Akcje Regeneron Pharmaceuticals mocno spadają po nieudanym badaniu klinicznym dotyczącym leczenia czerniaka, a reakcja rynku pokazuje, że inwestorzy przestają traktować problem jako jednorazowe potknięcie. Kurs spółki momentami tracił prawie 10%, schodząc w okolice 616-620 USD, czyli wyraźnie poniżej 52-tygodniowego szczytu przy około 821 USD.
Bezpośrednim powodem przeceny okazała się porażka badania fazy 3 dla terapii opartej na fianlimabie i cemiplimabie. Wall Street zaczyna patrzeć szerzej: nie tylko na jeden lek, ale na jakość całego pipeline’u onkologicznego firmy. To dlatego kilka największych instytucji analitycznych praktycznie jednocześnie obniżyło wyceny spółki i prognozy jej przyszłego wzrostu.
Najważniejsze fakty
Regeneron nie osiągnął kluczowego celu badania klinicznego. Terapia oparta na fianlimabie i cemiplimabie nie wykazała statystycznie istotnej przewagi nad pembrolizumabem w leczeniu pierwszej linii przerzutowego czerniaka.
Analitycy obniżają wyceny i prognozy sprzedaży. Bernstein, RBC, Truist i Piper Sandler obniżyły ceny docelowe dla akcji. Część banków mocno ścięła oczekiwane przyszłe przychody z programu.
Rynek zaczyna wątpić w strategię rozwoju onkologii Regeneron. Seria problemów klinicznych i operacyjnych sprawia, że inwestorzy coraz częściej pytają, czy firma nadal potrafi tworzyć przełomowe terapie, czy raczej próbuje doganiać konkurencję.
Co dokładnie poszło nie tak?
Badanie dotyczyło terapii dla pacjentów z przerzutowym czerniakiem. Regeneron testował połączenie dwóch leków: fianlimabu i cemiplimabu. Wyniki na pierwszy rzut oka nie wyglądały fatalnie. Pacjenci otrzymujący terapię żyli średnio 11,5 miesiąca bez progresji choroby, podczas gdy grupa leczona pembrolizumabem osiągnęła 6,4 miesiąca.
Problem polega na tym, że w medycynie i badaniach klinicznych sama „liczbowa poprawa” nie wystarcza. Wynik musi jeszcze spełnić wymogi statystyczne pokazujące, że przewaga nie jest dziełem przypadku. Tutaj badanie minimalnie nie dowiozło oczekiwanego poziomu. Współczynnik ryzyka wyniósł 0,845, a p-value 0,0627. Rynek oczekiwał wyniku poniżej 0,05. I właśnie ten detal wywołał tak gwałtowną reakcję inwestorów.
Dlaczego Wall Street jest aż tak rozczarowana?
Największy problem tkwi w tym, że wcześniejsze dane wyglądały znacznie lepiej. W fazie 1 badania mediana przeżycia bez progresji choroby sięgała nawet 24 miesięcy. Dlatego oczekiwania wobec programu były bardzo wysokie. Dodatkowo samo badanie było wcześniej opóźniane z powodu zbyt wolnego napływu wymaganych danych od pacjentów, co już wcześniej budziło pewne obawy rynku.
Po publikacji wyników kilka dużych instytucji analitycznych praktycznie natychmiast obniżyło swoje wyceny dla spółki:
- Bernstein SocGen Group obniżył target z 916 USD do 861 USD
- RBC Capital Markets obciął wycenę z 762 USD do 707 USD
- Truist Securities zredukował target do 778 USD
- Piper Sandler obniżył cenę docelową do 855 USD
Niedawno Michael Burry ostrzegał przed ostrymi spadkami indeksów akcji na giełdach. Czy nie myli się tym razem? Opisaliśmy to w artykule Bank of America ostrzega przed echem 1998 roku. Co o akcjach sądzi „Big Short” Michael Burry?
Bernstein i Piper pokazują skalę problemu
Najbardziej wymowne były jednak zmiany w modelach finansowych analityków. Bernstein całkowicie usunął fianlimab ze swojego modelu wyceny, wykreślając około 1,2 mld USD oczekiwanej sprzedaży szczytowej uwzględnianej wcześniej po korekcie o prawdopodobieństwo sukcesu. To bardzo ważne, bo oznacza, że część rynku przestała już traktować ten program jako istotny motor przyszłego wzrostu.
Dodatkowo Bernstein obniżył mnożniki wyceny całej spółki:
- prognozowany wskaźnik P/E na 2027 rok spadł z 16x do 15x
- mnożnik EV/revenue został obniżony z 4,8x do 4,5x
Mówiąc prościej: analitycy zaczęli wyceniać Regeneron mniej hojnie nie tylko z powodu jednego leku, ale dlatego, że spada zaufanie do całej historii wzrostowej firmy. Jeszcze mocniej zareagował Piper Sandler. Bank obniżył prawdopodobieństwo sukcesu projektu z 50% do zaledwie 15%, a przewidywaną premierę terapii przesunięto z 2027 na 2030 rok. Dodatkowo prognozy szczytowej sprzedaży zostały obcięte do 72 mln USD z wcześniejszych 521 mln USD. Konsensus Wall Street zakładał wcześniej około 1,2 mld USD potencjalnej sprzedaży.
Rynek zaczyna zadawać pytania o strategię firmy
Pojedyncze nieudane badanie nie musi być katastrofą dla firmy biotechnologicznej. Problem polega na tym, że to kolejne rozczarowanie w krótkim czasie. Analitycy RBC zwracają uwagę także na: wcześniejsze niepowodzenie itepekimabu, problemy związane z wdrażaniem Eylea HD, kwestie produkcyjne… Oraz mniej konkurencyjną etykietę dla części produktów
To zaczyna tworzyć narrację, w której inwestorzy zastanawiają się, czy Regeneron nadal jest firmą wyznaczającą kierunek rynku, czy raczej próbuje doganiać konkurencję. Coraz częściej pojawia się też określenie „me-too pipeline”, czyli rozwijanie terapii podobnych do istniejących rozwiązań zamiast tworzenia wyraźnie przełomowych leków.
A jednak nie wszystko wygląda źle
W całej tej historii jest też druga strona, o której rynek chwilowo mniej mówi. Regeneron nadal pozostaje bardzo mocną finansowo firmą. Spółka ma więcej gotówki niż długu, a jej główne biznesy nadal generują solidne przepływy pieniężne. Sanofi i Regeneron wciąż notują dobre wyniki wokół Dupixentu, który pozostaje jednym z najmocniejszych leków w portfolio firmy. Część analityków uważa też, że Eylea HD zaczyna wracać na właściwe tory po wcześniejszych problemach.
Co ciekawe, nie wszyscy na Wall Street stali się nagle pesymistami. BofA Securities utrzymał rekomendację „Kupuj” i cenę docelową na poziomie 860 USD mimo nieudanego badania. To pokazuje, że część rynku nadal wierzy, iż obecne problemy dotyczą bardziej sentymentu i krótkoterminowych oczekiwań niż trwałego załamania jakości biznesu. Jednak po ostatnich wydarzeniach inwestorzy będą patrzeć na każdy kolejny wynik kliniczny Regeneron znacznie bardziej krytycznie niż jeszcze kilka miesięcy temu.