FIFA lubi opowiadać o mundialu językiem wielkiego święta. Największy turniej świata, pełne stadiony, globalna euforia, kibice z każdego kontynentu i futbol jako produkt tak potężny, że właściwie sprzedaje się sam. Problem w tym, że przy Mistrzostwach Świata 2026 ta opowieść zaczyna zderzać się z czymś dużo mniej romantycznym: realnym popytem.
FIFA mówiła o komplecie. Rynek pokazuje coś innego
FIFA obiecywała wydarzenie wyprzedane do ostatniego miejsca. Gianni Infantino mówił w lutym, że „każdy mecz jest już wyprzedany”, choć organizacja miała zostawić część biletów na ostatnią sprzedaż. Tymczasem redaktorzy BBC znaleźli tysiące wejściówek dostępnych na różnych platformach. W tym bilety na mniej atrakcyjne mecze sprzedawane poniżej ceny nominalnej.
Największe reprezentacje raczej nie będą miały problemu z frekwencją. Argentyna, Brazylia, Anglia, Niemcy czy Hiszpania to marki, które potrafią zapełniać stadiony nawet wtedy, gdy ceny bolą bardziej niż dogrywka w 35-stopniowym upale. Problem zaczyna się przy meczach mniejszych reprezentacji. Tam magia mundialu nie zawsze wystarcza, jeśli za wejściówkę trzeba zapłacić jak za małe wakacje.
BBC wskazuje, że na oficjalnych kanałach i rynkach wtórnych wciąż można znaleźć duże pule biletów. Według TicketData w pewnym momencie dostępnych miało być blisko 74 tys. biletów na 86 ze 104 meczów. Później liczby na oficjalnej stronie FIFA gwałtownie spadły, potem częściowo wróciły, a równolegle rosła widoczność ofert na platformach zewnętrznych. Tego nie da się jednoznacznie wyjaśnić bez dostępu do danych FIFA, ale samo zamieszanie pokazuje, jak mało przejrzysty stał się cały proces.
Za drogo nawet jak na mundial?
Najbardziej bolesne dla FIFA jest to, że rynek zaczyna sam robić korektę. Jeśli wejściówki na mniej atrakcyjne spotkania można kupić poniżej ceny nominalnej, to znaczy, że pierwotna wycena nie spotkała się z popytem. Proste.
Dla FIFA puste miejsca byłyby problemem nie tylko finansowym. Byłyby też wizerunkową rysą na największym mundialu w historii. Zwłaszcza po Klubowych Mistrzostwach Świata, gdzie bilety na niektóre mecze potrafiły nagle drastycznie tanieć, byle tylko stadiony nie świeciły pustkami.
Mundial nadal będzie wielkim biznesem. Co do tego nie ma wątpliwości. Ale jeśli nawet FIFA zaczyna zderzać się z oporem portfeli, to znaczy, że rynek wysyła prosty komunikat: futbol jest globalny, emocje są globalne, ale cierpliwość kibiców wobec cen już niekoniecznie.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
Polska deklasuje Niemcy: stacje benzynowe pokazują brutalną prawdę. Sąsiad biednieje?
Ty też zapłacisz rachunek za wojnę? Ponad milion miejsc pracy w UE zagrożonych
Świat płonie i tonie, a wielki kapitał już liczy zyski. Klimat stworzy rynek za 20 bilionów dolarów