Amerykańska administracja federalna ogłosiła w tym tygodniu zaostrzenie sankcji wymierzonych w reżim kubański. W ten sposób Kuba, która przeżywa najgorszy w swej historii kryzys gospodarczy – będący kumulacją skutków dekad uporczywego trzymania się niewydolnego, przeżartego niekompetencją i korupcją modelu gospodarki „uspołecznionej” vel socjalistycznej – otrzymała kolejny ekonomiczny cios, którego w praktyce nie bardzo ma jak zaabsorbować. Co nie znaczy, że rządząca elita komunistyczna nie zamierza i tak starać utrzymać się u władzy za wszelką cenę.
W sposób, który może sugerować pewną złośliwość, Biały Dom ogłosił dekret dotyczący sankcji w dniu obchodów 1-majowych na Kubie. Znacząco poszerza one zakres retorsji finansowych, wizowych i prawnych wobec osób fizycznych, podmiotów oraz instytucji powiązanych z rządem kubańskim – obejmując nie tylko dygnitarzy, urzędników i funkcjonariuszy oraz członków ich rodzin, ale też firmy i osoby trzecie, zwłaszcza te współpracujące z tamtejszym aparatem represji, kojarzone z udokumentowanymi naruszeniami praw człowieka, lub też zaangażowane w działalność korupcyjną.
Dekret wprowadza również mechanizm sankcji wtórnych wobec firm zagranicznych zaangażowanych w kluczowe segmenty gospodarki wyspy – sektor naftowy, górnictwo i bankowość. W odróżnieniu od mających głównie charakter symboliczny i lub stanowiących jedynie osobisty problem sankcji wizowych czy majątkowych, te ostatnie mogą faktycznie odciąć resztki „tlenu”, jaki dopływa do kubańskiej gospodarki, odstraszając i tak już nielicznych inwestorów lub partnerów biznesowych. Odcięcie od systemu finansowego USA może im bowiem przysporzyć większych strat niż inwestycje – zysków.
Sztuka dyplomacji
Wszystkie te restrykcje mają na celu, jak zaznaczono, „pociągnięcie do odpowiedzialności reżimu kubańskiego za wsparcie wrogich aktorów, terroryzm i destabilizację regionalną”. Uzasadnienie to, choć dość generyczne, wskazuje, dlaczego waszyngtońska administracja zajmuje twarde stanowisko wobec Hawany. Pokrótce – chodzi o fakt, że Kuba przez dekady wspierała i finansowała skrajnie lewicowe grupy zbrojne i wywrotowe, w tym również w samych Stanach (i to nawet w ostatnich latach), miała też, wedle różnych podań, oferować bazy aktorom wrogim USA (nie tylko Chinom i Rosji, ale też np. Hezbollahowi).
Zaostrzone sankcje są zarazem szerszej strategii Waszyngtonu, mających na celu wywarcie maksymalnej presji na reżim kubański po obaleniu przez USA rządu Wenezueli – dotychczasowego głównego sponsora Hawany – w ten sposób, aby do podobnych zmian doprowadzić i na Kubie. Waszyngton stara się przy tym doprowadzić do tego w sposób dyplomatyczny – w optymalny sposób wymuszając zawarcie „dobrowolnego” porozumienia z kubańskimi władzami przewidującego wymianę ekipy u władzy oraz radykalną reorientację polityki wewnętrznej, zagranicznej i gospodarczej przez nowy rząd.
Państwo wyłącza światło
Wymusić to porozumienie ma z kolei sytuacja gospodarcza, w jakiej znajduje się Kuba. W pierwszych miesiącach tego roku wyspa odnotowała załamanie krajowego systemu elektroenergetycznego. W marcu doszło do co najmniej trzech ogólnokrajowych blackoutów (w tym 16 marca całkowitego, pozostawiając 11 mln mieszkańców bez zasilania). Dzienne deficyty mocy przekraczały 1700 MW przy zapotrzebowaniu szczytowym rzędu 3000 MW, a rzeczywista generacja spadała poniżej 1300 MW. W kwietniu deficyt sięgnął miejscami 1800 MW, przy czym dziewięć bloków elektrowni pozostawało wyłączonych.
Przyczyną bezpośrednią był gwałtowny spadek dostaw ropy. Kubańskie elektrownie, nieremontowane od czasów sowieckich i rozpaczliwie nieefektywne, są zaś w znaczącej większości opalane ropą. Tymczasem w styczniu tego roku, po interwencji USA w Wenezueli i nałożeniu karnych ceł na dostawców paliw do Hawany, import naftowy na wyspę spadł niemal do zera (dla porównania, w 2025 r. Kuba sprowadzała średnio 1,2 miliona baryłek ropy miesięcznie, gł. z Wenezueli i Meksyku). W 2026 r. dostawy z Wenezueli i Meksyku ustały, a sporadyczne transporty z Rosji pokrywają drobny ułamek potrzeb.
Kuba idzie na dno
Efektem są planowe wyłączenia sięgające 18–20 godzin na dobę, zawieszenie operacji w szpitalach, zamknięcia szkół i przedsiębiorstw oraz problemy z dostawami wody pitnej, której pompowanie zależy od silników diesla. Transport publiczny i prywatny uległ znacznemu ograniczeniu, co przełożyło się na dalsze zakłócenia w łańcuchach dostaw żywności i leków. Co za tym idzie, inflacja wystrzeliła w górę, rezerwy walutowe kurczą się, zaś krajowa gospodarka w dużej mierze zamiera. I to nie tylko państwowe zakłady przemysłowe, ale też turystyka, jedno z nielicznych źródeł twardej waluty dla reżimu.
Wiele relacji sugeruje, że Kuba pogrążyła się w odmętach czarnego kryzysu głównie lub jedynie na skutek amerykańskich sankcji. Nie jest to prawdą. Amerykanie faktycznie odcięli wyspie dostawy półdarmowej ropy z Wenezueli, która przez ostatnie lata stanowiła dlań ekonomiczną kroplówkę. Jednak sama sytuacja, w której Kuba nie jest w stanie zupełnie funkcjonować bez nieprzerwanego i masywnego wsparcia finansowego z zewnątrz – a formą tychże była i niegdysiejsza pomoc sowiecka, i otrzymywana za bezcen ropa od zaprzyjaźnionego reżimu w Caracas – stanowi wyłączną „zasługę” komunistycznych władz.