Wielka geopolityka czasem zaczyna się od rakiet, komunikatów wojskowych i nerwowych telefonów między przywódcami. Ale bardzo szybko kończy się w miejscach dużo bardziej przyziemnych, czyli na stacjach benzynowych. Zaczęła tydzień od mocnego wzrostu po tym, jak Iran w niedzielę wieczorem wystrzelił pociski balistyczne w kierunku Izraela. Według danych rynkowych Brent rósł w okolice 96 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI znajdowała się powyżej 93 dolarów. Rynek zareagował natychmiast, bo na Bliskim Wschodzie każda kolejna salwa to nie tylko problem wojskowy, ale też pytanie o ropę i globalne dostawy energii.
Rynek ropy żyje od rakiety do rakiety
Irański atak był pierwszym bezpośrednim uderzeniem na Izrael od czasu zawieszenia broni z kwietnia. Według izraelskich władz wszystkie pociski zostały przechwycone i nie było ofiar. Teoretycznie więc można byłoby powiedzieć, że systemy obrony zadziałały, szkody są ograniczone, rynki powinny odetchnąć.
Tyle że ropa nie reaguje wyłącznie na to, co już się wydarzyło. Reaguje na to, co może wydarzyć się za chwilę. Izrael odpowiedział uderzeniami w cele w zachodnim i centralnym Iranie, mimo że Donald Trump publicznie próbował studzić sytuację. W rozmowie z mediami przekonywał, że USA „rozdają karty”, a Benjamin Netanjahu nie będzie miał wyboru, jeśli Waszyngton doprowadzi do porozumienia z Teheranem. Rynek ropy nie ufa deklaracjom, gdy w tle słychać eksplozje.
Ormuz pozostaje najważniejszym punktem dla inwestorów
W całej tej historii najważniejszym miejscem nie jest nawet Tel Awiw, Teheran czy Waszyngton. Jest nim Cieśnina Ormuz. Jeżeli szansa na jej pełne odblokowanie rośnie, ceny oddychają. Jeżeli rośnie ryzyko załamania rozmów, ropa natychmiast dostaje rykoszetem.
W ostatnich dniach inwestorzy łapali się nadziei, że dyplomatyczny przełom między USA a Iranem może przybliżyć powrót większej normalności. Dlatego wcześniejsze sygnały o możliwym porozumieniu pomagały studzić ceny. Teraz ta nadzieja znów dostała w twarz.
Jeśli negocjacje przetrwają, rynek może uznać obecny skok za nerwową korektę. Jeśli jednak dyplomacja się posypie, ropa może dostać kolejny impuls w górę. A wtedy problem przestanie być wyłącznie bliskowschodni. Droższa ropa to droższe paliwo, transport, energia i większa presja inflacyjna.
Iran i Izrael mogą wymieniać ciosy tysiące kilometrów od Polski, ale rachunek za tę wymianę bardzo łatwo może wylądować także przy naszym dystrybutorze.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
Inflacja zszokuje rynki niczym w 2022 roku? Na te dane czekaja inwestorzy w tym tygodniu
Loty likwidowane, bilety drożeją. Linie lotnicze duszone cenami paliwa
Te liczby wpłyną na gospodarkę i rynek krypto. Mamy najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy