Banki w Turcji: trudności z kredytami przez niepewność polityczną

Na fali politycznej niepewności związanej z mającymi miejsce wyborami tureckie banki wstrzymują udzielanie kredytów. Z tym problemem mierzą się zarówno kredytobiorcy indywidualni, jak i przedsiębiorstwa. Sytuacja związana jest z mającymi miejsce wyborami oraz obawami przed postępującą niestabilnością w kraju.

W związku z tym niektóre banki opóźniają lub odkładają na później decyzje o przyznaniu kredytów, inne zaś zupełnie z tego zrezygnowały. Instytucje bankowe są ogromnie niechętne angażowaniu środków w chwili, gdy nie wiadomo, jakie warunki będą panowały w kraju za kilka tygodni, zaś niedawne zarządzenia banku centralnego mogą zarówno okazać się bardzo trwałymi, jak i zupełnie efemerycznymi – wszystko w zależności od potencjalnego zachowania organów państwowych.

Sezon na tureckie banki

Dzień po pierwszej turze wyborów, 16 maja, Centralny Bank Republiki Tureckiej wydał zarządzenie rozszerzające wymogi wobec banków komercyjnych w zakresie utrzymywania zabezpieczeń udzielonych pożyczek. Będą one zobowiązane do zakupów mających służyć w tej roli obligacji, jak również utrzymywania określonego poziomu gotówki, by umożliwić klientom wypłaty.

Turecki bank centralny znajduje się pod silnym wpływem rządu i prezydenta, który od dawna naciska na obniżanie wysokości stóp procentowych w celu walki z wysoką inflacją. Znajduje się on ponadto pod presją oczekiwań elektoratu, mającego – w związku z wyborami – szczególnie istotne znaczenie.

Wedle wypowiedzi przedstawicieli tureckich banków, może (i najpewniej musi) zaowocować to zaostrzeniem warunków udzielania kredytów. Co z kolei dodatkowo zniechęci do nich odbiorców, już i tak bardzo nieufnych wobec zarówno instytucji bankowych, jak i samej waluty narodowej. Lira od dłuższego czasu poddana jest wysokiej presji inflacyjnej, co w połączeniu z innymi problemami ekonomicznymi i niepewną przyszłością kraju owocuje eksplozją popularności złota i kruszców jako lokaty kapitału i oszczędności.

W imieniu ludu

Tłem tej sytuacji jest naturalnie sytuacja polityczna. Niedawno, 14 maja, odbyły się w Turcji wybory parlamentarne, a także (co bardziej istotne, biorąc pod uwagę obecnie panujące tam zasady ustrojowe) pierwsza tura wyborów prezydenckich.

Były one powszechnie postrzegane jako pierwsze od dłuższego czasu zagrożenie dla władzy obecnego prezydenta, Recepa Tayyipa Erdoğana, oraz jego narodowo-islamistycznej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Pozostają oni u steru państwa od dwóch dekad, przed laty ciesząc się rekordowym poparciem i zbierając owoce ówczesnego rozwoju gospodarczego Turcji.

Zobacz też: Turcja własnymi rezerwami zaspokaja popyt wewnętrzny na złoto

Obecnie jednak ekonomia kraju przeżywa bardzo istotne trudności, panuje wysoka inflacja, zaś realny poziom życia szerokich kręgów ludności spada. Na to wszystko nałożyły się też reakcje po niedawnym, mającym miejsce przed dwoma miesiącami trzęsieniu ziemi, w którym zginęło od 50 do 60 tys. ludzi, 2 miliony pozbawiło ono domów, zaś straty przekroczyły 100 mld. dol.

Partia rządząca oraz Erdoğan osobiście byli szeroko obwiniani nie tylko za nieprzygotowanie do akcji ratunkowej, ale także, może przede wszystkim, za patrzenie przez palce na praktykę ignorowania przepisów bezpieczeństwa przez powiązanych z władzami deweloperów. W ubiegłych latach mieli oni w ten sposób redukować koszty, co jednak okazało się mieć katastrofalne konsekwencje dla ludności.

Ciemność widzę

O ile zatem większość w parlamencie utrzymała AKP z koalicjantami, o tyle wynik drugiej, zaplanowanej na 28 maja, nie jest jeszcze przesądzony, jakkolwiek Erdogan uchodzi za ich faworyta. Zmierzy się on z kandydatem opozycji, Kemalem Kılıçdaroğlu, reprezentującym centrowo-nacjonalistyczną Republikańską Partię Ludową (CHP) i popieranemu przez szereg innych formacji.

Przedwyborcze sondaże mówiły o istotnej przewagę Kılıçdaroğlu nad Erdoğanem. Tym większe zaskoczenie wywołały wyniki wyborów, w której to Erdoğan osiągnął znacznie lepsze poparcie i niemal zwyciężył w pierwszej turze. Choć nie ma jednoznacznych dowodów na zainscenizowany „cud nad urną”, to opozycja twierdzi, że miało miejsce tysiące nieprawidłowości. Instytucje państwowe, teoretycznie neutralne, obsadzone są przez osoby związane z AKP i również sprzyjają tej partii.

Nie wiadomo, kto (i czy obiektywnie) będzie rozpatrywał skargi na proces wyborczy, i czy przebiegnie on bez protestów, zamieszek i innych gwałtownych zawirowań. Wszystko to, niezależnie od stosunku do stron politycznego sporu, potęguje ekonomiczne obawy i ostrożność zarówno indywidualnych Turków, jak i tureckich banków.



Może Cię zainteresować:

BankikredytypolitykaTurcja
Komentarze (0)
Dodaj komentarz