Najwięksi światowi armatorzy wstrzymują obsługę transportu, którego adresatem jest Kuba – a przynajmniej niektórzy z nich. Francuski gigant żeglugowy CMA CGM oraz niemiecki Hapag-Lloyd ogłosiły natychmiastowe zawieszenie wszystkich rejsów i rezerwacji ładunków na tę wyspę oraz z niej pochodzących. Jest bardzo prawdopodobne, jeśli nie wręcz prawie pewne, że nie będą one jedynymi takimi podmiotami, niezależnie czy z grona większych, czy mniejszych operatorów.
Przyczyną jest zaostrzenie amerykańskich sankcji wymierzonych w kubański reżim. Komunistyczna Kuba od dekad pozostawała obłożona retorsjami, jednak od dawna nie były one tak kompleksowe i dojmujące jak obecnie. Wraz z początkiem bieżącego maja Waszyngton zaostrzył restrykcje, obejmując sankcjami wtórnymi m.in. zagraniczne podmioty prowadzące transakcje z kubańskimi instytucjami powiązanymi z obronnością, energetyką, górnictwem czy finansami.
Subtelna perswazja sankcji wtórnych
Amerykańskie OFAC (Office of Foreign Assets Control), organ waszyngtońskiego Departamentu Skarbu odpowiedzialny za egzekwowanie sankcji międzynarodowych, wyznaczył zagranicznym firmom oraz instytucjom finansowym termin do 5. czerwca na wygaszenie wszystkich swoich aktywności prowadzonych wespół z sankcjonowanymi podmiotami kubańskimi oraz ich bytami zależnymi, sygnalizując w przeciwnym przypadku groźbę aktywowania sankcji wtórnych.
W praktyce oznacza to, że największe światowe linie żeglugowe z dnia na dzień przestały przyjmować jakiekolwiek zlecenia związane z Kubą – w praktyce bowiem większość lub niemal cała tamtejsza gospodarka jest w ten czy inny sposób kontrolowana przez podmioty w ten czy inny sposób związane z komunistycznym reżimem w Hawanie – tym samym dodatkowo komplikując handel morski wyspy i odcinając ją od globalnych łańcuchów dostaw.
Wedle szacunków, może to doprowadzić do nawet 60-procentowej redukcji wolumenu ruchu morskiego Kuby. Najsilniej uderzy to w dostawy z Chin, ale również połączenia z Europą Północną i basenem Morza Śródziemnego. Kluczowym elementem ma być całkowite odcięcie od rynków GAESA (Grupo de Administración Empresarial S.A.), rozległego molocha biznesowego powiązanego z kubańskimi siłami zbrojnymi i kontrolującego znaczą część tamtejszej gospodarki.
Amerykańskie restrykcje nie ograniczają się do armatorów. Zaostrzenie sankcji doprowadziło już do wycofania się kanadyjskiej spółki górniczej Sherritt International z prowadzonych na wyspie przez wiele lat operacji kopalń niklu i kobaltu.
Kuba w mroku i zastoju
Trzeba przyznać, że wszystko to nie mogło mieć miejsca – przynajmniej z punktu widzenia reżimu w Hawanie – w gorszym momencie. Kuba znajduje się w najgłębszym kryzysie w swej najnowszej historii. Tamtejsza centralnie planowana gospodarka, od dekad zmagająca się z brzemieniem nieefektywnego wykorzystania i tak skąpych zasobów, powszechnej korupcji oraz chronicznie niekompetentnego zarządzania, znajduje się w stanie głębokiego rozkładu – teraz zaś praktycznie stanęła w miejscu.
Po utracie dostaw dotowanej ropy z Wenezueli, a potem także odcięciu jej dopływu z Meksyku, Kuba pozostała w praktyce bez źródeł zasilania (tamtejsze elektrownie, od dawna nieremontowane, są w większości opalane ropą). W tym tygodniu władze przyznały, że zupełnie zabrakło im paliwa niezbędnego do utrzymania pracy elektrowni. Jego brak unieruchomił zresztą nie tylko elektrownie, ale i transport, rolnictwo oraz przemysł, pogłębiając kryzys humanitarny i prowokując rozruchy społeczne.
Rezerwy walutowe kurczą się w zastraszającym tempie, łańcuchy dostaw żywności i leków w dużej mierze ustały, turystyka – jedno z nielicznych źródeł twardej waluty – zamarła. Reżim traci nawet resztki zdolności do utrzymania podstawowych funkcji państwa. Niestety, jedna jedyna funkcja tego komunistycznego państwa – aparat represji wymierzonych w Kubańczyków – nadal działa.
Po nas choćby potop
Mimo katastrofalnej sytuacji gospodarczej i społecznej, kubańskie elity rządzące koncentrują się bowiem przede wszystkim na utrzymaniu własnej władzy, troskę o kraj i mieszkańców pozostawiając na dalekim drugim miejscu (o ile w ogóle). Według ujawnionych amerykańskich informacji wywiadowczych, od 2023 r. Kuba zdążyła zgromadzić ponad 300 dronów bojowych o różnym stopniu zaawansowania, sprowadzonych głównie z Rosji i Iranu, które rozmieszczono w strategicznych lokalizacjach.
W ostatnich tygodniach Kuba miała rozpaczliwie zabiegać o kolejne dostawy dronów od Moskwy, a jej oficerowie analizowali irańskie metody walki. Drony te miałyby znaleźć zastosowanie w przypadku scenariusza „wenezuelskiego”, tj. amerykańskiej interwencji zbrojnej. Scenariusza tego Hawana ma się obawiać w szczególności, bowiem (być może jako jedyny) z całą pewnością gwarantowałby detronizację reżimu i rządzącej wyspą od niemal siedmiu dekad komunistycznej elity.
Choć liczba i potencjał zgromadzonych dronów, jak i innych asymetrycznych środków walki, pozostają żałośnie niskie w porównani do możliwości, przykładowo, irańskich czy ukraińskich (o siłach zbrojnych USA nie wspominając), to mają one dać kubańskim władzom cień nadziei, podnosząc koszty ewentualnej interwencji. W Hawanie rozważać miano potencjalne użycie tych systemów przeciwko bazie Guantanamo, okrętom US Navy czy nawet Key West – nawet jeśli szansa na uzyskanie trafień byłaby znikoma.
Warto też pamiętać, że nawet samo zatankowanie i wystrzelenie tych dronów, podobnie jak rozśrodkowanie ich samych oraz ich wyrzutni, wymaga paliwa – którego Kuba może już nie mieć