Metale ziem rzadkich nie dla Amerykanów? Politycy chcą zawieszenia inwestycji

W ostatnich dniach Brazylia stała się areną zaostrzającej się batalii o kontrolę nad strategicznymi surowcami. Tamtejsi politycy, należący do Partii Socjalizmu i Wolności (PSOL) złożyła do brazylijskiego Sądu Najwyższego wniosek o blokadę sprzedaży kopalni metali ziem rzadkich Serra Verde amerykańskiej firmie USA Rare Earth. Transakcja, wyceniana na 2,8 mld dolarów, miała być największym przejęciem w branży poza Azją, a jej celem było stworzenie pierwszej pozaazjatyckiej spółki zdolnej do pełnego cyklu eksploatacji tych surowców – od wydobycia, przez oczyszczanie, po produkcję gotowych wyrobów.

Serra Verde, właściciel złoża Pela Ema, jest jedyną kopalnią poza Azją (a przynajmniej – jedyną obecnie czynną), która na skalę przemysłową produkuje wszystkie cztery kluczowe metale ziem rzadkich wykorzystywane w magnesach: neodym, prazeodym, dysproz i terb. Złoże to, o szacowanej żywotności 25 lat i potencjale podwojenia wydobycia, jest uznawane za strategiczny atut Brazylii, która posiada trzecie co do wielkości rezerwy tych surowców na świecie – około 21 mln ton tlenków metali ziem rzadkich, co stanowi 23-24% globalnych zasobów. I chce rozwijać sektor ich wydobycia i przetwórstwa.

Politycy PSOL argumentują, że sprzedaż Serra Verde amerykańskiemu inwestorowi sprawi, że Brazylia utraci suwerenność nad strategicznymi zasobami, zwłaszcza w kontekście rosnącej konkurencji między mocarstwami o kontrolę nad łańcuchem dostaw metali ziem rzadkich. Jeśli Chiny – twierdzi partia – kontrolujące 69% globalnej produkcji i większość procesów separacji oraz rafinacji, już teraz dominują na rynku, to przejęcie Serra Verde przez USA Rare Earth mogłoby doprowadzić do dalszej marginalizacji Brazylii jako dostawcy surowców, a nie producenta gotowych wyrobów.

Tych inwestorów „lubimy”, a tych nie

Warto zauważyć, że brazylijski sektor koncentruje się głównie na wydobyciu, podczas gdy separacja i rafinacja – stanowiące 40-50% wartości dostaw – pozostają poza zasięgiem lokalnych firm. Tymczasem Chiny od dekad konsekwentnie budowały swoją dominację na rynku metali ziem rzadkich, kontrolując nie tylko wydobycie, ale też zwłaszcza przetwórstwo, co daje Pekinowi narzędzie geopolitycznego szantażu. W ostatnich latach Chiny wprowadzały kolejne restrykcje eksportowe, wymuszając na importerach uzyskiwanie zaporowych licencji, a nawet wstrzymując dostawy dla sektora obronnego.

Wizja nieograniczonego dyktatu Pekinu, bezwzględnie wykorzystującego swój szantaż do prób narzucania nierównoprawnych i faworyzujących Chiny warunków handlu, sprawiła, że Stany Zjednoczone i Unia Europejska – mimo że, oględnie mówiąc, ostatnimi czasy relacje mają dość burzliwe – właśnie porozumiały się dot. współpracy w dziedzinie surowców. W imię dywersyfikacji dostaw i przełamania chińskiego monopolu, Waszyngton i Bruksela zapowiedziały wspólne inwestycje, wsparcie dla innowacji oraz wprowadzenie cen minimalnych, by umożliwić konkurencję z subsydiowanymi chińskimi dostawcami.

Co ciekawe, brazylijska lewica, która teraz protestuje przeciwko amerykańskim inwestycjom, nie wyrażała podobnych obiekcji wobec chińskich inwestycji w sektorze metali ziem rzadkich. Chiny od lat angażowały się w Brazylii, zarówno poprzez bezpośrednie inwestycje, jak i umowy handlowe, nie napotykając na taki opór. W 2025 r. Brazylia i Chiny podpisały nawet porozumienia dotyczące surowców krytycznych, a chińskie firmy zyskały dostęp do brazylijskich złóż bez większych kontrowersji. Dopiero gdy na horyzoncie pojawił się amerykański inwestor, politycy zaczęli podnosić kwestię suwerenności i strategicznej kontroli