Jednocześnie każda większa fala podaży jest jak dotąd skutecznie absorbowana przez inwestorów. To właśnie ta walka pomiędzy pogarszającymi się fundamentami rynku a nieustającym popytem może zadecydować o kierunku Wall Street w drugiej połowie roku.

Ostatnio o reakcji Wall Street na dane z USA pisaliśmy w artykule Z ostatniej chwili: Fed zszokował rynki, indeksy i Bitcoin reagują na decyzję. Ryzyko podwyżek stóp rośnie?